1. Home -
  2. Na wesoło -
  3. "Na raka" to mną jeszcze nie manipulowano. Oto jak współpracownik sieci Play próbował wcisnąć mi ubezpieczenie... od raka

"Na raka" to mną jeszcze nie manipulowano. Oto jak współpracownik sieci Play próbował wcisnąć mi ubezpieczenie... od raka

Dzisiaj próbowano wcisnąć mi ubezpieczenie Prudential. Od zachorowania na ewentualny nowotwór złośliwy. Problem w tym, że na temacie akurat się wyznaję, bo jestem z nim, że tak powiem, obecnie na bieżąco. A oto: jak nie dać się naciągnąć. 

Skończyłam artykuł o najgłupszych momentach kampanii wyborczej i z błogiego, popołudniowego lenistwa wyrwał mnie dzwonek telefonu.

Wiem już, że wyraziłam pierwszą zgodę i jest mi z tym źle. Dwie minuty później dowiedziałam się, że oto zostanę objęta polisą na wypadek choroby nowotworowej. Jeśli dostanę raka, zostanie mi wypłacone czterdzieści tysięcy złotych. Powtórzone to zostało z emfazą. Czterdzieści tysięcy!

Ubezpieczenie Prudential

Mam taki smutny zwyczaj, że jak mnie ktoś o coś prosi to słucham, choćbym całkiem nie miała na to ochoty.

Pierwsze dwie pułapki wystrzelone. Zasada kontrastu (przy paru tysiącach złotych trzydzieści wygląda faktycznie biednie) oraz próba wymuszenia na mnie zgody. Jeśli bym jej przytaknęła, miałaby mnie w garści. To jest bardzo ważne, kiedy chcemy kogoś do siebie przekonać. "Ale zgodzi się pani ze mną?" - i tak dalej. Ba, jeśli chcemy kogoś zmanipulować, nie kończmy zdania na "nie", tylko "tak". Zgodzicie się ze mną, tak?

I koniec rozmowy. Odhaczyłam przynajmniej trzy próby manipulacji mną.

Ale to prywatne!

Jestem zwolenniczką wolnego rynku i nikomu nie zabronię wydzwaniać do mnie z ofertami. Ale te oferty są cięgiem na jedno kopyto, zawsze to samo, czy się pani zgadza, ale proszę chociaż wysłuchać, to zajmie kilka minut. Oferta tak naprawdę nie była oszałamiająca, raka mogę mieć albo i nie. Ubezpieczenie Prudential gwarantuje mi tylko czterdzieści tysięcy złotych, których mogę równie dobrze nigdy nie zobaczyć. Mam trzydzieści lat, za dekadę oni mogą zwinąć interes, tyle ich widzieliśmy, goodbye.

Wiem, że pani, która ze mną rozmawiała ma zapewne karteczkę i przeszkolenie, co robić w przypadku takich opornych klientów jak ja. W didaskaliach całej rozmowy jest kilka prób wyłudzenia mojej zgody na to, co mówi. Dopiero, kiedy upierałam się przy swoim, dała mi wreszcie spokój. Rzecz w tym, że za pomocą takich niewielkich pułapek bardzo szybko manipuluje się ludźmi. Niech tylko przytakną, a już są w sidłach. A potem jeden z drugim patrzy w telefon i myśli "po co mi to było". Naprawdę nie chciałam marnować czasu pani, która upierała się na rozmowę. Może w tym czasie znalazłaby innego klienta, nie wiem. Mam jednak radę dla was wszystkich: nigdy nie przytakujcie. Nie zgadzajcie się z tym, co do was mówią, jeśli tak naprawdę nie chcecie produktu.

Zgoda?

Dołącz do dyskusji

zobacz więcej:

Najnowsze
Warte Uwagi