- Bezprawnik -
- Praca -
- Polska bez imigrantów? Oto co zniknęłoby z twojego miasta w jeden dzień
Polska bez imigrantów? Oto co zniknęłoby z twojego miasta w jeden dzień
Polska bez pracujących imigrantów nie zatrzymałaby się na zawsze. Zatrzymałaby się jednak wystarczająco mocno, abyśmy zauważyli to przy zamawianiu taksówki, odbieraniu jedzenia, szukaniu czynnej restauracji, sprzątaniu biura czy oczekiwaniu na przesyłkę. Cudzoziemcy stanowią niespełna 8 proc. osób ubezpieczonych w ZUS, ale w największych miastach i niektórych usługach ich udział jest znacznie wyższy. Nagłe zniknięcie tej grupy oznaczałoby mniej dostępnych usług, dłuższe kolejki i wyższe ceny.
Co dziesiąty pracownik dużego miasta jest cudzoziemcem
Na koniec 2025 roku do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych w ZUS zgłoszonych było prawie 1,29 mln cudzoziemców. Stanowili już 7,9 proc. wszystkich ubezpieczonych, podczas gdy dziesięć lat wcześniej ich udział wynosił niewiele ponad 1 proc.
Średnia ogólnopolska nie pokazuje jednak sytuacji w metropoliach. W ostatnich dostępnych, szczegółowych danych miejskich GUS za 2023 rok cudzoziemcy stanowili 15,9 proc. osób wykonujących pracę we Wrocławiu, 12,5 proc. w Warszawie, 11,8 proc. w Poznaniu, 11,4 proc. w Gdańsku i 10,9 proc. w Krakowie. Dane odnoszą się do miejsca zamieszkania, a nie miejsca pracy, ale możemy przyjąć, że w największych miastach cudzoziemcem jest mniej więcej co dziewiąty, a miejscami nawet co szósty pracownik.
Miejska gospodarka to przede wszystkim usługi
W Poznaniu pracuje w nich już ponad 80 proc. zatrudnionych. W Warszawie podmioty usługowe stanowią 87 proc. wszystkich firm wpisanych do REGON. Nie chodzi więc wyłącznie o kierowców, kurierów i kasjerów, których spotykamy bezpośrednio. Do usług należą także magazyny, sprzątanie, administracja, IT, księgowość, opieka, gastronomia oraz zaplecze całej miejskiej gospodarki.
Najlepszą odpowiedź na pytanie o zależność poszczególnych branż dają dane GUS za 2024 rok. Cudzoziemcem była wówczas niemal co czwarta osoba wykonująca pracę w usługach administrowania i działalności wspierającej. To szeroka kategoria obejmująca między innymi agencje zatrudnienia, sprzątanie, ochronę oraz część usług świadczonych na rzecz przedsiębiorstw.
W innych branżach odsetek również jest znaczący
W zakwaterowaniu i gastronomii udział cudzoziemców wynosił 16,3 proc., a w transporcie i gospodarce magazynowej 14,4 proc. W obu przypadkach był więc ponad dwukrotnie wyższy niż średnia dla całej gospodarki, która wynosiła 6,8 proc.
Dane ZUS pokazują podobną koncentrację. Wśród ubezpieczonych cudzoziemców najwięcej pracuje w usługach administrowania i wspierających, przetwórstwie przemysłowym, transporcie, budownictwie, handlu oraz gastronomii.
W rankingu konkretnych zawodów znajdziemy np. kierowców, magazynierów, kucharzy, sprzedawców czy osoby sprzątające. Ale są tam też inne, powszechnie uznawane za lepiej płatne zawody, jak np. programiści. Przyjeżdżają więc również wykwalifikowani pracownicy, a sprowadzanie całej migracji zarobkowej do najprostszych prac jest nieprawdziwe.
Taksówki i dostawy pokazują, co stałoby się po nagłym odpływie pracowników
Badanie Polskiego Związku Partnerów Aplikacyjnych, przeprowadzone wśród prawie 3,8 tys. kierowców i kurierów, wskazało, że 48 proc. z nich to cudzoziemcy. Nie jest to statystyka urzędowa, lecz badanie organizacji reprezentującej branżę, dlatego należy traktować je jako dobry szacunek. W Warszawie zależność może być jeszcze większa. Branżowe szacunki mówią o 70–80 proc. cudzoziemców wśród kierowców aplikacyjnych.
W czerwcu 2024 roku dostaliśmy namiastkę eksperymentu. Po wprowadzeniu obowiązku posiadania polskiego prawa jazdy Bolt wykluczył w Warszawie 26 proc. swoich kierowców. W tym samym okresie Uber informował o wzroście cen przejazdów o ponad 10 proc. i o tym, że blisko 30 proc. kursów było anulowanych głównie z powodu zbyt długiego oczekiwania.
Lubimy jedzenie na dowóz
Według badania warszawskiego ratusza w 2023 roku 52 proc. mieszkańców skorzystało w ciągu trzech miesięcy przynajmniej raz z taksówki lub aplikacji przewozowej. Pyszne.pl ma w Polsce 3,6 mln użytkowników i obsługuje miliony zamówień miesięcznie. Z kolei 80 proc. Polaków przynajmniej raz w 2025 roku wyszło z rodziną lub znajomymi do restauracji. To nie są usługi niezbędne do biologicznego przetrwania, ale są częścią normalnego funkcjonowania współczesnego miasta.
Nie każda branża jest jednak równie zależna. W warszawskich Miejskich Zakładach Autobusowych w połowie 2025 roku pracowało 47 cudzoziemców na 3289 kierowców, a więc około 1,4 proc. załogi. Bez nich przedsiębiorstwo odczułoby stratę, ale przesadą byłoby stwierdzenie, że zostałoby całkowicie sparaliżowane.
Cudzoziemcy w ochronie zdrowia to na razie uzupełnienie, a nie filar
Cudzoziemcy stanowili pod koniec 2024 r. około 2 proc. pracujących w ochronie zdrowia i pomocy społecznej. Jednocześnie Naczelna Izba Lekarska informowała w kwietniu 2025 r., że tylko w 2024 r. do organizowanych przez nią egzaminów z języka polskiego przystąpiło 1939 lekarzy z zagranicy, wobec 883 w 2022 r. i 1911 w 2023 r. Wiosną 2025 r. Centralny Rejestr Lekarzy obejmował około 177 tys. lekarzy aktywnych zawodowo. Napływ lekarzy z zagranicy jest więc coraz bardziej widocznym uzupełnieniem systemu, ale nadal dalekim od dominacji.
Jednocześnie niedobór personelu nie powinien być argumentem za obniżaniem standardów bezpieczeństwa, znajomości języka czy potwierdzania kwalifikacji. Wymaganie od lekarzy spoza Unii Europejskiej możliwości swobodnego porozumienia się z pacjentem jest rozsądnym wymogiem zawodowym, nie przejawem ksenofobii.
Bez nich miasta nie zgasną. Ale bardzo szybko zauważylibyśmy, że ich brakuje
Urzędy funkcjonowałyby dalej. Większość lekarzy pozostałaby w pracy. Zdecydowana większość kierowców miejskich autobusów i tramwajów nadal przyszłaby na zmianę. Elektrownie nie przestałyby wytwarzać energii. Policja nie zniknęłaby z ulic. Szkoły nie zostałyby pozbawione większości nauczycieli.
Ale czy największe miasta mogłyby zachować dzisiejszy standard usług, ich dostępność, godziny funkcjonowania i obecny poziom cen? Oczywiście, że nie. Przypomnę, że mówimy o rynkach pracy, na których cudzoziemcy stanowili już pod koniec 2023 r. od ok. 11 do 16 proc. wszystkich pracujących w większości największych metropolii.
Jak działałaby Polska bez migrantów?
Wyobraźmy sobie, że taka grupa znika nie w ciągu dziesięciu lat, lecz nagle, z dnia na dzień. Oczywiście nie da się przewidzieć, jak wyglądałoby to dokładnie, ale można wytyczyć co najmniej kilka scenariuszy. Restauracje mogłyby ograniczyć menu, zamknąć się w niektóre dni, podnieść wynagrodzenia, aby przyciągnąć pracowników konkurencji. Niektóre miejsca pracy zapewne zainwestują w automatyzację, co akurat jest dobrym rozwiązaniem – w szczególności dla Polski, której zmiany demograficzne będą dawały się coraz bardziej we znaki.
Ale automatyzacja również ma swoje granice. Roboty nie są (jeszcze) na takim poziomie, aby rozłożyły w sklepie towar, posprzątały biuro, dowiozły przesyłki, przygotowały jedzenie. W wielu miejskich usługach nadal potrzebny jest człowiek, nawet gdy widzimy go tylko przez kilka sekund.
Czy Polacy mogliby zastąpić cudzoziemców?
Częściowo na pewno. Wyższe wynagrodzenia zachęciłyby niektórych Polaków do podjęcia pracy w gastronomii, transporcie, handlu czy usługach porządkowych. Część osób zmieniłaby zawód, inni zwiększyliby wymiar pracy, a część przedsiębiorstw zaczęłaby skuteczniej zabiegać o osoby bierne zawodowo. Rynek nie znosi próżni.
Trudno jednak wskazać milion Polaków, którzy tylko czekają, aby zająć miejsca cudzoziemców. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego między grudniem 2022 a grudniem 2025 roku liczba pracujących obywateli Polski zmniejszyła się o 215 tys. Stało się tak pomimo wzrostu wskaźnika zatrudnienia Polaków w wieku od 20 do 64 lat z 77,3 do 79,2 proc. Liczba obywateli w tej grupie wieku skurczyła się w tym czasie z 21,5 do 20,5 mln.
Polaków jest po prostu coraz mniej
Polaków nie ubywa na rynku pracy dlatego, że siedzą bezczynnie, podczas gdy cudzoziemcy zajmują ich stanowiska. Pracuje coraz większa część dostępnej populacji, ale sama populacja w wieku produkcyjnym maleje.
Potwierdzają to odpowiedzi przedsiębiorców. W badaniu PIE 70 proc. firm, które zatrudniały, zatrudniają albo zamierzają zatrudniać cudzoziemców, wskazało jako przyczynę niedobór polskich pracowników. Można oczywiście podejrzewać pracodawców o chęć ograniczenia kosztów. Trudniej jednak zignorować fakt, że bezrobocie w największych miastach od lat pozostaje bardzo niskie.
Mniejsze miasta nie powinny być magazynem pracowników dla metropolii
Alternatywą byłoby dalsze ściąganie mieszkańców mniejszych miast i terenów wiejskich do Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Poznania czy Gdańska. Tyle że te miejsca również potrzebują kierowców, sprzedawców, pielęgniarek, pracowników magazynów, budowlańców i opiekunów osób starszych.
Przeniesienie pracownika z powiatowego miasta do Warszawy nie zwiększa liczby rąk do pracy w Polsce. Zmienia jedynie ich rozmieszczenie. Warszawska restauracja mogłaby zyskać kucharza, ale lokal gastronomiczny albo dom opieki w jego rodzinnej miejscowości straciłyby potencjalnego pracownika.
Taki scenariusz pogłębiłby problemy demograficzne miast, które się kurczą i już dzisiaj tracą młodych mieszkańców. Koniec końców doprowadziłby do całkowitego zastoju terenów poza metropoliami. Jakieś sklepy, szkoły, kilka zakładów pracy, ale ogólnie bez większej wizji na przyszłość. Bo nie ma kto świadczyć usług i nie ma komu ich świadczyć.
Ich godność nie zależy od tego, czy przywożą nam pizzę
W lipcu 2026 roku po raz pierwszy więcej Polaków sprzeciwiało się przyjmowaniu uchodźców z Ukrainy, niż je popierało – 52 wobec 42 proc. Nie jest to dokładnie to samo, co stosunek do pracujących imigrantów, ale pokazuje zmianę społecznego klimatu.
Inne badanie CBOS – to samo, z którego wiadomo, które narodowości lubimy najbardziej, a które najmniej – wykazało zresztą, że ten sam człowiek budzi różne emocje zależnie od nazwy: pozytywny stosunek do „obcokrajowców” osiedlających się w Polsce deklarowało 70 proc. badanych, a do „imigrantów” 58 proc. Słowo zaczęło nieść ze sobą większy ładunek negatywnych skojarzeń niż opisywana nim osoba.
Warto więc pamiętać, że za kursem zamówionym w aplikacji, dostarczonym obiadem czy posprzątanym biurem stoi konkretny człowiek. Czasami wykształcony specjalista pracujący znacznie poniżej swoich kwalifikacji. Czasami ktoś, kto uciekł przed wojną. Innym razem ktoś, kto po prostu uznał Polskę za miejsce, w którym może uczciwie poprawić swoje życie.
Pracujący cudzoziemcy dokładają się do wspólnego budżetu
Według ZUS składki emerytalne i rentowe przypisane cudzoziemcom wyniosły w 2025 roku około 21,5 mld zł, co odpowiadało 6,3 proc. wszystkich wpływów z tych składek. Do tego dochodzą podatki dochodowe oraz VAT płacony przy codziennych zakupach.
Nie jest to kompletny bilans fiskalny migracji. Państwo ponosi również koszty edukacji, ochrony zdrowia, administracji i integracji, dlatego nie można na podstawie samych składek ogłosić prostego zysku dla budżetu. Bardzo wygodne politycznie jest jednak podtrzymywanie narracji, która mówi „imigrant = zło”.
Pracuje na etacie? To źle, bo zabiera etat Polakom. Ma własną firmę? To źle, bo konkuruje z polskimi firmami. Pobiera jakieś świadczenia? To źle, bo to po prostu mu się nie powinno należeć (nawet jeśli sam dokłada się do budżetu). Taka narracja jest coraz bardziej popularna. Wiem jedno – na pewno nie służy ona temu, aby wszystkim żyło się lepiej. Służy przede wszystkim temu, by dokładać kolejne procenty w sondażach.










