1. Home -
  2. Biznes -
  3. Gdy wchodzisz do sklepu, zatkaj uszy. Przedsiębiorca będzie ci wdzięczny

Gdy wchodzisz do sklepu, zatkaj uszy. Przedsiębiorca będzie ci wdzięczny

Po ośmiu godzinach pracy rzadko mamy ochotę na hałas, nawet jeśli jest to uporządkowany zestaw dźwięków złożony z dudniących basów z pop-hitu. Ale w przestrzeni publicznej dźwięk towarzyszy nam już niemal wszędzie – na ulicach, w sklepach, restauracjach i kawiarniach. W sklepach dudnią basy, a w pubie nie da się normalnie pogadać ze znajomymi, tylko trzeba nawzajem się przekrzykiwać. Niezadowoleni internauci opisują to wprost: „Absolutnie nienawidzę, kiedy sklepy puszczają muzykę. Jeśli usłyszę jakąś piosenkę, wychodzę”.

Miłosz Magrzyk03.11.2025 12:48
Biznes

Twarde podłogi, brak miękkich kanap, brak zasłon i roślin sprawiają, że akustyka staje się męcząca. Muzyka w sklepie wtedy drażni i zniechęca do dłuższego pobytu.

Muzyka w sklepach nie pojawia się przypadkowo – dźwięk „sprzedaje”

Wolniejsze utwory sprawiają, że ludzie spędzają w danym miejscu więcej czasu i kupują więcej, podczas gdy szybka muzyka pobudza i zwiększa prawdopodobieństwo natychmiastowej konsumpcji. To dlatego w zatłoczonych restauracjach czy barach puszcza się rytmy zachęcające do szybkiego zjedzenia i wypicia większej ilości napojów.

W hipermarketach, galeriach i sklepach muzyka pełni funkcję subtelnego narzędzia sprzedaży. Często dobiera się ją tak, aby wpadała w ucho, poprawiała nastrój i budowała pozytywne skojarzenia. Niemniej, muzyka w sklepach powinna być na tyle cicha, by klienci mogli swobodnie rozmawiać i nie czuli się nią przytłoczeni. Niestety nie zawsze się to udaje.

Od popu po chillout, czyli dźwiękowe strategie sprzedawców

W lokalach oferujących produkty „na wynos” dominują utwory wolniejsze, które mają spowodować, że klienci nie spieszą się, dokładnie oglądają towary i z założenia kupują więcej. W mniejszych sklepach skierowanych do młodszej klienteli wykorzystuje się tematyczne gatunki muzyczne – wchodząc do sklepu dla nastolatków, można spodziewać się współczesnych hitów pop i muzyki alternatywnej. 

Rytm i głośność często zostają tak dobrane, by wywołać natychmiastową reakcję, nawet kosztem komfortu gości. Nie wszystkim to odpowiada. Internauci piszą: „W małym sklepie w galerii handlowej puszczają muzykę tak głośno, że nie słyszę, co do mnie mówią inni. To mnie wkurza i unikam takich zakupów”.

Prosimy nie słuchać! Muzyka wyłącznie dla personelu 

Owszem, można powiedzieć, że z powodu irytujących dźwięków ktoś kolejny raz nie pójdzie do konkretnego sklepu bądź baru, więc właściciel straci. Niemniej, wbrew pozorom niezadowolenie klientów z muzyki wcale nie jest aż takie złe dla przedsiębiorców próbujących różnymi sposobami wymigać się od opłat do ZAiKS-u.

W jednym ze sklepów w województwie świętokrzyskim pojawiło się kiedyś ogłoszenie, w którym proszono klientów o niesłuchanie muzyki, ponieważ jest ona przeznaczona wyłącznie dla pracowników. Brzmi jak żart, ale ten komunikat wcale nie jest pozbawiony sensu. Na kartki z podobną informacją teoretycznie można by trafić również w salonach fryzjerskich, kosmetycznych, małych butikach itp. Absurdalna z pozoru wiadomość ma konkretne tło prawno-finansowe.

Z par. 1 art. 116 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych wynika, że ten, kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Par. 2 doprecyzowuje, że jeżeli sprawca dopuszcza się tego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Absurdalne zakazy słuchania muzyki przez klientów wynikają z przepisów

Zgodnie z przepisami, jeśli w lokalu – sklepie czy salonie – muzyka jest słyszalna dla klientów, trzeba wziąć pod uwagę tantiemy. Uznaje się bowiem, że dźwięki umilają czas odwiedzającym i wpływają na atrakcyjność miejsca, co przekłada się na jego wyższe dochody.

Niektórzy przedsiębiorcy próbują bronić się przed tym obowiązkiem, twierdząc, że muzyka w ich lokalu nie jest odtwarzana „publicznie”, lecz służy wyłącznie personelowi. Właśnie z takiego rozumowania narodziły się humorystyczne komunikaty o „muzyce tylko dla pracowników”. Ale nie ma co się łudzić, że ZAiKS da się nabrać.

Aczkolwiek czasami to przedsiębiorcom udaje się wyjść zwycięsko z potyczek. Jednym z głośniejszych przykładów był proces fryzjera z Wałbrzycha, który odmówił zapłaty, argumentując, że jego klienci i tak nie słyszą muzyki z radia zagłuszanej przez suszarki. Mężczyzna wywiesił w zakładzie kartkę z prośbą do klientów, aby nie słuchali radia. Przygotował dla klientów wkładki do uszu i prosił ich o wypełnianie oświadczeń, w których deklarowali, że w trakcie pobytu w salonie fryzjerskim muzyki nie słuchają. Sąd po przedstawieniu mu ponad 270 takich oświadczeń i zaświadczenia o dochodach za ubiegły rok niższych niż poprzednio, przyznał mu rację. Tak fryzjer „ogolił” ZAiKS.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi