1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Tylko 12 proc. Polaków może wydawać bez planowania. Reszta liczy każdy większy zakup

Tylko 12 proc. Polaków może wydawać bez planowania. Reszta liczy każdy większy zakup

Z najnowszego badania Rankomat.pl wynika, że gdy trzeba oszczędzać, pierwsze padają restauracje i wyjazdy – to one przejmują ciężar rosnących cen, zanim ktokolwiek zacznie ograniczać wydatki na chleb czy leki.

Marek Śmigielski31.08.2026 12:23
Finanse

Restauracje i jedzenie na mieście jako pierwsze "wypadają" z domowego budżetu – na oszczędności w tym obszarze wskazuje 13 proc. ankietowanych. Tuż za nimi plasują się wyjazdy i krótkie podróże, ograniczane przez 11 proc. respondentów – w tej kategorii mieszczą się zarówno zagraniczne wycieczki, jak i wakacje w Polsce. Dopiero w dalszej kolejności pojawiają się rozrywka, oszczędności czy ubrania – po 6–8 proc. wskazań każda z tych kategorii.

Taki układ nie jest przypadkowy. Restauracja czy wyjazd to wydatki, z których można zrezygnować bez natychmiastowych konsekwencji – nikt nie zachoruje, jeśli w sobotę zje w domu zamiast na mieście. Gospodarstwa domowe najpierw rezygnują z tych obszarów, w których cięcie boli najmniej, a dopiero potem sięgają po jedzenie czy leczenie. Tylko 5 proc. badanych przyznaje, że kupuje tańszą żywność, a jedynie po 2 proc. ogranicza wydatki na zdrowie czy potrzeby dzieci.

Inflacja w statystykach a ceny w portfelu

Oficjalne dane wskazują na wyraźne wyhamowanie inflacji. GUS podał, że w lipcu 2026 roku dynamika cen konsumpcyjnych zatrzymała się na poziomie 3 proc. rok do roku, a żywność w ujęciu miesięcznym nawet potaniała o 0,8 proc. Mimo to aż 24 proc. respondentów wskazuje właśnie żywność jako kategorię, w której podwyżki bolą najbardziej.

Dlaczego paragon mówi co innego niż wskaźnik CPI?

Rozbieżność bierze się z częstotliwości zakupów. Paragon ze spożywczaka ogląda się kilka razy w tygodniu, więc nawet niewielkie zmiany cen codziennych produktów są dobrze zapamiętywane, podczas gdy transport – mimo wzrostu o 7,4 proc. miesiąc do miesiąca – umyka uwadze, bo tankuje się rzadziej. Konsument nie liczy procentów rok do roku, tylko porównuje to, co dziś zostaje w portfelu po zakupach, z sumą, jaką zwykle miał w ręku dawniej.

Kredyt ratalny i płatności odroczone jako kolejny etap oszczędzania

Gdy cięcia w kategoriach uznaniowych nie wystarczają, w grę wchodzi finansowanie rozłożone w czasie. Z danych BIK wynika, że liczba przyznanych kredytów ratalnych w lipcu podskoczyła o ponad 38 proc. w ujęciu rok do roku, a zakupy z odroczoną płatnością w całym pierwszym półroczu urosły o blisko 37 proc. Częściowo odpowiadają za to rosnące pensje i niższe stopy procentowe, jednak w zestawieniu z ostrożnością konsumencką trudno nie zauważyć, że rozłożenie większego wydatku na raty staje się dziś normą, a nie wyjątkiem.

Nastroje konsumenckie w dół

Potwierdzają to nastroje mierzone przez GUS – w sierpniu wskaźnik ufności konsumenckiej spadł do minus 11,3 pkt, a ocena możliwości robienia większych zakupów obniżyła się w ciągu miesiąca aż o 3,3 pkt.

Komu wystarcza, a komu ledwo starcza?

Tylko 12 proc. badanych ocenia swoją sytuację finansową jako komfortową, pozwalającą na większe zakupy bez planowania. Ponad połowa, bo 53 proc., radzi sobie z bieżącymi wydatkami, ale większy zakup musi wcześniej wpisać w budżet – dla tej grupy zarządzanie domowym budżetem przestaje być teorią, a staje się codzienną praktyką. Co czwarty respondent przyznaje, że pieniędzy starcza głównie na podstawowe potrzeby, a 6 proc. ma problem nawet z bieżącymi kosztami.

Obraz, jaki wyłania się z tych liczb, jest prosty: spadająca inflacja nie oznacza automatycznie odczucia poprawy. Restauracje i wakacje są ograniczane jako pierwsze, kredyt ratalny pojawia się jako kolejny krok, a podstawowe potrzeby zostają nienaruszone najdłużej. Pytanie brzmi, co się stanie, gdy zabraknie miejsca na dalsze cięcia w kategoriach, z których dziś rezygnuje się najchętniej.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover