Poza ustawą o KRS, która została właśnie przyjęta w Sejmie, posłowie Prawa i Sprawiedliwości zaproponowali projekt nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. Uważaliście, że do tej pory partia jechała po bandzie? No to zapnijcie pasy.

Od czasu objęcia władzy, ustawodawcze wyczyny PiS można było porównać do jaskiniowca wpuszczonego na salony. Z jednej strony było to toporne i prymitywne, jak pamiętne głosowanie nad budżetem, ale mimo wszystko próbowali owijać w bawełnę. Oczywiście pozwalali sobie na coraz więcej, lecz odkąd prezesem Trybunału Konstytucyjnego została Julia Przyłębska, a kadencja prof. Biernata dobiegła końca, rządzący stracili wszelkie hamulce.

Gdzie siła włada – rozumu nie nada

12 lipca do Sejmu wpłynął poselski projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Nie powinno to nikogo dziwić, bowiem o planowanej „reformie” tego organu mówiło się od jakiegoś czasu, zwłaszcza w kontekście zbliżającej się de reformy wymiaru sprawiedliwości. Spójrzcie jednak na jeden z proponowanych przepisów tego projektu. Radzę czytać na siedząco.

Art. 87. § 1. Z dniem następującym po dniu wejścia w życie niniejszej ustawy sędziowie Sądu Najwyższego powołani na podstawie przepisów dotychczasowych przechodzą w stan spoczynku, z wyjątkiem sędziów wskazanych przez Ministra Sprawiedliwości.

Dobrze czytacie. PiS w drodze ustawy usuwa wszystkich sędziów, a zostaną tylko ci wybrani osobiście przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro. To samo dotyczy się osoby I Prezesa SN, którym obecnie jest mająca na pieńku z władzą Małgorzata Gersdorf (o ironio, do Sądu Najwyższego trafiła za kadencji Lecha Kaczyńskiego).

Art. 88. Jeżeli sędzia Sądu Najwyższego zajmujący stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego został przeniesiony w stan spoczynku na podstawie art. 87 § 1, zadania i kompetencje Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego wykonuje sędzia Sądu Najwyższego
wskazany przez Ministra Sprawiedliwości.

Demokracja umiera wśród oklasków

W uzasadnieniu tego projektu możemy przeczytać, że w wyniku planowanej reformy, Sąd Najwyższy de facto stanie się zupełnie nowym sądem, a z poprzednim łączyć go będzie tylko nazwa. W związku z tym pociąga to za sobą konieczność wymiany całej dotychczasowej kadry.

Cała szopka z Trybunałem Konstytucyjnym była właśnie po to, aby wprowadzać takie ustawy. Dalej przyklaskujesz poczynaniom partii rządzącej? To wyobraź sobie, że jutro zostanie uchwalone prawo, w myśl którego osoby z niebieskimi oczami mogą zarabiać maksymalnie połowę minimalnego wynagrodzenia. No bo przecież czemu nie? Gdzie wtedy będziesz krzyczał?