- Bezprawnik -
- Nieruchomości -
- Spadkobiercy wyprzedadzą wielką płytę. W tych miastach mieszkania stanieją
Spadkobiercy wyprzedadzą wielką płytę. W tych miastach mieszkania stanieją
Mieszkania po pokoleniu powojennego wyżu coraz częściej trafiają do spadkobierców, którzy w większości nie zamierzają w nich mieszkać. Najmocniej odczują to mniejsze miasta, z których od lat wyjeżdżają młodzi — tam małe lokale w blokach z wielkiej płyty mogą tanieć, bo kupujących zwyczajnie zabraknie.
Ile odziedziczonych mieszkań trafi na rynek? Statystyki trzeba czytać ostrożnie
Za prognozami stoi przede wszystkim demografia, z którą trudno dyskutować. Jak przypomina "Rz", według wstępnych danych GUS w ubiegłym roku zmarło w Polsce ok. 406 tys. osób, a liczba urodzeń była o ok. 168 tys. niższa od liczby zgonów; deweloperzy oddali w tym samym roku do użytku niecałe 134 tys. mieszkań.
Takie zestawienie wygląda na pierwszy rzut oka dramatycznie, ale nie oznacza przecież, że co roku zwalnia się trzy razy więcej lokali, niż powstaje nowych. Część zmarłych mieszkała z małżonkiem, który zostaje w mieszkaniu; część nie miała nieruchomości na własność albo mieszkała w domu jednorodzinnym. Z tego względu Jarosław Jędrzyński z RynekPierwotny.pl szacował w sierpniu, że na rynek może rocznie trafiać od 80 do 120 tys. odziedziczonych mieszkań. To wciąż wolumen, który można porównywać z rocznym wynikiem całej branży deweloperskiej — tyle że rozłożony zupełnie inaczej na mapie kraju.
Wielka płyta w małym mieście. Sprzedaż odziedziczonego mieszkania może trwać miesiącami
Na rynek trafiają przede wszystkim lokale o podobnym profilu: od 35 do 55 mkw., w blokach z lat 70. i 80., często wykupione przed laty z dużą bonifikatą od gminy albo spółdzielni. Katarzyna Kuniewicz z Otodom przyznaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że tego procesu nic już nie zatrzyma. Problem polega na tym, że znaczna część takich mieszkań stoi w miastach, w których popyt od dawna słabnie — w tym w najbardziej wyludniających się miastach Polski. Do tego wiele z nich wymaga generalnego remontu, a w czteropiętrowych blokach zwykle nie ma windy.
Puste mieszkanie kosztuje, więc spadkobiercy chcą sprzedać szybko
Można się domyślać, jak wygląda to z perspektywy osoby, która dostała mieszkanie w spadku. Najczęściej mieszka ona już w innym mieście, a puste mieszkanie generuje koszty — czynsz dla spółdzielni lub wspólnoty, media, podatek od nieruchomości. Trudno się zatem dziwić, że wiele osób chce sprzedać lokal możliwie szybko.
Jeśli jednak na jednym osiedlu w tym samym czasie pojawi się kilka podobnych ofert, a lokalnych kupujących jest niewielu, sprzedający obniżają ceny nieruchomości, w praktyce konkurując ze sobą. To właśnie w takich miejscowościach — tracących mieszkańców i miejsca pracy — presja na obniżki może być największa.
Podatek od spadku i PIT nie zatrzymają sprzedaży. Raczej ją przyspieszą
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, o którym w dyskusji mówi się rzadko. Najbliższa rodzina — małżonek, dzieci, wnuki — nie płaci podatku od spadków, o ile zgłosi nabycie do urzędu skarbowego w ciągu sześciu miesięcy. Od 2019 r. pięcioletni termin, po którym sprzedaż nieruchomości jest wolna od PIT, liczy się natomiast od końca roku, w którym mieszkanie nabył spadkodawca. Skoro seniorzy kupowali lub wykupywali lokale kilkadziesiąt lat temu, sprzedaż mieszkania otrzymanego w spadku przed upływem 5 lat w zdecydowanej większości przypadków nie wiąże się z podatkiem dochodowym — spadkobiercy mogą sprzedać lokal od razu. Nie mają zatem żadnego powodu, by czekać.
Hamulcem bywają raczej formalności. Postępowanie spadkowe, dział spadku czy spór między rodzeństwem potrafią wydłużyć sprawę o wiele miesięcy; dlatego podaż będzie rosła stopniowo, a nie gwałtownie.
Duże miasta bez przeceny. Deweloperzy i tak odczują zmianę
W Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu mieszkania w wielkiej płycie nadal znajdą chętnych, choćby wśród osób kupujących pierwsze M albo inwestorów pod wynajem; część spadkobierców zdecyduje się zresztą sama je wynająć. Trudno zatem spodziewać się tam wyraźnych spadków cen. Nie da się jednak ukryć, że tańsza kawalerka czy dwa pokoje w dobrze skomunikowanej dzielnicy staną się realną alternatywą dla małych lokali z rynku pierwotnego. Deweloperzy będą musieli przekonywać klientów czymś więcej niż samą nowością budynku — standardem części wspólnych, niższymi rachunkami za energię czy przemyślanym układem mieszkania.
Rynek mieszkaniowy w Polsce będzie się rozwarstwiał
Rynek mieszkaniowy w Polsce będzie się więc coraz mocniej rozwarstwiał. O ile w dużych aglomeracjach odziedziczone lokale po prostu zwiększą wybór, o tyle w mniejszych miastach dla wielu spadkobierców oznaczą trudną sprzedaż i konieczność obniżenia oczekiwań cenowych; kupujący zyskają tam natomiast sporo pola do negocjacji.
zobacz więcej:










