1. Home -
  2. Biznes -
  3. Benefit Systems nie zna litości. Płać za siłownię, nawet po operacji

Benefit Systems nie zna litości. Płać za siłownię, nawet po operacji

Do redakcji trafiła historia, która mogłaby być scenariuszem komediodramatu o korporacyjnej rzeczywistości. Jej bohaterem jest klient sieci Saturn Fitness, należącej do Benefit Systems – firmy, która lubi podkreślać swoje zaangażowanie społeczne i dumę z certyfikatu B Corporation. I właśnie ta deklarowana „etyczność” najbardziej zgrzyta, kiedy zestawić ją z tym, co wydarzyło się naprawdę.

Wszystko zaczęło się 28 lipca. Nasz czytelnik trafia do szpitala na pilny zabieg – nacięcie ropnia szyi, drenaż, założenie sączków. Stan zdrowia wyklucza jakąkolwiek aktywność fizyczną, a lekarze zalecają odpoczynek i minimalizowanie ruchu.

Zwyczajnie nie ma mowy o korzystaniu z klubu fitness. Następnego dnia, 29 lipca, siedząc jeszcze w realiach pooperacyjnych, składa natychmiastowe wypowiedzenie umowy z przyczyn medycznych. Dołącza kartę informacyjną leczenia, porządkuje wcześniejsze rozliczenia i zakłada, że sprawa jest zamknięta.

Tak wyglądałby scenariusz w firmie żyjącej w świecie logiki. W Benefit Systems logika przegrywa z procedurami

Czytelnik dowiaduje się, że wypowiedzenie zostało... odrzucone. Pracownicy proponują mu „zamrożenie” konta, ewentualnie wizytę w klubie, gdzie – cytując korespondencję – powinien „spotkać się z menedżerem” i przynieść dodatkowe zaświadczenie lekarskie. Innymi słowy: z raną pooperacyjną na szyi, świeżymi opatrunkami i zaleceniem, by się nie przemęczać, miał udać się osobiście do siłowni, żeby doprosić się prawa do rezygnacji z usługi, z której obiektywnie nie może korzystać.

Absurd ten mógłby rozbawić, gdyby nie fakt, że dla pacjenta po zabiegu to po prostu nieodpowiedzialne i niebezpieczne. Trudno też nie zauważyć dysonansu między wizerunkiem Benefit Systems – firmy dbającej o ludzi, empatię i społeczny wpływ – a zachowaniem wobec chorego klienta, który próbuje zwyczajnie doprowadzić sprawę do końca.

Sytuację komplikuje kolejny szczegół. Firma nalicza czytelnikowi opłatę za lipiec: 111,96 zł. Tymczasem do 29 lipca jego karnet był zamrożony, od 28 lipca przebywał w szpitalu, a kolejne dni to czas, kiedy Benefit procedował dokumenty. Nie było tu żadnej faktycznej usługi – ani świadczonej, ani możliwej do wykorzystania. A jednak system księgowy swoje.

Czytelnik odmawia zapłaty i kieruje sprawę do Miejskiego Rzecznika Konsumentów. 3 listopada Rzecznik wysyła do Benefit Systems oficjalne pismo z prośbą o wyjaśnienia. W większości firm to moment, gdy działania wobec klienta zostają zawieszone, bo nikt rozsądny nie ryzykuje eskalacji w trakcie rozmów z urzędem.

Benefit Systems wybiera inną drogę

13 listopada czytelnik otrzymuje list od zewnętrznej firmy windykacyjnej Winkor – „ostateczne przedsądowe wezwanie do zapłaty”. Innymi słowy: podczas gdy instytucja publiczna analizuje sprawę, równolegle uruchomiono wobec niego presję windykacyjną.

Czy to zgodne z procedurami? Zapewne tak. Czy zgodne z dobrym obyczajem, a choćby zdrowym rozsądkiem? Trudno tu doszukać się choćby śladu.

W odpowiedzi czytelnik informuje windykatora o trwającym postępowaniu i przekazuje tę informację Rzecznikowi. I wtedy następuje nagła zmiana kursu. 19 listopada – po tygodniach sporów i po miesiącach przepychanek – Benefit Systems przesyła pismo, w którym w całości anuluje domniemany dług i potwierdza brak jakichkolwiek zaległości.

Dlaczego tak? Nie zmienił się stan zdrowia klienta, nie zmienił się regulamin, nie zmieniły się okoliczności. Jedyną realną zmianą było to, że sprawie przyglądał się urząd, a wysyłanie windykacji w trakcie oficjalnej korespondencji z Rzecznikiem Konsumentów mogłoby zostać uznane za nękanie. I dopiero to – nie argumenty, nie dokumenty medyczne, a niepokój przed potencjalnym postępowaniem – sprawiło, że firma odpuściła.

Ta historia jest dobra nie tylko dlatego, że jest konkretna i udokumentowana. Pokazuje coś szerszego: jak bardzo niektóre duże firmy nie umieją funkcjonować poza scenariuszem „standardowego klienta”. Operacja? Hospitalizacja? Otwarte rany? To wszystko przegrywa z korporacyjną tabelką „co zaznaczyć w systemie” i gonieniem zysków. Dobrze, że Benefit Systems w końcu się zreflektował, ale nie tak to powinno przecież wyglądać.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi