Pogodziłeś się? Gratulacje. Teraz idź do sądu
Mediacja karna funkcjonuje w Polsce od 1998 roku. Artykuł 23a Kodeksu postępowania karnego daje prokuratorowi i sądowi możliwość skierowania sprawy do mediatora za zgodą obu stron, bezpłatnie, z zachowaniem poufności. Jeśli strony dojdą do ugody, sprawca naprawia szkodę, przeprasza, pokrzywdzony odpuszcza. Brzmi rozsądnie.
Jest jednak fundamentalny problem, który przez 25 lat skutecznie zabijał sens tego rozwiązania. Ugoda mediacyjna w sprawie z oskarżenia publicznego - a to zdecydowana większość spraw karnych - nie kończy postępowania. Wyrok i tak musi zapaść. Sąd „bierze pod uwagę" pozytywny wynik mediacji przy wymiarze kary (art. 53 § 3 k.k.), ale przepis nie precyzuje w jaki sposób. Sprawca nie wie, czy dostanie nadzwyczajne złagodzenie kary, warunkowe umorzenie, czy tylko wyrok o miesiąc niższy niż by dostał bez ugody. Ma szansę ale nie ma pewności.
To jednak nie jest główny powód, dla którego mediacja karna jest w Polsce martwa. Główny powód siedzi w prokuraturze.
Prokuratorska matematyka, czyli dlaczego ugoda im przeszkadza
Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. Kowalski uszkodził samochód sąsiada. Przeprosił, naprawił szkodę na własny koszt, sąsiad jest usatysfakcjonowany i nie chce już słyszeć o tej sprawie. Prokurator ma wszystko na tacy. Mógłby skierować sprawę do mediacji, doszłoby do formalnej ugody, mógłby wystąpić o warunkowe umorzenie. Zamiast tego składa akt oskarżenia.
Dlaczego? Odpowiedź tkwi w tym, jak mierzona jest „skuteczność" pracy prokuratora. Wskaźnik skuteczności ścigania obliczany jest jako stosunek liczby osób, którym postawiono zarzuty, do liczby oskarżonych i skazanych. Umorzenie postępowania po postawieniu zarzutów - nawet jeśli wynika z dobrowolnej ugody i jest najlepszym możliwym rozwiązaniem dla obu stron to - obniża ten wskaźnik. Przełożony widzi gorszy wynik. Prokurator, który często kieruje sprawy do mediacji i umarza po ugodzie, statystycznie „gorzej pracuje" niż ten, który wszystko ciągnie do sądu.
Nie jest to spekulacja. Prof. Olga Sitarz i dr Dominika Bek z Uniwersytetu Śląskiego (obie praktykujące mediatorki w sprawach karnych) przeprowadziły w 2019 roku pogłębione wywiady z polskimi prokuratorami, sędziami i obrońcami. Wnioski opublikowały w 2021 roku w raporcie "A Realistic View of Mediation in Penal Matters - the Reasons for the Failure and Remedial Measures". Wśród zgłaszanych zastrzeżeń dominowało ubolewanie nad tym, że ugoda nie znajduje wprost przełożenia na możliwość umorzenia postępowania przez prokuratora, a umorzenie po postawieniu zarzutów jest postrzegane negatywnie i osłabia wskaźnik skuteczności ścigania. Co znamienne, jedna z uczestniczących asesorek prokuratorskich przyznała, że idealnym rozwiązaniem byłaby mediacja jeszcze przed postawieniem zarzutów bo wtedy prokurator w ogóle nie wchodziłby w statystykę osoby podejrzanej.
Wcześniejsze badania ankietowe prokuratorów i sędziów (Mazowiecka, Czarnecka-Dzialuk, Sitarz i in., „Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych" 2012) wykazały jeszcze brak przekonania do mediacji i niewystarczającą znajomość jej istoty wśród samych prokuratorów. Reforma procedury mediacyjnej z 2003 roku tego nie zmieniła. Reforma z 2015 roku też nie.
Prokuratorzy mają ponadto do dyspozycji wygodniejsze narzędzia, które dają podobny efekt procesowy bez ryzyka wskaźnikowego jak skazanie bez rozprawy (art. 335 k.p.k.) i dobrowolne poddanie się karze (art. 387 k.p.k.). Obydwa kończą sprawę szybko i nie psują statystyk. Pokrzywdzony w tym rachunku jest trzecią stroną, której głos ma znaczenie jedynie, gdy jest wygodny.
Efekt jest druzgocący. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2024 roku, w 2022 roku mediację zastosowano zaledwie w 35 tysiącach spraw przy 2,1 miliona spraw, w których mogła być zastosowana. To około 1,6 procent możliwości. NIK wprost ocenił, że mediacje realnie nie odciążyły sądów, a skala ich wykorzystania jest znikoma w stosunku do możliwości i potrzeb.
A co z sędziami?
Uczciwie trzeba powiedzieć, że sędziowie to inny problem. Mają ustawowy obowiązek uwzględnienia wyniku mediacji. Art. 53 § 3 k.k. jest przepisem imperatywnym, a doktryna (m.in. Palestra 7/2024) kwalifikuje go jako „zobowiązanie", nie tylko uprawnienie. Badania praktyki orzeczniczej pokazują, że w większości przypadków sądy rzeczywiście uwzględniają ugodę w wyroku wpisując jej postanowienia do treści orzeczenia.
Problemem nie jest ignorowanie, lecz nieprzewidywalność. Przepis nie precyzuje, w jakim stopniu ugoda ma wpłynąć na wymiar kary. Sprawca, który pojednał się z ofiarą i naprawił szkodę, może - zależnie od sędziego - liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary, warunkowe umorzenie albo symboliczne obniżenie wyroku. Brak gwarancji sprawia, że i dla sprawcy, i dla pokrzywdzonego mediacja pozostaje loterią.
Nowe przepisy
Odpowiedzią na tę patologię ma być mechanizm porozumienia naprawczego, wzorowany na wcześniejszym art. 59a k.k. (uchylonym w 2017 roku) i projektowanych nowych regulacjach. Zasada jest prosta: jeśli sprawca przestępstwa zagrożonego karą do 5 lat pozbawienia wolności pojednał się z pokrzywdzonym i naprawił wyrządzoną szkodę lub uzgodnił sposób jej naprawienia prokurator umarza postępowanie. Nie może umorzyć. Umarza. Sprawa nie trafia do sądu.
To jakościowa zmiana wobec obecnego stanu. Zamiast szansy na łagodniejszy wyrok będzie gwarancja szybkiego dojścia do porozumienia i braku kary. Pokrzywdzony oczywiście zachowuje przy tym realny głos i może sprzeciwić się umorzeniu, jeśli uważa, że ugoda nie odpowiada jego interesom. Z tego mechanizmu mają być wyłączone przestępstwa najpoważniejsze m.in. z użyciem przemocy wobec osoby bliskiej, gdzie ryzyko ugody pod presją jest największe.
Czy to furtka dla bogatych?
Niestety istnieje jedna kluczowa kontrowersja związana z tym rozwiązaniem. Ten, kto ma pieniądze, łatwiej naprawi szkodę i ucieknie od wyroku. To ryzyko realne, choć częściowo hamowane przez wymóg zgody pokrzywdzonego - nikt nie może być zmuszony do pojednania. Poważniejszy problem to sprawy z przemocą domową, gdzie „dobrowolność" ugody bywa iluzoryczna, stąd ich wyłączenie z mechanizmu.
Nie zmienia to jednak zasadniczej oceny. Przez 25 lat system karny w Polsce nagradzał prokuratorów za ignorowanie pojednania stron. Wskaźnik skuteczności ścigania okazał się ważniejszy niż wola pokrzywdzonego. Nowe przepisy mogą to zmienić ale tylko pod warunkiem, że zmienią się również kryteria oceny pracy prokuratorów. Bo jeśli wskaźnik zostanie, furtka pozostanie zamknięta niezależnie od tego, co napisze ustawodawca.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj