1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Nagrał rekrutację do Żabki ukrytą kamerą. 32 dokumenty, weksel i system rozliczeń, którego tłumaczenie zajmuje 8 godzin

Nagrał rekrutację do Żabki ukrytą kamerą. 32 dokumenty, weksel i system rozliczeń, którego tłumaczenie zajmuje 8 godzin

Rozmowa rekrutacyjna w sprawie otwarcia Żabki zwykle odbywa się bez świadków. Tym razem było inaczej. Kamil Karolczyk, prowadzący kanał BiznesMEN TV, nagrał cały proces ukrytą kamerą, od pierwszego spotkania z franczyzobiorcą po szczegółową prezentację systemu rozliczeń u rekruterki sieci. Opublikowany pod koniec stycznia materiał trwa prawie półtorej godziny i pokazuje, jak wygląda oferta największej sieci franczyzowej w Polsce, zanim ktokolwiek podpisze którykolwiek z kilkudziesięciu dokumentów.

Ukryta kamera na rozmowie o franczyzie Żabki

Film „Poszedłem na rozmowę do Żabki z ukrytą kamerą. Ile naprawdę można zarobić?" ukazał się na kanale BiznesMEN TV 26 stycznia i w ciągu kilku miesięcy zebrał kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń. Karolczyk umówił się najpierw z działającym franczyzobiorcą sieci, a następnie z rekruterką, która krok po kroku tłumaczyła system rozliczeń. Autor przeplata nagrania własnym komentarzem, momentami mocno ironicznym, i rozkłada ofertę na czynniki pierwsze.

Sam pomysł nie jest nowy. O tym, że model współpracy z Żabką budzi emocje, wiadomo od lat. Już w 2023 roku opisywaliśmy sytuację, w której urząd pracy zachęcał do otwierania żabek, co skończyło się interwencją poselską i pytaniami o to, czy osoba bezrobotna jest w stanie ocenić ryzyko wejścia w taki biznes. Nagranie Karolczyka jest o tyle ciekawe, że pokazuje nie relacje byłych ajentów, tylko sam moment sprzedawania wizji.

Ile zarabia franczyzobiorca Żabki? Liczby z nagrania

Franczyzobiorca, z którym rozmawiał Karolczyk, prowadzi sklep od około trzech lat. Z nagrania wynika, że przy obrocie rzędu 150 tys. zł miesięcznie jego przychód z rozliczenia z siecią wynosi około 30 tys. zł, a dla siebie zostaje mu około 8 tys. zł. Karolczyk zwraca przy tym uwagę, że rozmówca nie wlicza w koszty własnej pracy, choć sam regularnie stoi za kasą.

Rekruterka przedstawiła z kolei konstrukcję wynagrodzenia opartą na trzech filarach: bezpieczeństwie, motywacji i partnerstwie. Marża podstawowa franczyzobiorcy wynosi według jej słów 5, 10 lub 15 proc. w zależności od kategorii produktów, a sieć gwarantuje wyrównanie do określonego poziomu przychodu, jeśli marża go nie osiągnie. Do tego dochodzą premie za sprzedaż produktów świeżych, za wyniki audytów jakościowych (od kilkuset do 3 tys. zł) oraz bonus lojalnościowy w wysokości 1000 zł za każdy rok współpracy, wypłacany po trzech latach w sieci, w dwóch transzach. Otwarcie sklepu w niedziele i święta premiowane jest podwojeniem marży z tego dnia, nie mniej niż 600 zł.

Na starcie franczyzobiorca płaci m.in. za zezwolenie na alkohol (3200 zł rocznie) oraz dwie drukarki fiskalne po 2300 zł, które może rozłożyć na nieoprocentowane raty potrącane z przychodu. Zabezpieczeniem współpracy jest weksel z poręczycielem albo kaucja w wysokości 20 tys. zł. Całość formalizuje pakiet ponad trzydziestu dokumentów, z umową franczyzową liczącą około 40 stron na czele. Rekruterka przyznała w nagraniu, że dokładne wytłumaczenie systemu rozliczeń zajęłoby osiem godzin.

Kredyt kupiecki, który spłaca się dopiero na końcu

Kluczowym elementem modelu jest towar. Sieć zatawarowuje sklep na starcie na kwotę rzędu 150 tys. zł w ramach kredytu kupieckiego. Franczyzobiorca codziennie wpłaca utarg na indywidualne konto, z którego finansowane są kolejne zamówienia, a na koniec miesiąca otrzymuje przelew z rozliczeniem marży i premii. Jak wprost przyznała rekruterka, kredyt kupiecki nie spłaca się w trakcie współpracy, bo towar jest zamawiany w kółko. Rozliczenie następuje dopiero przy rozstaniu, gdy sieć odkupuje towar ze sklepu.

I właśnie tutaj Karolczyk formułuje swój najpoważniejszy zarzut. Jego zdaniem konstrukcja faktury początkowej, comiesięcznych rozliczeń i faktur korygujących sprawia, że niedoświadczony przedsiębiorca traci orientację, które pieniądze są jego, a które stanowią zobowiązanie podatkowe.

Według wyliczeń youtubera przy zakończeniu współpracy i odsprzedaży towaru sieci franczyzobiorca może zostać z zobowiązaniami wobec fiskusa sięgającymi kilkudziesięciu tysięcy złotych. Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że to autorska interpretacja Karolczyka, a nie ustalenie organów podatkowych czy sądu. Mechanika VAT i podatku dochodowego przy tego typu rozliczeniach zależy od konkretnej umowy i sposobu księgowania, więc każdy zainteresowany powinien ją skonsultować z doradcą podatkowym przed podpisaniem czegokolwiek. Nie zmienia to faktu, że skoro samo objaśnienie systemu wymaga ośmiu godzin szkolenia, trudno oczekiwać, że debiutujący przedsiębiorca oceni ryzyko na pierwszym spotkaniu.

Praca w niedziele, czyli „inspekcja nie kontroluje"

Najbardziej niepokojący fragment nagrania dotyczy jednak niedziel. Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele pozwala franczyzobiorcy otworzyć sklep w niedzielę niehandlową tylko wtedy, gdy handel prowadzi osobiście, we własnym imieniu i na własny rachunek. Zatrudnienie pracownika za ladą w taki dzień to wykroczenie zagrożone grzywną od 1000 do nawet 100 tys. zł.

Tymczasem z nagrania wynika, że zarówno franczyzobiorca, jak i rekruterka sugerowali rozmówcy, że Państwowa Inspekcja Pracy w niedziele po prostu nie kontroluje, a ryzyko pojawia się głównie wtedy, gdy sprawę zgłosi sam pracownik. Rekruterka wskazywała też na wyjątki ustawowe, z których część sklepów korzysta, choćby status placówki, w której przeważa sprzedaż wyrobów tytoniowych czy prasy.

Kreatywne podejście sieci do niedzielnego zakazu to zresztą temat z długą historią. Już w 2018 roku opisywaliśmy sprawę, w której Żabka czynna w niedziele jako placówka pocztowa wygrywała w sądach spory z inspekcją pracy, mimo że inspektorzy skierowali wówczas do sądów ponad 180 wniosków o ukaranie. Czym innym jest jednak korzystanie z ustawowych wyjątków, a czym innym sugerowanie kandydatowi na franczyzobiorcę, że przepisy można ignorować, bo nikt nie sprawdza.

Karolczyk policzył zresztą, że przy sklepie otwartym 17 godzin dziennie przez niemal cały rok obsada wymaga co najmniej czterech pełnych etatów, jeśli wszystko ma się odbywać zgodnie z kodeksem pracy. To koszt, który w prezentowanych na spotkaniach kalkulacjach łatwo umyka.

Franczyza w Polsce wciąż bez ustawy

Cała ta historia rozgrywa się w otoczeniu prawnym, które od lat się nie zmienia. Umowa franczyzy pozostaje w Polsce umową nienazwaną, a jak pisaliśmy niedawno, umowa franczyzowa w praktyce oznacza pełną swobodę silniejszej strony w kształtowaniu warunków, łącznie z wekslami in blanco i karami umownymi za drobiazgi.

Projekt dedykowanej ustawy z 2023 roku, który przewidywał m.in. obowiązek jawności informacji przedumownych i zakaz weksla in blanco, utknął. Propozycje, by nieuczciwa franczyza stała się czynem nieuczciwej konkurencji albo wręcz wykroczeniem, pojawiły się w debacie już w 2020 roku i również nie doczekały się realizacji.

W efekcie kandydat na franczyzobiorcę dostaje kilkadziesiąt dokumentów, system rozliczeń wymagający ośmiogodzinnego szkolenia i zapewnienia, że wszystko jest proste. A gdy biznes się nie spina, zostaje mu lektura tekstów o tym, jak wypowiedzieć umowę franczyzy, i spór z korporacją dysponującą sztabem prawników. Karolczyk kończy swój materiał pytaniem, które warto powtórzyć: „Czy taka umowa z Żabką jest rzetelna? Czy taka umowa z Żabką jest na równych prawach?". Dopóki ustawodawca nie odpowie na nie przepisami, odpowiadać będą sobie sami franczyzobiorcy. Często dopiero po fakcie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover