1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Ukrainiec przejechał sportowym autem nad Morskie Oko. Sprytnie wykiwał policję na 4900 zł

Ukrainiec przejechał sportowym autem nad Morskie Oko. Sprytnie wykiwał policję na 4900 zł

Po interwencji ministra spraw wewnętrznych ukraiński influencer, który wjechał autem nad Morskie Oko, skończył z pięcioletnim zakazem wjazdu do Polski. Krajowym kierowcom taki wybryk mógłby się opłacić. 100 zł i 8 punktów karnych w zakopiańskich warunkach to wręcz promocyjna cena za przejazd.

Jeżeli robisz coś lekkomyślnego, to naprawdę nie chwal się tym w internecie, bo jeszcze zobaczy to premier

Czymże byłby tydzień bez drobnego incydentu rozdmuchanego do ogólnopolskich rozmiarów? Andrij Gawryliw z Ukrainy jest internetowym influencerem. Zasłynął podjechaniem w nocy pod samiuśkie Morskie Oko sportowym samochodem. Jak to zwykle z influencerami bywa, pochwalił się swoim wybrykiem w Sieci.

Nie był to najlepszy pomysł, bo internauci z naszego kraju się oburzyli. Wcale nie chodziło ani o narodowość Andrija, ani nawet o sam wyskok. Okazało się bowiem, że został ukarany karą 100 zł i 8 punktów karnych.

Mężczyzna tłumaczył się, że nie wiedział, że nie można wjeżdżać autem. Na nic się to jednak nie zdało. Zainteresowanie medialne niecodzienną sprawą było na tyle duże, że zainteresowały się nią najważniejsze osoby w państwie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to zgubiło Andrija.

Wszystkich influencerów z Polski nie wyrzucimy, ale zawsze warto próbować

Naprawdę staram się unikać drwin ze „wściekającego się premiera", ale tym razem byłby to żart całkiem pasujący do sytuacji. Donald Tusk obwieścił w serwisie X, że nakazał ministrowi spraw wewnętrznych Marcinowi Kierwińskiemu „pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji".

Ten stanął na wysokości zadania. Zdecydował o wydaniu pięcioletniego zakazu wjazdu do Polski dla sprawcy całego zamieszania.

Influencer w rankingu prestiżu zawodów – ostatnie miejsce

Naprawdę nie mam nic przeciwko wyrzucaniu z naszego kraju influencerów niezależnie od ich narodowości. Zapewne duża część Polaków się ze mną zgodzi. Świadczą o tym wyniki corocznego rankingu prestiżu zawodów, w którym polityk, pracownik HR i influencer to najmniej poważane zawody w Polsce — influencerzy wpadają nawet gorzej od polityków. To dosłownie ta profesja, która cieszy się najmniejszym społecznym poważaniem.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że reakcja organów naszego państwa jest przesadna. Czy aby na pewno jest sens mieszać ministrów do wybryku nieco odklejonego młodego chłopaka z drogim sportowym autem? Przypomnijmy, że niedawno głośna była analogiczna sprawa, w której obywatel Ukrainy znany jako Crawly został zatrzymany i przekazany Straży Granicznej celem wydalenia z kraju. Wówczas chodziło jednak o patostreaming i terroryzowanie ludzi w galeriach handlowych, a nie o przejażdżkę autem.

Śmiesznie niska wysokość mandatu wynika prawdopodobnie z okłamania policjantów przez sprawcę

Cudzoziemcy komentujący wypowiedź Donalda Tuska pukają się w czoło. Podobne incydenty z ich udziałem zazwyczaj kończą się pouczeniem i prośbą o zawrócenie.

Na uwagę zasługują szczególne okoliczności sprawy. Nie sposób nie zauważyć, że największe wzburzenie wzbudził stuzłotowy mandat, a więc kwota żenująco wręcz niska, jak na wdarcie się sportowym autem do parku narodowego.

Teoretycznie polscy kierowcy mogliby wręcz dojść do wniosku, że pojawiła się przed nimi wyjątkowa okazja. 100 zł mandatu i 8 punktów karnych to śmieszne pieniądze w porównaniu do alternatywy. Nie ryzykują przy tym deportacją, bo Polaka nie da się wyrzucić z kraju — inaczej niż w przypadku deportacji zagranicznych przestępców, wobec których prawo daje organom państwa naprawdę szerokie pole manewru.

Internauci policzyli, że Andrij z partnerką musieliby zapłacić 50 zł za sam parking. Przejażdżka dorożką w dwie strony kosztowałaby ich 150 zł za osobę. Jak to możliwe?

Otóż mężczyzna został złapany, jak już wracał znad Morskiego Oka poza terenem parku narodowego. Policja tłumaczy się z wysokości mandatu w następujący sposób:

Proszę podejść do tego ze zrozumieniem dla policjantów. Zatrzymali tę osobę, kiedy wyjeżdżała zza szlabanu na Palenicy Białczańskiej. Mężczyzna się tłumaczył, że właśnie w tej chwili nawrócił pod samym szlabanem — stąd te 100 zł — za to, że wjechał poza szlaban (…). Policjanci nic nie wiedzieli o tym, że on był nad Morskim Okiem.

Gdyby influencera przyłapano nad samym Morskim Okiem, czekałyby go dużo poważniejsze konsekwencje

Nie sposób nie zadać pytania, co by się stało, gdyby auto Ukraińca zostało przyuważone przez właściwe służby nad samym Morskim Okiem. Wówczas mielibyśmy do czynienia ze złamaniem zakazu obowiązującego na terenie chronionym. Obowiązujący taryfikator przewiduje za taki wybryk karę w wysokości od 20 do 5000 zł. Zresztą każda wycieczka w Tatry obwarowana jest dziś całą gamą ograniczeń — od zakazu nocnego poruszania się po szlakach po surowe sankcje za jakąkolwiek aktywność poza wyznaczonymi trasami.

Nie ma więc absolutnej pewności, że Andrij rzeczywiście zapłaciłby dużo więcej. Aspirant sztabowy Roman Wieczorek z Komendy Miejskiej Policji w Zakopanem przekonuje, że konsekwencje mogłyby być dużo poważniejsze:

Mężczyzna został wylegitymowany i na tym policjanci zakończyli czynności. Później się okazuje, że pan influencer wrzuca sobie zdjęcia spod Morskiego Oka. Gdyby policjanci go zatrzymali nad Morskim Okiem, to podejrzewam, że by mu auto zholowali i mandat nie wynosiłby 5 tys., tylko sprawa byłaby skierowana do sądu.

Co grozi za wjazd lub wejście tam, gdzie nie wolno

Warto pamiętać, że nawet samo wejście na zamknięty szlak jest traktowane jako wykroczenie i może skończyć się grzywną albo aresztem — a co dopiero wjazd sportowym autem w środku nocy w samo serce parku narodowego.

Najpierw egzekwujmy kary, a dopiero później deportujmy

Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego zapowiedział jednak nałożenie dodatkowej kary w wysokości 1000 zł. Składa się na nią nie tylko wjazd do obszaru chronionego, ale także hałasowanie w nocy i płoszenie zwierząt. Jej ściągnięcie może być problematyczne, skoro winowajca ma być wyrzucony z Polski.

Odnoszę wrażenie, że dużo lepiej by było, gdyby pozwolić sprawie toczyć się swoim biegiem i działać właściwym instytucjom bez miotania się pomiędzy skrajnościami oraz medialnej szopki. Warto również byłoby przemyśleć raz jeszcze taryfikator mandatów na wypadek, gdyby polscy kierowcy niesłusznie zwietrzyli okazję.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi