1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Chciałem objąć drzewo ochroną. Po latach wiem, że to był błąd

Chciałem objąć drzewo ochroną. Po latach wiem, że to był błąd

Pomnikiem przyrody ożywionej zwykle może być dorodny okaz drzewa, który wyróżnia się na tle innych przedstawicieli swojego gatunku. Rozpoznamy go po charakterystycznej plakietce informującej o tym statusie, który został nadany np. przez szczególną wartość przyrodniczą, kulturową, historyczną czy też krajobrazową. W teorii status pomnika przyrody ma chronić takie drzewo, ale w praktyce bywa z tym różnie.

Prawie zostałem ojcem chrzestnym pomnika przyrody

Każdy z nas może samodzielnie złożyć do regionalnego oddziału ochrony środowiska wniosek o objęcie konkretnego drzewa ochroną w formie pomnika przyrody. Sam zrobiłem to kiedyś w przypadku ogromnej wierzby białej o obwodzie pnia wynoszącym niemal 6 metrów. Po pewnym czasie urzędnicy pojawili się na wskazanym miejscu, ocenili stan drzewa i wydali negatywną opinię, uznając, że okaz jest już w zbyt słabym stanie zdrowotnym. Od tamtej decyzji minęło prawie 15 lat, a wierzba nadal stoi.

Jakie drzewo może zostać pomnikiem przyrody

Nie każde drzewo może stać się pomnikiem przyrody ożywionej. Musi ono spełniać szczególne walory, musi być w miarę zdrowe i być sporych rozmiarów, o czym dokładnie mowa w Art. 40 o pomnikach przyrody:

    (...)

      Aby w ogóle myśleć o nadaniu oficjalnego statusu pomnika przyrody np. dębowi szypułkowemu (Quercus robur), drzewo musi mieć co najmniej 380 cm obwodu pnia mierzonego na wysokości 130 cm. Dla porównania słynny Bartek ma aż 985 cm obwodu. Dopiero spełnienie takich kryteriów pozwala rozpocząć procedurę nadania statusu pomnika przyrody, a czasem również nazwy własnej.

      Szkopuł w tym, że lepiej tego nie robić.

      Urzędnikom się nie chce, czy może nie ma funduszy na ochronę przyrody?

      Po nadaniu statusu pomnika przyrody drzewo staje się niemal nietykalne. Jeśli rośnie na twoim podwórku, to możesz zapomnieć o jego wycince — nie uzyskasz na to pozwolenia, choć problemem bywa i legalna wycinka drzewa „zwykłego”, niczym niewyróżniającego się okazu. A jeśli ktoś liczy, że da się to obejść, to warto wiedzieć, że wycinka drzewa bez zezwolenia jest dopuszczalna wyłącznie w wąsko określonym stanie wyższej konieczności.

      Mogą też pojawić się problemy z jego pielęgnacją, gdy urzędnicy stwierdzą, że lepiej będzie zachować oryginalną i naturalną koronę, co w przypadku wichur może być niebezpieczne np. dla pieszych. Paradoksalnie nadana plakietka informująca o statusie pomnika przyrody może sprawić, że ładny dotąd okaz pozostaje na pastwę losu. Gdy wcześniej nie był pomnikiem przyrody, służby dbały o właściwe przycinanie drzewa, o ile znajdowało się na terenie miejskim. Prace pielęgnacyjne mogły być prowadzone z korzyścią zarówno dla ludzi i ich bezpieczeństwa, jak i dla samego drzewa.

      Ochrona obejmuje tylko tereny niezabudowane

      A przecież wspomniany Art. 40 nigdzie nie sugeruje, żeby zaniedbywać takiego drzewa na terenach zabudowanych (gdzie poważnym problemem jest „betonoza” dla całej zieleni miejskiej). Mowa w nim jedynie o terenach niezabudowanych.

        To zresztą szerszy problem polskich miast — kampanie pod hasłem stop miejskiej betonozie od lat przypominają, że zdrowe, dorodne drzewa są w przestrzeni publicznej na wagę złota.

        Sam znam przypadek z własnej okolicy, gdzie dąb szypułkowy o obwodzie około 4 metrów był pielęgnowany przez… mojego dobrego kolegę mieszkającego po drugiej stronie ulicy. Drzewo rosło przy skrzyżowaniu, a kolejne pisma kierowane przez znajomego do ratusza z prośbą o przycięcie niebezpiecznych konarów pozostawały bez reakcji.

        Ostatecznie to właśnie on kosił wokół drzewa trawę, a nawet sprzątał gruz pozostawiony przy pniu po remoncie drogi. Informował również miejscowy wydział środowiska o dziwnym nalocie pojawiającym się na korze (prawdopodobnie jakimś grzybie) jednak i tym razem nie doczekał się odpowiedzi. Tymczasem drzewo z roku na rok jest w coraz gorszym stanie.

        Dosłownie parę kilometrów w linii prostej — również na terenie miasta — rosła dorodna lipa będąca pomnikiem przyrody. Rosła, gdyż została mocno uszkodzona przez prace deweloperskie, a pomoc specjalistów przyszła za późno (albo w ogóle). Z tego, co się orientuję, drzewo to już nie istnieje.

        Takich smutnych losów „zwyczajnych” pomników przyrody jest niestety sporo, ale zagrożone są też prawdziwe kolosy.

        Wielkie pomniki przyrody na celowniku podpalaczy

        Dąb Napoleon (aż 1052 cm obwodu) i Dąb Chrobry (1004 cm) — co je łączy prócz majestatycznych rozmiarów? Oba zostały celowo podpalone. Pierwszy z nich ostatecznie spłonął w listopadzie 2010 r., drugi z kolei w listopadzie 2014 r. Chrobrego udało się cudem uratować, ale tylko na kilka lat, gdyż od 2020 roku drzewo nie wydaje liści i jest uznane za martwe. Status pomnika przyrody w niczym ich nie uchronił, a może i wręcz prowokował wandali do podpaleń (nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby podpalać drzewa). Przez brak monitoringu sprawcy nigdy nie zostali uchwyceni.

        Trochę lepiej chroniony jest najbardziej znane i medialne drzewo w Polsce, a więc wspomniany wcześniej Dąb Bartek. Od wielu lat jest on asekurowany przez metalowe podpory, a więc jednak — jak się tylko chce — da się ingerować w „naturalność” pomnika przyrody, aby wydłużyć jego żywot.

        Najlepiej z dala od ludzi i procedur

        Tak naprawdę dla drzewa nie jest ważny żaden status przyrody — to tylko plakietka, często bez pokrycia. Najlepiej dla niego, gdy będzie rosło z dala od ludzi i cywilizacji — choć i wtedy nie jest zupełnie bezpieczne, o czym przekonuje się każdy, kto sądzi, że zwykłe drzewo w lesie nie ma już żadnego właściciela. To właśnie wtedy będzie miało największą szansę na dożycie sędziwego wieku.

        Obserwuj nas w Google Discover
        Google Discover
        Podobają Ci się nasze treści?
        Google Discover
        Dołącz do dyskusji
        Najnowsze
        Warte Uwagi
        Kliknij by przejść do artykułu