Dwa scenariusze, jeden problem
Według Szmyda kluczowe pytanie brzmi: czy mamy do czynienia z grą negocjacyjną na wielką skalę, czy z realnym przygotowaniem do uderzenia na Teheran? Biorąc pod uwagę skalę operacji i sygnały płynące ze strony Izraela, analityk XTB skłania się ku temu drugiemu wariantowi. Taki scenariusz oznaczałby gwałtowny skok cen ropy — być może nawet do 90 dolarów za baryłkę — spowodowany w dużej mierze paraliżem kluczowej dla globalnego handlu Cieśniny Ormuz.
Jest też druga strona medalu. Gdyby operacja militarna zakończyła się szybko — w ciągu kilku dni lub tygodni — ceny ropy mogłyby równie gwałtownie spaść, dając rynkom impuls do mocnego odbicia. Byłby to scenariusz wręcz książkowo pasujący do stylu administracji Donalda Trumpa: krótki, intensywny wstrząs, po którym rynki wracają do „normalności", a polityczne punkty zostają zebrane. Nie pierwszy raz zresztą geopolityka w wykonaniu obecnego prezydenta USA wpływa na globalny układ sił — pisaliśmy niedawno o tym, jak presja Waszyngtonu kształtuje sytuację na arenie międzynarodowej i dlaczego ewentualne zakończenie konfliktów wcale nie musi oznaczać powrotu do stabilności.
Fed sam nie wie, co dalej
Cały ten geopolityczny ferment nakłada się na i tak już niepewną sytuację monetarną. Jak zauważa Szmyd, opublikowany niedawno protokół z posiedzenia Fedu obnażył głębokie podziały wewnątrz największego banku centralnego świata. Część bankierów sugerowała możliwość podwyżki stóp procentowych, podczas gdy inni opowiadali się za dalszym luzowaniem. Sam Fed, mówiąc wprost, nie wie, na co powinien się przygotować.
A to ma bezpośrednie przełożenie na rynki. Jeśli ropa podskoczy do 90 dolarów, argumenty za luzowaniem polityki monetarnej praktycznie znikną. Powrót presji inflacyjnej w takim scenariuszu jest niemal pewny, co stawia pod znakiem zapytania dotychczasowe, dość optymistyczne prognozy dotyczące inflacji w 2026 roku. O ile w warunkach względnego spokoju mogliśmy liczyć na dalszy spadek dynamiki cen, o tyle scenariusz irański zmienia wszystko.
Co to oznacza dla polskiego inwestora?
Dla osób inwestujących na warszawskiej giełdzie sytuacja jest podwójnie ryzykowna. Po pierwsze, WIG20 już reaguje cofnięciami na rosnącą niepewność. Po drugie, aktywa z rynków wschodzących — a takim dla globalnego kapitału wciąż jest Polska — w momentach geopolitycznych napięć jako pierwsze wypadają z łask inwestorów zagranicznych. Pieniądze migrują wówczas do dolara i amerykańskich obligacji, a nie na giełdę w Warszawie.
Szmyd wskazuje na jeszcze jedno interesujące zjawisko: mimo że skala spadków na globalnych rynkach jest na razie zastanawiająco niewielka, widoczna jest wyraźna rotacja kapitału. Inwestorzy wycofują się ze spółek wzrostowych i technologicznych na rzecz sektorów defensywnych — tych bardziej odpornych na zwroty koniunktury. To sygnał, że rynek nie panikuje, ale ostrożnie przygotowuje się na gorszy scenariusz.
Warto w tym kontekście pamiętać, że kierunek zmian stóp procentowych w Polsce — do niedawna jednoznacznie spadkowy — też może zostać zakwestionowany, jeśli globalna inflacja wróci za sprawą skoku cen surowców energetycznych. A to z kolei uderzyłoby w kredytobiorców, w wyceny nieruchomości i w sentyment konsumencki.
Ryzyko eskalacji
Analityk XTB zwraca uwagę na jeszcze jeden, często pomijany wątek: irańska armia jest zdecydowanie poważniejszym przeciwnikiem niż np. wenezuelska. Ryzyko, że ewentualna operacja militarna wymknie się spod kontroli, jest realne. Sukces umocniłby globalną pozycję USA, ale porażka — nawet częściowa — byłaby „bardzo dotkliwa, nie tylko na polu militarnym", jak pisze Szmyd. A to na rynkach finansowych oznacza jedno: ogromną niepewność, która jest najgorszym możliwym środowiskiem dla inwestorów.
Niepewność ta dotyka zresztą nie tylko giełd, ale całego systemu finansowego. Szmyd wskazuje, że gdyby do ryzyka geopolitycznego dołączyła perspektywa wzrostu stóp procentowych, moglibyśmy zobaczyć „pęknięcia" w systemie — szczególnie na rynku private equity i wśród spółek SaaS, które już teraz borykają się z problemami. To nie jest abstrakcyjna wizja — planowane przez rząd zmiany w podatku od zysków kapitałowych miały zachęcić Polaków do długoterminowego inwestowania, ale trudno zachęcać do rynku, który stoi na krawędzi geopolitycznego wstrząsu.
Co dalej?
W tej chwili rynki wyceniają scenariusz „zarządzanego napięcia" — czyli sytuacji, w której groźba wojny istnieje, ale do pełnoskalowego konfliktu nie dochodzi. Indeks dolara rośnie od wielu sesji, ropa drożeje, ale bez paniki. Pytanie, jak długo ten stan zawieszenia się utrzyma.
Jedno jest pewne: dopóki dwa amerykańskie lotniskowce krążą w pobliżu irańskich wód, a dyplomacja nie przynosi przełomu, każdy dzień handlu na giełdzie jest obarczony ryzykiem nagłej zmiany reguł gry. Dla polskich inwestorów, planujących w 2026 roku skorzystać z ewentualnego ograniczenia podatku Belki i większego zaangażowania na rynku kapitałowym, to ważny sygnał ostrzegawczy.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj