- Bezprawnik -
- Społeczeństwo -
- Lidl wie, ile chleba kupisz jutro. Tak działa system, który decyduje o zamówieniach
Lidl wie, ile chleba kupisz jutro. Tak działa system, który decyduje o zamówieniach
W Polsce każdego roku trafia do kosza około 4,8 mln ton żywności, a najwięcej wyrzucamy nie w sklepach, tylko we własnych kuchniach. Sieci handlowe próbują ograniczać straty jeszcze zanim towar trafi na półkę i coraz częściej powierzają to algorytmom. Lidl ma własny system, który sam liczy, ile chleba czy jogurtów zamówić do konkretnego sklepu.
Marnowanie żywności zaczyna się w domu, nie w markecie
Z danych przywoływanych przy okazji kampanii „Dobry smak zaczyna się w Polsce. Nie marnuję, wybieram odpowiedzialnie” wynika, że z 4,8 mln ton marnowanej rocznie żywności aż 2,9 mln ton przypada na gospodarstwa domowe. To około 60 proc. całości. Sklepy, restauracje i producenci odpowiadają razem za mniejszą część problemu, choć to im najczęściej obrywa się w debacie publicznej.
Badanie Norstat Polska z sierpnia 2026 r., przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 1079 dorosłych, dobrze pokazuje skalę domowych zaniedbań. 45 proc. badanych przyznaje, że przynajmniej raz w miesiącu kupione przez nich jedzenie psuje się, zanim ktokolwiek je zje. 47 proc. równie często wyrzuca resztki posiłków, a 38 proc. co najmniej raz w miesiącu kupuje więcej, niż jest w stanie wykorzystać. Temat nie jest nowy, marnowanie żywności w Polsce od lat układa się według tego samego schematu, a wyrzucony bochenek czy przeterminowany serek to po prostu pieniądze z domowego budżetu.
Algorytm zamawia towar. Jak handel używa AI przeciw nadwyżkom
Po stronie handlu najważniejsze jest prognozowanie popytu. Im dokładniej sieć przewidzi, ile produktów klienci kupią w danym sklepie i danym dniu, tym mniej zostanie na koniec tygodnia. Coraz więcej sieci przekazuje te wyliczenia systemom opartym na uczeniu maszynowym. Biedronka analizuje w ten sposób m.in. pogodę, kalendarz świąt, lokalizację sklepu, historię sprzedaży i planowane promocje. Żabka dopasowuje asortyment do charakteru punktu, bo sklep na dworcu, w biurowcu i na osiedlu obsługuje zupełnie innych klientów.
AutoDispo, czyli system zamówień Lidla
Lidl Polska postawił na automatyzację samego procesu zamawiania. Sieć opracowała własne narzędzie, które na bieżąco zestawia stany magazynowe ze sprzedażą i na tej podstawie ustala wielkość dostaw.
– Działania zapobiegające marnowaniu żywności wprowadzamy na każdym etapie łańcucha dostaw. Wdrożyliśmy nasz autorski system AutoDispo – automatyczny system zamawiania towaru, który analizuje stany magazynowe i sprzedaż, dopasowując zamówienia do popytu. Dzięki temu zamawiamy do sklepów dokładnie taką ilość towaru, jakiej potrzebują nasi klienci, co znacząco redukuje ryzyko powstawania nadwyżek – mówi Aleksandra Robaszkiewicz, dyrektorka ds. relacji korporacyjnych Lidl Polska.
Dla sieci to zresztą nie tylko kwestia wizerunku. Każda nadwyżka to koszt: towar trzeba przecenić, przekazać dalej albo zutylizować.
Co z jedzeniem, którego sklep nie sprzedał
Sklepy mają tu konkretne obowiązki. Ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności nakłada je na sprzedawców o powierzchni sprzedaży powyżej 250 mkw., dla których żywność stanowi co najmniej połowę przychodów. Muszą oni podpisać umowę z organizacją pożytku publicznego i przekazywać jej nadające się do spożycia produkty, których nie sprzedali. Za każdy zmarnowany kilogram płacą opłatę w wysokości 10 groszy. Pomysł przez lata budził wątpliwości, a sama walka z marnowaniem żywności na poziomie handlu dotyka, jak widać z danych, mniejszej części problemu.
Z takich darowizn korzystają m.in. Banki Żywności. Federacja Polskich Banków Żywności codziennie odbiera produkty od sieci, producentów i przetwórców, a przy towarach z krótkim terminem liczy się każda godzina. Ma to znaczenie, bo według GUS w skrajnym ubóstwie żyje w Polsce blisko 2 mln osób. Niektórzy dawno temu proponowali nawet, żeby zamiast płacić kary sieci finansowały tanie jadłodajnie.
Przecena zamiast kontenera
Część produktów w ogóle nie musi wychodzić ze sklepu jako darowizna. Pieczywo z poprzedniego dnia, odpowiednio oznaczone i sprzedawane taniej, wciąż znajduje nabywców. Kaufland podawał je jako przykład podczas debaty eksperckiej zorganizowanej w ramach wspomnianej kampanii.
„Należy spożyć do” a „najlepiej spożyć przed”. Różnica, która ratuje jedzenie
Sporą część domowych strat napędza zwykłe nieporozumienie co do dat na opakowaniach. W badaniu Norstat 62 proc. respondentów deklaruje, że zna różnicę między tymi oznaczeniami, ale 28 proc. przyznaje, że nie jest jej pewne.
Rozróżnienie wynika z unijnego rozporządzenia nr 1169/2011 w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności. „Należy spożyć do” to termin przydatności do spożycia, stosowany przy produktach łatwo psujących się, takich jak mięso czy nabiał. Po jego upływie produkt uznaje się za niebezpieczny. „Najlepiej spożyć przed” oznacza datę minimalnej trwałości, czyli moment, do którego producent gwarantuje deklarowaną jakość. Makaron, kasza czy konserwy po tej dacie zwykle nadają się do zjedzenia, choć mogą być mniej chrupiące albo stracić trochę aromatu. Warto też pamiętać, że sprzedaż przeterminowanej żywności po terminie przydatności do spożycia jest dla sklepu poważnym problemem prawnym, a klient ma wtedy konkretne roszczenia.
Gotowość do dzielenia się jest, brakuje sposobu
Z badania wynika jeszcze jedna rzecz. 68 proc. Polaków deklaruje, że chętnie oddałoby niewykorzystane jedzenie, ale 44 proc. nie ma wygodnego sposobu, żeby to zrobić, a 34 proc. nie wie, komu mogłoby je przekazać. Jadłodzielnie działają w wielu miastach, tyle że wciąż mało kto o nich słyszał.
Obchodzony 16 października Światowy Dzień Żywności przebiegał w tym roku pod hasłem FAO „Innovate today. Nourish tomorrow”. Algorytmy w sieciach handlowych faktycznie ograniczają nadwyżki, tyle że w domu nikt nie zrobi tego za nas. Lista zakupów, zdjęcie zawartości lodówki przed wyjściem do sklepu i układanie produktów według dat to wciąż najprostsze sposoby, żeby mniej jedzenia trafiało do kosza.










