Osoba niepoczytalna, formalnie rzecz biorąc, w ogóle nie popełnia przestępstwa
Przywykliśmy do tego, że mordercy po złapaniu zostają osądzeni, skazani i trafiają do więzienia. Nie zawsze tak jednak jest. Dobrym przykładem okazuje się przypadek Mieszka R. Ten 22-letni student wydziału prawa 7 maja 2025 r. zamordował przy użyciu siekiery 53-letnią portierkę pracującą w budynku na terenie Kampusu Głównego Uniwersytetu Warszawskiego. Ranny został także ochroniarz, który ruszył kobiecie na ratunek. Zbrodnia była makabryczna i wstrząsnęła w tamtym czasie opinią publiczną. Prokuratura postawiła mu zarzuty: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, usiłowania zabójstwa oraz znieważenie zwłok.
Jak to zwykle w takich wypadkach bywa, pierwszym krokiem po pochwyceniu sprawcy brutalnego morderstwa jest upewnienie się, czy aby na pewno sprawca był poczytalny w chwili popełnienia czynu. Biorąc pod uwagę wątpliwości co do jego stanu zdrowia psychicznego, sąd zdecydował o skierowaniu go na długotrwałą obserwację psychiatryczną.
W poniedziałek dowiedzieliśmy się, jakie stanowisko zajęli w sprawie Mieszka R. biegli psychiatrzy. Okazuje się, że z liczącej ponad dwieście stron opinii wynika, że mężczyzna cierpi na rzadkie i trwałe zaburzenie. Mordował w stanie psychozy. Tym samym nie był w stanie kierować swoim postępowaniem.
Co to oznacza z punktu widzenia przepisów prawa karnego? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w art. 31 §1 kodeksu karnego:
Nie popełnia przestępstwa, kto, z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych, nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem.
Prokuratura rozważa teraz dalsze kroki prawne. Skoro Mieszko R. nie popełnił przestępstwa, to nie można go za nie skazać. Nie oznacza to jednak, że sąd nie dysponuje narzędziami służącymi zapobieżeniu popełnienia przez niego zbrodni w przyszłości. Mowa o tzw. środkach zabezpieczających. Należy do nich między innymi pobyt w zakładzie psychiatrycznym.
Niepoczytalnego sprawcę morderstwa może czekać de facto dożywocie w zakładzie psychiatrycznym
Zgodnie z art. 93c pkt 1) tej samej ustawy taki właśnie środek można zastosować wobec sprawcy, co do którego umorzono postępowanie o czyn zabroniony popełniony w stanie niepoczytalności. Art. 93g §1 podpowiada nam z kolei, że:
Sąd orzeka pobyt w odpowiednim zakładzie psychiatrycznym wobec sprawcy określonego w art. 93c pkt 1, jeżeli istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że popełni on ponownie czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną lub upośledzeniem umysłowym.
Zacytowane przepisy wydają się idealnie pasować do przypadku Mieszka R. Mamy do czynienia ze sprawcą niepoczytalnym, chorym psychicznie i wciąż stwarzającym zagrożenie dla innych. Teoretycznie osoby wysłane przez sąd do zakładów psychiatrycznych powinny przebywać tam tak długo, aż zostaną wyleczone i przestaną być niebezpieczne dla otoczenia. W praktyce taki pobyt może trwać nawet kilkadziesiąt lat, aż do śmierci nieuleczalnie chorego sprawcy.
Pojawiły się już w przestrzeni publicznej sugestie, by umieścić go w ośrodku w Gostyninie. Mowa o funkcjonującym od 2014 r. Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym utworzonym na podstawie słynnej ustawy z 2013 r. określanej w mediach mianem "ustawy o bestiach" albo "Lex Trynkiewicz". Trafiają do niego po odbyciu kary sprawcy najbardziej ohydnych przestępstw, którzy wciąż stwarzają zagrożenie dla innych. Jego utworzenie było spowodowane wyjściem na wolność seryjnego mordercy i pedofila Mariusza Trynkiewicza. W 1989 r. skazano go na karę śmierci, ale tę niedługo potem zniesiono. Kara dożywotniego pozbawienia wolności jeszcze wówczas nie funkcjonowała, więc Trynkiewicz skończył z 25 latami odsiadki.
Mieszko R. nie powinien trafić do ośrodka w Gostyninie, bo na przeszkodzie stoją przepisy ustawy
Jak to się ma do przypadku Mieszka R.? Okazuje się, że rzeczywistość prawna ośrodka w Gostyninie nie do końca do niego przystaje. Warto zwrócić uwagę na art. 1 "ustawy o bestiach", która określa zakres jej zastosowania:
Ustawa reguluje postępowanie wobec osób, które spełniają łącznie następujące przesłanki:
1) odbywają prawomocnie orzeczoną karę pozbawienia wolności lub karę 25 lat pozbawienia wolności, wykonywaną w systemie terapeutycznym,
2) w trakcie postępowania wykonawczego występowały u nich zaburzenia psychiczne w postaci upośledzenia umysłowego, zaburzenia osobowości lub zaburzenia preferencji seksualnych,
3) stwierdzone u nich zaburzenia psychiczne mają taki charakter lub takie nasilenie, że zachodzi co najmniej wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego z użyciem przemocy lub groźbą jej użycia przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej, zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 10 lat
– zwanych dalej "osobami stwarzającymi zagrożenie".
Przypomnijmy: Mieszko R. nie może zostać skazany, jeśli był całkowicie niepoczytalny w chwili popełnienia czynu. Tym samym nie zostanie on "osobą stwarzającą zagrożenie" w rozumieniu ustawy, choć najprawdopodobniej jak najbardziej stwarza zagrożenie dla innych. Oznacza to tyle, że mężczyzna powinien trafić do innego szpitala psychiatrycznego.
Wyjaśnienie tego paradoksu tkwi rzecz jasna w okolicznościach tworzenia samej ustawy. Akt ten przygotowano w pośpiechu, gdy tylko media zwróciły uwagę opinii publicznej, że Mariusz Trynkiewicz może zaraz wyjść na wolność i dalej zabijać. "Ustawa o bestiach" jest skądinąd uważana za jedno ze szczytowych osiągnięć populizmu prawnego i zarazem przykład fatalnej legislacji czasów poprzedniej ekipy rządzącej.
Sam ośrodek w Gostyninie cieszy się zaś ponurą sławą miejsca, które nie służy leczeniu, lecz izolowaniu ludzi, o których wymiar sprawiedliwości wolałby zapomnieć. Funkcjonuje na zasadach zbliżonych do zakładu karnego. Media w przeszłości nagłaśniały nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu. Psychiatrzy mają o ośrodku zazwyczaj bardzo negatywne zdanie.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj