- Bezprawnik -
- Biznes -
- 22 mln ton ropy pod Świnoujściem. Niemcy już protestują, a Polska wciąż nie wie, ile na tym zarobi
22 mln ton ropy pod Świnoujściem. Niemcy już protestują, a Polska wciąż nie wie, ile na tym zarobi
Odkrycie w rejonie Świnoujścia może zmienić polską energetykę, choć na ostateczne potwierdzenie skali zasobów trzeba jeszcze poczekać. Ciekawy jest nie tylko sam surowiec, ale również firma, która go znalazła. Central European Petroleum jest spółką kanadyjską, lecz większość jej właścicieli stanowią norwescy inwestorzy. Co to oznacza dla Polski?
Nie tylko gaz, ale także ropa
W lipcu 2025 r. Central European Petroleum (CEP) poinformowała o odkryciu w odwiercie Wolin East 1 w rejonie Świnoujścia. Według danych przedstawionych przez spółkę potencjalne zasoby mogą wynosić około 22 mln ton wydobywanej ropy oraz 5 mld m³ gazu.
Trzeba jednak zachować ostrożność. Państwowy Instytut Geologiczny zwraca uwagę, że na tym etapie nie można jeszcze mówić o formalnie potwierdzonym złożu w sensie pełnej oceny geologicznej i ekonomicznej. Potwierdzono występowanie ropy i gazu w przewierconym górotworze, a kolejne analizy mają określić rzeczywistą skalę i możliwość przemysłowego wydobycia. Jeżeli jednak szacunki CEP zostaną potwierdzone, będziemy mieli do czynienia z odkryciem o ogromnym znaczeniu dla Polski.
Kanadyjska firma, ale norweski kapitał
W tym miejscu pojawia się bardzo ciekawy szczegół, który często ginie w medialnych informacjach. Central European Petroleum Ltd. jest zarejestrowana w Calgary w Kanadzie, ale sama spółka informuje, że jej większościowymi właścicielami są norwescy inwestorzy. Jej polska spółka zależna, CEP Central European Petroleum sp. z o.o., posiada koncesję Wolin i jest operatorem projektu.
Norwegia jest jednym z największych producentów i eksporterów gazu oraz ropy w Europie. Norweski sektor naftowy ma ogromne doświadczenie w poszukiwaniach i wydobyciu na morzu. Paradoksalnie nawet ten kraj bywa wrażliwy na zawirowania na rynku paliw — na tyle, że rozważano tam powszechną pracę zdalną w Norwegii jako sposób na ograniczenie zużycia ropy. Sam prezes CEP Rolf G. Skaar ma zresztą ponad 30-letnie doświadczenie w branży naftowej, pracował m.in. dla Shella, Equinoru i VNG. Można więc powiedzieć, że za kanadyjską firmą stoi kapitał i doświadczenie silnie związane z norweskim sektorem naftowym.
Koncesja a własność złóż. Co to oznacza dla Polski
Przede wszystkim trzeba jasno powiedzieć, że Polska nie jest właścicielem firmy, która prowadzi projekt. Nie oznacza to jednak, że zagraniczny inwestor może po prostu zabrać polską ropę czy gaz. Koncesja daje przedsiębiorcy określone prawa do poszukiwania i ewentualnego wydobywania kopalin, ale zasady korzystania ze złóż podlegają polskiemu prawu. Skarb Państwa jest właścicielem kopalin objętych własnością górniczą, a wydobywanie wymaga odpowiednich decyzji i koncesji. Zasada jest tu podobna jak przy każdym znalezisku na działce — to, co znajduje się pod powierzchnią, nie zawsze należy do właściciela gruntu.
Dla Polski kluczowe jest więc nie to, kto wierci, ale jak zostaną skonstruowane warunki przyszłej eksploatacji, jakie dochody otrzyma państwo oraz jaka część wartości dodanej pozostanie w polskiej gospodarce.
Norweski model. Jak wykorzystać dochody z surowców
I tutaj pojawia się bardzo interesująca lekcja, z której inspirację powinien czerpać każdy z polskich rządów. Norwegia nie stała się jednym z najbogatszych państw Europy tylko dlatego, że posiadała ropę i gaz. Stała się nim dlatego, że potrafiła stworzyć system, dzięki któremu ogromna część dochodów z surowców służyła całemu państwu.
Norwegowie stworzyli m.in. Government Pension Fund Global, jeden z największych państwowych funduszy majątkowych świata. Dochody z sektora naftowego zostały wykorzystane do budowania długoterminowego majątku państwa. Sam surowiec bogactwa jeszcze nie tworzy — przypomina o tym choćby bursztynowy skarb pod Lublinem. Polska oczywiście nie może skopiować norweskiego modelu jeden do jednego, ale może wyciągnąć z niego podstawową lekcję. Skoro mamy własne zasoby, trzeba tak skonstruować system podatków, opłat, udziałów i kontroli, aby korzyści z ich wydobycia były odczuwalne nie tylko przez operatora, lecz także przez państwo i obywateli.
Własny gaz a bezpieczeństwo energetyczne Polski
Znaczenie odkrycia rośnie jeszcze bardziej w obecnej sytuacji energetycznej i geopolitycznej. Polska przez lata była uzależniona od importu gazu. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę ten model całkowicie się zmienił. Rozbudowaliśmy terminal LNG, zwiększyliśmy import z Norwegii i rozwijamy nowe moce gazowe. Jednocześnie krajowe wydobycie gazu nadal pokrywa około 21–23 proc. polskiego zapotrzebowania. Każdy dodatkowy miliard metrów sześciennych wydobyty w Polsce oznacza więc potencjalnie mniejszą potrzebę importu. Warto przy tym pamiętać o wcześniejszych doświadczeniach — wielu ekspertów uważa, że Polska porzuciła gaz łupkowy za wcześnie.
Oczywiście 5 mld m³ nie uczyni z Polski gazowego mocarstwa, ale może być ważnym elementem bezpieczeństwa energetycznego.
Protesty w Niemczech i spór o wydobycie na Bałtyku
Złoże znajduje się bardzo blisko niemieckiej wyspy Uznam. Po niemieckiej stronie pojawiły się protesty związane przede wszystkim z ochroną środowiska, turystyką i potencjalnym wpływem wydobycia na Bałtyk. Nie należy automatycznie twierdzić, że jest to wyłącznie gra gospodarcza. Bałtyk rzeczywiście jest szczególnie wrażliwym ekosystemem, a każda inwestycja wydobywcza musi przejść rzetelną ocenę środowiskową.
Równie naiwne byłoby jednak założenie, że w takich sporach interesy gospodarcze i energetyczne państw nie mają żadnego znaczenia. Niejednokrotnie okazywało się, że organizacje ekologiczne były tylko przedłużeniem działań politycznych. Warto pamiętać, że Niemcy same nadal potrzebują ogromnych ilości gazu. Ich gospodarka nie może sprawnie funkcjonować bez tego surowca.
Warunki eksploatacji złoża Wolin. Pytania, na które musi odpowiedzieć rząd
Dlatego nie można pozwolić, aby niemieccy politycy sprowadzili kwestię tych złóż do prostego konfliktu „ekologia kontra gaz”. Polski rząd powinien przede wszystkim zastanowić się, czy Polska może zbudować taki model współpracy z zagranicznym inwestorem, aby większa część wydobytych złóż pozostała w kraju. Tym bardziej że sam prezes CEP w wypowiedziach publicznych jednoznacznie stwierdza, że Polska ma pierwszeństwo w tym projekcie. Kolejne pytania, na które odpowiedzi jak najszybciej powinni znaleźć rządzący, to: ile zarobi Skarb Państwa? Ile miejsc pracy może powstać? Jakie będą wpływy z podatków i opłat? Czy część infrastruktury może zostać zbudowana przez polskie firmy?
Szczególnie że norweski rodowód właścicieli CEP może być w tym pomocny. Norwegia ma doświadczenie w łączeniu zagranicznego kapitału, własnych zasobów i interesu państwa.
Wolin East jako test dojrzałości państwa
Największym błędem byłoby zarówno bezkrytyczne zachwycanie się odkryciem, jak i automatyczne jego odrzucenie. Najpierw trzeba potwierdzić zasoby. Potem policzyć opłacalność. Następnie przeprowadzić pełną ocenę środowiskową. Jeżeli wszystkie te elementy zostaną pozytywnie zakończone, Polska powinna zrobić wszystko, aby wykorzystać swoją szansę. Nie oznacza to rezygnacji z atomu czy OZE. Wręcz przeciwnie — własny gaz może pomóc finansować i stabilizować okres transformacji energetycznej, zanim ruszy pierwsza elektrownia atomowa w Polsce. Najważniejsze jest jednak, aby Polska nie powtórzyła błędu państw, które posiadały surowce, ale pozwalały, aby większość korzyści odpływała poza ich gospodarkę.
Wolin East może być dla Polski nie tylko odkryciem geologicznym, ale również testem dojrzałości państwa. Zagraniczny inwestor może mieć kapitał, technologię i doświadczenie. Polska ma natomiast terytorium, zasoby i interes strategiczny. Jeżeli rzeczywiście pod Bałtykiem znajduje się kilka miliardów metrów sześciennych gazu i ogromne ilości ropy, trzeba dopilnować, aby na tej inwestycji zarobiła nie tylko firma, lecz również Polska.
zobacz więcej:











