- Bezprawnik -
- Państwo -
- Poszedłem na zwykły mecz 2. ligi. To, co zobaczyłem wokół stadionu, mnie zszokowało
Poszedłem na zwykły mecz 2. ligi. To, co zobaczyłem wokół stadionu, mnie zszokowało
Od najmłodszych lat lubiłem piłkę nożną. Uwielbiałem w nią grać, a także oglądać zmagania w telewizji. Jednak nigdy nie czułem potrzeby uczestnictwa w wydarzeniu na żywo, na stadionie. Ostatnio z nudów poszedłem jednak na mecz 2. ligi w piłce nożnej. To, co mnie zszokowało, to aż tak wielkie siły policyjne, związane na kilka ładnych godzin w związku ze zwyczajnym meczem.
Nie była to Liga Mistrzów, ale bardzo mi się podobało
Nie był to finał Mundialu czy nawet Ligi Mistrzów, lecz zwyczajne spotkanie w ramach rozpoczętego nie tak dawno sezonu 2026/2027 na poziomie 2. ligi piłkarskiej. Stadionik kameralny, trybuna zadaszona tylko dla sektora VIP (może z kilkadziesiąt miejsc siedzących, niemal cały pusty), za jedną bramką znajdowało się boisko treningowe dla juniorów, a za drugą... zagajnik. Nie był to więc obiekt w stylu Wembley czy Camp Nou.
Na niedużych trybunach nie było też czuć atmosfery piłkarskiego święta. Było jednak bardzo przyjemnie i kulturalnie, a wśród niezbyt licznych kibiców nie brakowało całych rodzin z dziećmi. Jak dla mnie taki kameralny, niemal sielski i piknikowy klimat jest to zaleta, a nie wada.
Zaskoczyło mnie jednak coś innego - ogrom policjantów zabezpieczających spotkanie.
Nieproporcjonalnie dużo sił policyjnych
Legia i Widzew? Nie — seniorzy i rodziny z dziećmi
Aż wydawało się, że na boisko wejdą piłkarze Legii Warszawa i Widzewa Łódź, a ich kibice zasiądą na trybunach. Nic bardziej mylnego - znajdowali się na nich seniorzy i rodziny z dziećmi, które być może same zaczną w przyszłości piłkarską karierę. Sam temat, jakim jest bezpieczeństwo imprez masowych, kibice i pseudokibice, od lat wraca w debacie publicznej — a policja regularnie proponuje kolejne obostrzenia.
Mimo tego spokojnego obrazu spotkanie zabezpieczały bardzo duże siły policji. Najwyraźniej uznano, że wymaga ono szczególnego zabezpieczenia, choć z drużyną przyjezdną przyjechały tylko dwa niepełne autokary kibiców. Łącznie było to może mniej niż 100 osób, które zostały umieszczone dla bezpieczeństwa w wydzielonym sektorze.
Piwo na stadionie a alkohol wniesiony z zewnątrz
I rzeczywiście, byli oni głośniejsi niż reszta stadionu, ale nic złego się nie wydarzyło. Każdy mógł kupić przed meczem lub podczas przerwy zimne piwko w plastikowym kuflu, kiełbasę, karkówkę z grilla czy inne przysmaki, a i tak można było cały czas czuć się bezpiecznie. Kupione na miejscu — jak najbardziej legalnie. Gorzej, gdy wniosłeś swój alkohol na koncert lub do klubu — nawet 5000 zł grzywny może być tego ceną, również na meczu.
Ile kosztowała cała akcja policyjna?
Pytanie, czy byłby taki spokój, gdyby nie liczne radiowozy i funkcjonariusze policji (także w kominiarkach z pełnym wyposażeniem). A przecież nie był to najważniejszy mecz piłkarski w całym kraju, czy derby zwaśnionych drużyn, lecz spotkanie na trzecim poziomie rozgrywek ligowych. Nie muszę chyba mówić, że na tym szczeblu bywają poważne problemy techniczne związane choćby z przyjęciem piłki i prostym podaniem, a na boisku na próżno szukać wirtuozów pokroju Ronaldinho Gaucho.
Zabezpieczenie meczu opłacają podatnicy
A jednak wszyscy my zapłaciliśmy za ten spektakl. O ile prywatną ochronę opłacał organizator, o tyle działania policji finansowane są ze środków publicznych. W praktyce oznacza to, że koszt zabezpieczenia ponoszony jest przez państwo, a więc pośrednio przez podatników.
Wakaty i niedofinansowanie polskiej policji
Dobrze, że policja dba o bezpieczeństwo na stadionie i w jego bezpośrednich okolicach, ale ile to wszystko kosztuje? Braki kadrowe w policji ciągną się od lat - brakuje tysięcy funkcjonariuszy - dlatego pytanie o efektywne wykorzystanie dostępnych sił wydaje się całkowicie zasadne. Państwo próbuje łatać te dziury, upraszczając m.in. to, jak zostać policjantem. Tym bardziej że policja cierpi również na spore niedofinansowanie. Pół roku temu doszło nawet do takiego kuriozum, że pojawił się pomysł, by polisy OC zasiliły policję i straż pożarną.
Nie jestem ekspertem od bezpieczeństwa, ufam, że osoby decyzyjne wiedziały, co robią, ściągając tak znaczne siły policji. Najważniejsze, że nie doszło do żadnych incydentów, ale i tak muszę postawić pytanie: czy polską policję i polskie państwo stać na tak kosztowne zabezpieczenia stosunkowo niewielkich wydarzeń sportowych?
zobacz więcej:










