Płaca minimalna coraz bliżej historycznego poziomu
Jeśli chodzi o nadchodzące zmiany w płacy minimalnej, to będą one de facto wymuszone koniecznością wdrożenia dyrektywy UE. Rządzący będą zresztą musieli się pospieszyć, bo termin na implementację unijnych przepisów już minął – i to w połowie listopada ubiegłego roku. Zwłoka wynikała w dużej mierze z wewnętrznych tarć w koalicji rządzącej.
Co się zmieni? Bruksela wymaga od państw członkowskich wprowadzenia przejrzystego mechanizmu ustalania minimalnej pensji, wskazując jako punkt odniesienia 60 proc. mediany lub 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej postanowiło pójść o krok dalej i zaproponowało, by polskim wskaźnikiem referencyjnym było 55 proc. prognozowanej średniej krajowej. Resort argumentuje, że skoro już w 2024 r. relacja ta wyniosła 52,6 proc., należy celować wyżej. Warto przy tym pamiętać, że dyrektywa nie narzuca państwom konkretnych wskaźników – podaje je jedynie jako orientacyjne wartości referencyjne, co daje rządowi spory margines interpretacyjny.
Takim rozwiązaniom, jak można się łatwo domyślić, kategorycznie sprzeciwia się z kolei Ministerstwo Finansów, które uważa dotychczasowe ramy za wystarczające. Ostateczne rozstrzygnięcie tego sporu ma zapaść na posiedzeniu rządu.
Nie da się jednak ukryć, że nawet jeśli resort finansów zablokuje wyższy wskaźnik, nominalne kwoty minimalnego wynagrodzenia i tak będą szybko rosnąć. Obecnie najniższa krajowa wynosi 4806 zł brutto (ok. 3606 zł na rękę), co stanowi 51 proc. średniej płacy. Jeśli ta proporcja po prostu się utrzyma (bez podnoszenia wskaźnika do poziomu 55 proc.), postępujący wzrost przeciętnego wynagrodzenia i tak pociągnie za sobą ustawowe minimum.
Jak podaje "Fakt", z symulacji opartych na rządowych prognozach makroekonomicznych wynika, że w 2027 r. płaca minimalna osiągnie poziom 5103 zł brutto (3810 zł netto). W kolejnych latach ten trend przyspieszy – szacunki na 2028 rok mówią o kwocie 5420 zł brutto, a na rok 2029 – 5747 zł brutto. Oznacza to, że przebicie granicy pięciu tysięcy złotych jest kwestią najbliższej przyszłości, niezależnie od politycznych deklaracji. Co istotne, w rządowym projekcie ustawy implementacyjnej pojawił się także mechanizm zamrażania płacy minimalnej, który mógłby wyhamować wzrost, gdyby podwyżki w poprzednich latach były nadmierne – choć jego praktyczne zastosowanie jest wątpliwe politycznie.
To, co może podobać się pracownikom, tradycyjnie już nie spodoba się pracodawcom
Szybki wzrost najniższych pensji rodzi poważne konsekwencje dla struktury całego rynku pracy. Ekonomista Marek Zuber zwraca uwagę na postępujące spłaszczenie wynagrodzeń. Jeszcze w 2022 r. minimalną stawkę pobierało około 1,6 miliona Polaków. W ubiegłym roku ta liczba uległa podwojeniu. Oznacza to, że ponad 3 miliony osób zarabia dziś najniższą krajową.
Szybko rosnąca płaca minimalna "połyka" kolejne szczeble zaszeregowania w firmach. W efekcie za najniższą krajową pracują już nie tylko osoby wykonujące najprostsze prace fizyczne, ale coraz częściej wykwalifikowani specjaliści, urzędnicy czy pracownicy administracji. Problem jest zresztą szerszy – ciągły wzrost minimalnego wynagrodzenia sprawia, że spada popyt na pracę i rośnie presja na automatyzację, a żaden rząd nie zdecyduje się na obniżkę.
Z punktu widzenia pracodawców utrzymanie odpowiednich dysproporcji płacowych między stanowiskami staje się zbyt kosztowne. Równanie pensji w dół drastycznie obniża motywację pracowników do podnoszenia kwalifikacji i negatywnie wpływa na ogólną konkurencyjność polskiej gospodarki. Tym samym rosnąca w szybkim tempie płaca minimalna będzie mieć też negatywne skutki – i to dla całego społeczeństwa.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj