Wywiady w samochodzie z samej swej natury wiążą się z koniecznością podzielenia uwagi kierowcy
Wywiady w samochodzie to jeden z trendów polskiego dziennikarstwa. Prowadzący wsiada ze swoim rozmówcą do auta i razem jadą przez miasto, w międzyczasie rozmawiając. Sprawia to wrażenie naturalnej rozmowy pomiędzy dwójką zwykłych ludzi, co rzeczywiście wydaje się całkiem atrakcyjne z punktu widzenia części odbiorców. Trudno jednak nie zastanawiać się nad bezpieczeństwem takiej praktyki.
Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek brał udział w takim wywiadzie pod koniec stycznia. W trakcie rozmowy o mały włos nie wjechał w przechodzącą przez pasy kobietę. Minister tłumaczył się nieco pokrętnie, ale ostatecznie przyjął mandat, gdy policja postanowiła mu go wystawić. Jak na standardy naszych dygnitarzy to i tak nienajgorszy wynik.
Nie chodzi mi bynajmniej o to, by teraz czepiać się szefa resortu sprawiedliwości. Jego przykład dość dobrze jednak pokazuje, co jest nie tak w wywiadach w samochodzie. Wystarczy chwila zagapienia się i mamy nieszczęście. Tak się składa, że bycie odpytywanym przez dziennikarza w trakcie wywiadu to dość stresujące zajęcie, które wymaga dużej dozy skupienia. Dotyczy to w szczególności momentów, gdy otrzymuje się nieco bardziej podchwytliwe pytanie, albo takie wymagające przypomnienia sobie istotnych faktów. Gdy skupiamy się na rozmowie, to siłą rzeczy nie skupiamy się na drodze. Nawet podzielność uwagi ma w końcu swoje granice oraz naturalne ograniczenia.
Skoro zaś mamy do czynienia z kierowcą zajętym czymś innym, niż tylko prowadzeniem samochodu, to czy przypadkiem policja nie powinna wystawiać mandatów za każdym razem, gdy jakiś dziennikarz opublikuje kolejny wywiad w aucie? Przepisy nie są na tyle restrykcyjne, by dojść do takich wniosków.
Najlepiej by było, gdyby ustawodawca po prostu zakazał udziału w takich wywiadach kierowcom
Tak naprawdę interesują nas przede wszystkim dość ogólne przepisy kodeksu wykroczeń mające zastosowanie do tych kierowców, którzy nie zachowują szczególnej ostrożności w trakcie prowadzenia. Mam na myśli przede wszystkim art. 86 ust. 1 oraz 1a przywołanej ustawy.
§ 1. Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny.
§ 1a. Jeżeli następstwem wykroczenia, o którym mowa w § 1, jest spowodowanie naruszenia czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia innej osoby, sprawca podlega karze grzywny w wysokości nie niższej niż 1500 złotych.
Jak zacytowane przepisy mają się do wywiadów w samochodzie? Całe mnóstwo przepisów prawa o ruchu drogowym nakazuje kierowcom zachowanie szczególnej ostrożności w określonych sytuacjach. Zgodnie z tą ustawą podjęcie szczególnej ostrożności rozumiemy jako "ostrożność polegającą na zwiększeniu uwagi i dostosowaniu zachowania uczestnika ruchu do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze, w stopniu umożliwiającym odpowiednio szybkie reagowanie". Jak już ustaliliśmy, prowadzący uczestniczący w takim wywiadzie dzielą swoją uwagę na dwa absorbujące zadania. Tym samym niejako automatycznie nie zachowują szczególnej ostrożności.
Jest jednak w tym wszystkim małe "ale": kara grzywny należy się tym kierowcom, którzy rzeczywiście powodują zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Faktyczne spowodowanie wypadku skutkującego czyjąś szkodą na osobie podwyższa dodatkowo karę. Tym samym, dopóki nie mamy do czynienia z jakimś konkretnym incydentem, dopóty wywiad w samochodzie w zasadzie nie jest karalny. Warto przy tym wspomnieć, że bardziej szczegółowe naruszenia przepisów ruchu drogowego wywołane przez brak uwagi mogą skutkować odpowiedzialnością innego rodzaju. Na przykład Waldemar Żurek otrzymał mandat za złamanie art. 86b kodeksu wykroczeń, a więc za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu.
Być może powinno być inaczej. Czym innym jest zwykła rozmowa w trakcie jazdy, a czym innym jest wywiad z dziennikarzem. Przyrównałbym takie zachowanie raczej do rozmowy przez telefon w trakcie jazdy ze smartfonem w ręku. Owszem, mamy cały czas dwie ręce na kierownicy. Wciąż jednak nasza możliwość reagowania na zdarzenia na drodze jest ograniczona. Rozwiązanie problemu jest proste: wpisanie wywiadów w samochodach do art. 45 ust. 2 prawa o ruchu drogowym, który to przepis zawiera zakazy dla kierujących pojazdami.
Można oczywiście liczyć na rezygnację z tej formy przeprowadzania wywiadów przez samych dziennikarzy i ich redakcje, ale wydaje mi się, że bez interwencji ustawodawcy to mało prawdopodobny obrót sprawy. Cieszy za to, że większość polskich redakcji również nie zostawia na tej praktyce suchej nitki.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj