- Bezprawnik -
- Moto -
- Ma polskie tablice, choć może nigdy nie być w Polsce. Szkody takich aut kosztują polski system miliony
Ma polskie tablice, choć może nigdy nie być w Polsce. Szkody takich aut kosztują polski system miliony
Samochód należy faktycznie do mieszkańca Włoch, Francji czy innego państwa UE, jeździ przez cały rok za granicą, ale ma polskie tablice. Formalnie wszystko się zgadza. W dokumentach pojawia się polski właściciel lub firma. W rzeczywistości samochód może Polski nawet nie oglądać. Dlaczego? Bo gdzieś w Europie polska rejestracja może okazać się wygodniejsza, tańsza i mniej kłopotliwa niż rejestracja w kraju, w którym samochód jest faktycznie używany.
I właśnie tutaj zaczyna się problem, którego konsekwencje ponoszą również polscy kierowcy. Gdy taki samochód przestaje mieć ważne OC i powoduje za granicą poważny wypadek, poszkodowany nie może czekać na rozwiązanie problemów polskiego właściciela czy zagranicznego użytkownika. Odszkodowanie trzeba wypłacić. A rachunek trafia do polskiego systemu ubezpieczeń.
Luka w rejestracji pojazdów sprowadzanych z zagranicy. Państwo wie, gdzie jest dziura
Najbardziej bulwersujące nie jest nawet to, że ktoś próbuje wykorzystać system. Takie próby będą zawsze. Problem polega na czymś innym: polskie instytucje wiedzą, gdzie znajduje się luka, wiedzą, jak jest wykorzystywana, a mimo to problem nadal narasta.
Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) w czerwcu 2026 r. nazwało rzecz po imieniu: mamy lukę w systemie badań technicznych i rejestracji pojazdów sprowadzanych z zagranicy. Problem nie jest więc tajemnicą. PBUK wskazuje wprost, że luka powstaje już na etapie pierwszego badania technicznego i rejestracji sprowadzanych pojazdów. W praktyce samochód może zostać zarejestrowany w Polsce, otrzymać polskie tablice rejestracyjne i dokumenty, choć faktycznie jest użytkowany za granicą, a nawet nigdy nie pojawić się w Polsce.
Szkody aut z polskimi tablicami za granicą kosztują miliony
Skala problemu rośnie błyskawicznie. W 2024 r. pojazdy z polskimi tablicami uczestniczyły za granicą w 70,8 tys. zdarzeń, a szkody spowodowane przez nieubezpieczone auta kosztowały polski system 25,7 mln zł. Łączne obciążenie rynku ubezpieczeniowego zagranicznymi szkodami sięgnęło blisko 1,8 mld zł. We Włoszech, gdzie jeździ ponad 35 tys. takich pojazdów, liczba zdarzeń wzrosła z około 8 tys. w 2024 r. do ponad 11 tys. w 2025 r., a wypłaty związane z nieubezpieczonymi autami skoczyły z 6,9 do 18,4 mln zł. Liczby te pokazują, że nie jest to już margines systemu. PBUK ostrzega, że rosnące koszty obciążają wyniki i rezerwy ubezpieczycieli, a w konsekwencji mogą wpływać także na warunki OC kupowanego przez uczciwych kierowców.
Zdjęcie przy pierwszym badaniu technicznym może zamknąć lukę
Co istotne, rozwiązanie nie wymagałoby od razu przebudowy całego systemu. PBUK proponuje choćby obowiązkową dokumentację fotograficzną podczas pierwszego badania technicznego, która pozwalałaby potwierdzić, że samochód rzeczywiście pojawił się w Polsce i został tutaj sprawdzony. Zapowiadany przez ministerstwo koniec z badaniem technicznym „na telefon” może być krokiem w tym kierunku. Państwo zna więc nie tylko problem, ale także jedno z możliwych miejsc, w którym można tę lukę zamknąć.
Rejestracja samochodu w UE. Unijne zasady są bardziej logiczne
Sprawa jest tym bardziej zastanawiająca, że podstawowa zasada obowiązująca w Unii Europejskiej jest dość klarowna. Jeżeli ktoś przenosi się na stałe do innego państwa UE i zabiera ze sobą samochód, powinien co do zasady zarejestrować go w nowym kraju zamieszkania i tam płacić związane z pojazdem podatki. „Normalne miejsce zamieszkania” oznacza zasadniczo państwo, w którym człowiek mieszka, pracuje lub ma rodzinę przez ponad 185 dni w roku. Osoba mieszkająca na stałe we Włoszech nie powinna więc po prostu utrzymywać samochodu na zagranicznych tablicach tylko dlatego, że jest to dla niej wygodniejsze lub tańsze.
Oczywiście przepisy przewidują wyjątki, między innymi dla studentów, pracowników transgranicznych czy osób posiadających drugie miejsce zamieszkania. Nie zmienia to jednak podstawowej zasady. I właśnie dlatego przypadek samochodu, który formalnie jest polski, ale faktycznie przez lata jeździ wyłącznie we Włoszech lub innym państwie, wygląda zupełnie inaczej niż normalne korzystanie z samochodu podczas podróży po Europie.
Dlaczego cudzoziemiec rejestruje samochód w Polsce?
Na to podstawowe pytanie polskie państwo powinno szybko odpowiedzieć. Nie można oczywiście jednoznacznie stwierdzić, że w każdym innym państwie UE taki proceder jest niemożliwy. Nie ma też dowodu, że każdy cudzoziemiec rejestrujący samochód w Polsce robi to w celu obejścia podatków czy ubezpieczenia. Natomiast skala problemu prowadzi do oczywistego wniosku, że coś jednak sprawia, iż polski system jest dla części zagranicznych użytkowników na tyle atrakcyjny, że opłaca się korzystać z polskich „słupów”, firm i procedur.
Rejestracja pojazdu powierzonego polskiemu podmiotowi
Polskie przepisy same przewidują możliwość rejestracji pojazdu powierzonego przez zagraniczną osobę fizyczną lub prawną polskiemu podmiotowi. Rejestracji dokonuje w takim przypadku starosta właściwy dla siedziby lub miejsca zamieszkania polskiego podmiotu.
Na papierze może być to całkowicie legalna konstrukcja. Problem zaczyna się wtedy, gdy mechanizm jest wykorzystywany do stworzenia fikcji: samochód dostaje polskie dokumenty, po czym znika z polskiego systemu kontroli i przez lata jest użytkowany za granicą.
Wtedy pojawia się pytanie, którego nie powinno się kierować do włoskiego czy niemieckiego kierowcy, ale przede wszystkim do polskiej administracji: dlaczego pozwalamy, aby polska rejestracja była wykorzystywana jako parasol dla samochodów, które faktycznie nie podlegają polskiemu nadzorowi?
Polskie tablice we Włoszech są ostrzeżeniem dla całej Europy
Największą skalę zjawiska, nazywanego przekrętem neapolskim, widać obecnie we Włoszech. PBUK szacuje, że po włoskich drogach, jak już wspomniano, jeździ ponad 35 tys. pojazdów zarejestrowanych w Polsce, ale nie jest to wyłącznie włoski problem. Polskie tablice pojawiają się w statystykach szkód w wielu państwach Europy. Włochy są po prostu najbardziej jaskrawym przykładem tego, co może się wydarzyć, kiedy luka w systemie rejestracji jest wykorzystywana na dużą skalę.
Wypadek auta bez OC: jedna szkoda i miliony złotych
Najbardziej przemawiają jednak konkretne kwoty i przypadki. Fiat Panda z 2013 r., wart około 15 tys. zł, zarejestrowany w Polsce i jeżdżący we Włoszech bez OC, stał się przyczyną śmiertelnego wypadku. Koszt wypłaconych i zarezerwowanych świadczeń sięgnął około 1,3 mln euro, czyli blisko 5,6 mln zł.
Kolejny przykład to samochód BMW 320d z polskimi tablicami, który nie posiadał ważnego OC i spowodował szkodę, dla której wartość wypłaconych i zarezerwowanych świadczeń przekroczyła 2,4 mln euro, czyli około 10,2 mln zł.
PBUK będzie dochodzić tych pieniędzy od sprawcy w ramach regresu. Obrazuje to jednak, że problem nie kończy się na karze za brak OC. Jeden wypadek może wygenerować milionowe zobowiązanie, a gdy jego odzyskanie od sprawcy okazuje się trudne, ciężar pozostaje po stronie systemu ubezpieczeń. O tym, jak wysokie mogą być takie roszczenia, przekonuje również rekordowy regres z UFG w Polsce.
Czy za lukę w rejestracji płacą polscy kierowcy w cenie OC?
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że konkretna podwyżka OC wynika wyłącznie z tego procederu. Składki zależą od wielu czynników, takich jak liczba wypadków, wartość szkód, ceny części i napraw, koszty leczenia czy konkurencja między ubezpieczycielami. Natomiast jednoznaczne stwierdzenie, że problem nie ma żadnego wpływu na polskich klientów, również byłoby nieprawdziwe.
PBUK wprost wskazuje, że szkody powodowane przez nieubezpieczone pojazdy oznaczają realne koszty dla polskiego rynku ubezpieczeniowego, wpływają na wyniki finansowe i rezerwy ubezpieczycieli, a pośrednio także na warunki, na jakich uczciwi właściciele samochodów kupują ochronę ubezpieczeniową. Mamy tutaj dość prosty mechanizm. Ktoś za granicą próbuje zaoszczędzić. Samochód zostaje formalnie „podpięty” pod Polskę. Gdy wszystko idzie dobrze, korzyść jest prywatna. Gdy dochodzi do tragedii, część ryzyka przejmuje system.
Państwo powinno wreszcie zamknąć furtkę w rejestracji pojazdów
Najbardziej irytujące jest to, że nie mówimy o problemie, którego nikt wcześniej nie zauważył. PBUK alarmuje. Wskazuje rosnącą liczbę szkód. Pokazuje milionowe rachunki. Wskazuje nawet miejsce, w którym można uszczelnić system. A państwo nadal pozostawia furtkę.
Jeżeli samochód ma być zarejestrowany w Polsce, powinno być możliwe wiarygodne potwierdzenie, że rzeczywiście znalazł się w Polsce. Jeżeli ktoś mieszka na stałe we Włoszech i przez cały rok jeździ po włoskich drogach, polska tablica nie powinna stawać się sposobem na omijanie obowiązków kraju, w którym samochód faktycznie funkcjonuje. A dzisiaj wygląda to wyjątkowo przewrotnie. Zagraniczny użytkownik korzysta z polskiego systemu, zagraniczne państwo ponosi skutki wypadku, polski system ubezpieczeń wypłaca pieniądze, a polski kierowca może ostatecznie dostać wyższą cenę ochrony.
Kto naprawdę płaci za lukę w systemie?
Nie „słup”, który często jest tylko elementem mechanizmu. Nie zawsze nawet sprawca wypadku, bo jego późniejszy regres może być nieściągalny. Płaci cały system. A jego klientem jest również polski kierowca, który co roku uczciwie kupuje OC. Państwo może oczywiście dalej tłumaczyć, że problem jest skomplikowany, transgraniczny i wymaga współpracy z innymi krajami. Tyle że PBUK już pokazało, gdzie znajduje się dziura.
Teraz pozostaje odpowiedzieć na znacznie prostsze pytanie: skoro państwo wie, którędy uciekają pieniądze, jak długo będzie pozwalać, żeby ta droga była nadal otwarta?
zobacz więcej:











