1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Traktujemy kierowców wjeżdżających prosto pod pociąg lepiej od osób, które dopiero co zdobyły prawo jazdy

Traktujemy kierowców wjeżdżających prosto pod pociąg lepiej od osób, które dopiero co zdobyły prawo jazdy

Za różne przewinienia policja może zatrzymać prawo jazdy za pokwitowaniem. Ustawodawca zwykł traktować tę możliwość jako pełnoprawny środek krany. Tylko co jego zastosowanie w praktyce zmienia? Nie mamy w końcu do czynienia z zakazem prowadzenia pojazdów.

Rafał Chabasiński27.09.2026 11:50
Moto

Zaostrzenie kar za wybryki na przejazdach jest niewystarczające

Potrzeba było poważnego wypadku, w której zginęła jedna osoba, żeby ustawodawca pochylił się nad problemem idiotów, którzy wjeżdżają na tory prosto pod rozpędzony pociąg. Marcin Szermański opisywał w połowie września na Bezprawniku propozycje zaostrzenia przepisów dotyczących kar za niewłaściwe zachowanie na przejazdach kolejowych.

Prawdę mówiąc, nie jestem nimi zachwycony. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda rozsądnie. Za spowodowanie katastrofy na przejeździe kolejowym kierowca otrzyma 3 lata zakazu kierowania pojazdami, a za samo sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa jej spowodowania 1 rok zakazu. Przejazd na czerwonym świetle przez tory albo ominięcie opuszczonych szlabanów skończy się zatrzymaniem prawa jazdy na 3 miesiące.

Co mi się w tym nie podoba? Zacznijmy od spowodowania katastrofy. Zgodnie z art. 173 kodeksu karnego nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym oznacza zagrożenie karą od 3 miesięcy do 5 lat w więzieniu. Jeśli ktoś zginie, to zagrożenie karą rośnie i wynosi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Brzmi poważniej od nawet 3 lat zakazu kierowania pojazdami, co do których wiemy, że w Polsce piraci drogowi kolekcjonują je niczym przysłowiowe Pokemony.

Zatrzymanie prawa jazdy to tak naprawdę pogrożenie palcem

Zatrzymanie prawa jazdy to z kolei środek od dwa stopnie mniej dolegliwy od zakazu kierowania pojazdami. Pomiędzy mamy jeszcze cofnięcie uprawnień. Czym się one od siebie różnią? Przede wszystkim konsekwencjami.

Jeżeli policjant zatrzyma nam prawo jazdy za pokwitowaniem, a my nic sobie z tym nie robimy, to formalnie rzecz biorąc mamy taki sam status prawny, jak ktoś, kto nigdy nie nabył uprawnień do kierowania pojazdami. Popełniamy wykroczenie z art. 94 kodeksu wykroczeń:

§  1.  Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu prowadzi pojazd mechaniczny, nie mając do tego uprawnienia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 1500 złotych.
§  1a.  Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu prowadzi pojazd inny niż mechaniczny, nie mając do tego uprawnienia, podlega karze nagany albo karze grzywny do 1500 złotych.
§  2.  Tej samej karze podlega, kto prowadzi na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu pojazd pomimo braku dopuszczenia pojazdu do ruchu.
§  3.  W razie popełnienia wykroczenia, o którym mowa w § 1, orzeka się zakaz prowadzenia pojazdów.

Owszem, grzywna może być dolegliwa. Tak naprawdę jednak prawdziwe konsekwencje zaczynają się już po przyłapaniu na popełnieniu tego wykroczenia. Dopiero wtedy zgodnie z §3 orzeczony wobec nas zostanie zakaz prowadzenia pojazdów. W tym wypadku rzeczywiście może on trwać od 6 miesięcy do nawet 3 lat.

Nawet prawdziwy zakaz nie daje gwarancji, więc co można powiedzieć o łagodniejszych środkach?

Jeżeli jeździmy samochodem, choć odebrano nam uprawnienia do prowadzenia pojazdów, to popełniamy przestępstwo z art. 180a kodeksu karnego.

Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub w strefie ruchu, prowadzi pojazd mechaniczny, nie stosując się do decyzji właściwego organu o cofnięciu uprawnienia do kierowania pojazdami, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Kara 2 lat spędzonych w więzieniu jest już rzeczywiście dolegliwa. Art. 42 §1a dokłada nam do tego obligatoryjny zakaz prowadzenia pojazdów na zasadach zbliżonych do jeździe autem pomimo zatrzymania prawa jazdy za pokwitowaniem.

Prawdziwe konsekwencje zaczynają się w momencie, gdy złamiemy prawdziwy zakaz prowadzenia pojazdów. Zgodnie z art. 244 niestosowanie się do orzeczonego przez sąd zakazu stanowi przestępstwo, za które grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Traktujemy kierowców wjeżdżających prosto pod pociąg lepiej od osób, które dopiero co zdobyły prawo jazdy

Już w tym momencie mógłbym stwierdzić, że rządzący próbują się bawić w jakieś śmieszne półśrodki, kiedy już za przejazd na czerwonym świetle przez tory albo ominięcie opuszczonych szlabanów powinien grozić zakaz prowadzenia pojazdów, albo przynajmniej odebranie uprawnień. Bez żadnej "jeszcze jednej szansy na pójście po rozum do głowy". Następnym razem nasz gagatek może przecież spowodować wypadek i zabić siebie oraz innych.

Nasze państwo surowiej traktuje obecnie świeżo upieczonych kierowców, niż osoby, które już dopuściły się wyjątkowo ryzykownych naruszeń przepisów ruchu drogowego. W końcu niedawna zmiana przepisów wprowadziła dla tej pierwszej grupy 2-letni okres próbny, w trakcie którego mogą stracić uprawnienia już po przekroczeniu 12 punktów. Osoba, która przejeżdża przez tory na czerwonym świetle, odczeka 3 miesiące i dalej będzie mogła robić swoje.

Tak naprawdę zatrzymanie prawa jazdy za pokwitowaniem powinno stanowić środek tymczasowy o charakterze zabezpieczającym. Policja zabiera piratowi drogowemu prawko, żeby nikomu nie zagrażał, aż sąd rozstrzygnie jego sprawę. Traktowanie go jak coś z pogranicza faktycznej kary to nieporozumienie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover