- Bezprawnik -
- Finanse -
- Państwo dało rodzicom lepsze obligacje, reszta może tylko zazdrościć
Państwo dało rodzicom lepsze obligacje, reszta może tylko zazdrościć
Poszczególne rodzaje obligacji skarbowych różnią się kilkoma parametrami. Jednym z nich jest to, kto może je kupić. O ile większość dostępna jest dla wszystkich, o tyle dwie szczególnie atrakcyjne opcje przeznaczone są wyłącznie dla pobierających 800 Plus. Nie można było tego rozwiązać inaczej?
Beneficjenci 800 Plus mogą liczyć na specjalne obligacje indeksowane inflacją
Polityka prorodzinna miewa w Polsce dość osobliwe formy. Dobrym przykładem może być program Rodzina 800 Plus, który w zasadzie stanowi gwarantowany dochód podstawowy, ale tylko dla rodziców niepełnoletnich dzieci.
Pomimo mojej prywatnej niechęci do stawiania na głowie koncepcji redystrybucji dochodu, muszę przyznać, że program ten przyniósł pewne korzyści. Mam na myśli przede wszystkim zmniejszenie wskaźnika skrajnego ubóstwa wśród dzieci. Przy czym deklarowanym pierwotnym celem wprowadzenia niegdysiejszego 500 Plus miała być poprawa dzietności w Polsce. Nie wyszło. Polki nie chcą mieć dzieci, a comiesięczny przelew niewiele tu zmienia.
Wspominam o tym dlatego, że samo comiesięczne świadczenie to nie wszystko, co państwo zaoferowało rodzicom. Jednym z bardziej ekstrawaganckich pomysłów jest emitowanie specjalnych obligacji rodzinnych.
Wyższej dzietności i stymulacji popytu z tego nie będzie
Czym są obligacje rodzinne? Chodzi o dwie konkretne emisje obligacji skarbowych indeksowanych inflacją: sześcioletnich oraz dwunastoletnich.
Obligacje rodzinne tym różnią się od zwykłych, że mogą je kupić wyłącznie osoby, które pobierają 800 Plus. Pozostali inwestorzy muszą się zadowolić pozostałymi wariantami, ewentualnie alternatywami w rodzaju obligacji korporacyjnych.
Teoretycznie nie byłoby to większym problemem. Oferta Ministerstwa Finansów jest dość szeroka. Dotyczy to zwłaszcza obligacji długoterminowych, a więc tych, którymi warto sobie w ogóle zawracać głowę.
Okazuje się jednak, że obligacje rodzinne wypełniają dość ważną niszę. Cechuje je szczególnie korzystna relacja pomiędzy oprocentowaniem a okresem wykupu. Obligacje sześcioletnie są reklamowane oprocentowaniem 5%, a dwunastoletnie 5,60%. Ich głównymi rywalami są obligacje czteroletnie z oprocentowaniem 4,75% i dziesięcioletnie 5,35%.
Postawmy sprawę jasno: obligacje rodzinne są najlepsze
W tym momencie warto wspomnieć, że oprocentowanie obligacji skarbowych indeksowanych inflacją jest nieco bardziej skomplikowane. Podana nam wartość obejmuje bowiem wyłącznie pierwszy rok. W pozostałych marżę stanowi średnioroczna inflacja podawana przez GUS oraz dodatkowy procent. Nas interesuje ten drugi element.
W przypadku obligacji sześcioletnich do inflacji doliczamy 2%, w przypadku czteroletnich 1,50%. Przy dziesięcioletnich inflację powiększamy o 2%, przy dwunastoletnich 2,50%. Obligacje rodzinne okazują się więc zauważalnie korzystniejszym rozwiązaniem. Jeżeli mamy dzieci i chcemy kupić obligacje indeksowane inflacją na kilka lat, to nie powinniśmy się nawet zastanawiać. Dwa lata nie robią przecież aż takiej różnicy.
Owszem, przy obligacjach czteroletnich wypłata odsetek następuje co roku. Przy pozostałych trzech rodzajach musimy poczekać do wykupu obligacji, co nie każdemu musi odpowiadać. Wszystko zależy od tego, czy preferujemy coroczny zastrzyk gotówki, czy bardziej długoterminowe oszczędzanie poprzez pożyczenie państwu pieniędzy.
Podstawy polityki prorodzinnej w Polsce stanowią dość ekstrawaganckie pomysły i chyba czas do tego przywyknąć
Prawdę mówiąc, w standardowej ofercie bardzo brakuje czegoś pomiędzy obligacjami czteroletnimi a dziesięcioletnimi. Dlaczego więc zdecydowano się na ograniczenie dostępu do tych sześcioletnich wyłącznie do rodzin pobierających 800 Plus?
Znalezienie konkretnego uzasadnienia takiego posunięcia nie będzie łatwe. Komentarze decydentów z okresu ich wprowadzenia sprowadzają się do stwierdzeń, że "To doskonały produkt dla tych, którzy chcą oszczędzać na przyszłe potrzeby swoich dzieci". Nie sposób się nie zgodzić. Tyle tylko, że ich niewątpliwe zalety nie wyjaśniają różnicowania inwestorów.
Najprościej będzie zrzucić istnienie obligacji rodzinnych na chęć dodatkowego "dopieszczenia" rodziców przez ówczesne władze. Ot, kolejna ekstrawagancja polityki prorodzinnej uprawianej przez poprzedni rząd. Obecna władza ma zresztą własne osobliwe podejście do świadczenia: nie będzie waloryzacji 800 plus, niezależnie od poziomu inflacji.
Same w sobie obligacje rodzinne nie są rzecz jasna niczym złym. Wręcz przeciwnie: są na tyle dobre, że bezdzietny inwestor może poczuć ukłucie zazdrości. Bezdzietni w Polsce po raz kolejny muszą obejść się smakiem. W samej koncepcji tkwi zaś pewien niewykorzystany do końca potencjał. Nie da się ukryć, że obligacje rodzinne nie są zbyt często kupowane.
Pomysł korzystniejszego oprocentowania dla rodziców należałoby wręcz rozszerzyć także na "standardowe" emisje
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że można by ten sam cel osiągnąć inaczej. Czy nie prościej byłoby po prostu dać beneficjentom 800 Plus korzystniejsze o jakieś 0,50% oprocentowanie przy wszystkich emisjach obligacji i równocześnie otworzyć wszystkie okresy wykupu dla każdego inwestora?
W ten sposób niejako zjadamy ciastko i dalej je mamy. Rodzice uzyskują zachętę do długoterminowego oszczędzania na przyszłość swoich dzieci. Nie muszą się też zastanawiać, czy wybierają "te właściwe" obligacje, skoro swój bonus otrzymują automatycznie. Równocześnie poszerzamy ofertę obligacji skarbowych o te potencjalnie lepiej skrojone pod potrzeby osób bezdzietnych.










