Współpraca z jasnowidzem z pewnością nie jest dla policjantów spełnieniem marzeń
Współpraca policji i jasnowidza to temat tyleż kontrowersyjny co medialny. Nic więc dziwnego, że przy głośnych sprawach zaginięcia osób albo poszukiwania ciał dość często słyszymy o takich przypadkach. Trzeba przyznać, że sprawia to dość paskudne wrażenie. W najlepszym wypadku mamy na myśli marnowanie czasu na badanie tego, co śledczym podsunął szarlatan. Na problem możemy też spojrzeć dużo mniej przychylnym okiem i zwrócić uwagę na korzystanie przez funkcjonariuszy naszego państwa z metod, których określeniem mianem "średniowiecznych" byłoby nieuzasadnionym komplementem.
Czy to oznacza, że współpraca z jasnowidzem to jedna ze standardowych metod pracy policji? W żadnym wypadku. Powiem więcej: przedstawiciele tej formacji raczej nie chwalą się tego typu kontaktami. Nie oznacza to oczywiście, że funkcjonariusze nie mogą się uciec do takiego środka. Tak naprawdę kluczowy wydaje się kontekst poszczególnych spraw.
Współpraca z jasnowidzem nie jest sytuacją na tyle typową, by przepisy dotyczące policji odnosiły się do niej wprost. Nie znajdziemy jej również w wewnętrznych regulacjach dotyczących na przykład współpracy z osobowymi źródłami informacji. Pewne ogólne upoważnienie znajdziemy jednak w art. 22 ust. 1 ustawy o policji.
Z punktu widzenia policjantów nasze "medium" jest po prostu osobą, która twierdzi, że ma informacje przydatne w śledztwie. Zdecydowana większość doniesień medialnych o podobnych przypadkach zawiera jeden ważny element wspólny. Współpraca z jasnowidzem jest zwykle rezultatem przekazywania informacji rodzinie osoby poszukiwanej, która następnie dzieli się nimi z funkcjonariuszami. Zignorowanie jej tylko ze względu na źródło w osobie jasnowidza byłoby błędem, zwłaszcza jeśli jakimś cudem ten akurat choć trochę zbliży się do rzeczywistości.
Statystki są jednoznaczne: w przytłaczającej większości przypadków jasnowidze są kompletnie bezużyteczni
Polsat News w połowie maja tego roku zwrócił uwagę na oficjalne przyznanie się policji do tego, że współpraca z jasnowidzami rzeczywiście ma miejsce. Dokonał tego rzecznik Komendy Głównej Policji inspektor Mariusz Ciarka.
Można by uznać powyższą wypowiedzieć za coś pomiędzy przyznaniem a próbą zachowania twarzy. Jest jednak pewien element, który nie do końca się zgadza. Polsat News przytoczył także inną interesującą wypowiedź tym razem, z 2000 r. Ówczesny rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji, Mariusz Sokołowski wprost przyznał, że takie dane przynajmniej raz opracowywano na potrzeby formacji.
Tak się składa, że dane z tego raportu opublikowano. Na 440 spraw w 432 przypadkach jasnowidze okazali się całkowicie bezużyteczni, a w 8 przypadkach ich wizje były jedynie przybliżone. Wszystko wskazuje na to, że od tego czasu niewiele się zmieniło. Próżno szukać spektakularnych przykładów skuteczności nadprzyrodzonych metod w śledztwach.
Co jednak z przypadkiem powołania jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego na biegłego w 2013 r.? Tutaj winowajcą jest akurat Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Warto odnotować, że takie posunięcie wprawiło w zdumienie zwierzchników z Prokuratury Generalnej.
Wydaje się, że policyjna współpraca z jasnowidzem to temat, który bardzo chętnie podgrzewają sami zainteresowani. Przy okazji rozdmuchują go do granic możliwości oraz powiększają swoje zasługi, umniejszają wyniki osiągnięte przez śledczych. W końcu choćby cień zainteresowania ze strony poważnej formacji nobilituje ich, przywołuje uwagę mediów i w rezultacie także nowych klientów.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj