1. Home -
  2. Edukacja -
  3. Rodzice ciągle składają się na papier do drukowania sprawdzianów. A nie muszą, bo to bezprawne

Rodzice ciągle składają się na papier do drukowania sprawdzianów. A nie muszą, bo to bezprawne

Co roku w tysiącach szkół w Polsce pada to samo pytanie: „Kto kupi papier do ksero?”. Choć nauka w placówkach publicznych ma być bezpłatna, rodzice ciągle finansują to, co zgodnie z przepisami powinno zapewnić państwo. Świetnym przykładem uporczywego łamania prawa jest zakup... papieru do drukarki.

Z reguły rodzice przymykają oko na ten wydatek. Skoro wszyscy płacą bez słowa, trudno być tym jednym głośno wyrażającym sprzeciw. Kwoty nie są wysokie – 10, 15, czasem 20 zł na semestr. Jasne, to niewiele, dlatego nikt nie robi afery. Ale w tym wszystkim zapodzialiśmy zasady: po co nam przepisy, których nikt się nie trzyma?

Papier do drukarki stał się symbolem systemowej dziury budżetowej

Nauczyciele tłumaczą, że prośby o wsparcie nie wynikają z chęci obciążania rodziców, lecz z realnych braków. Testy przecież trzeba na czymś wydrukować.

Gdy budżet szkoły się nie spina i absurdalnie minimalizuje wydatki, wychowawcy stają przed wyborem: z własnej kieszeni kupić papier dla uczniów, czy poprosić o pomoc rodziców. Ci, którzy decydują się zrzucić na materiały, robią to z myślą o komforcie dzieci. Bo przecież jeśli zabraknie papieru do drukarki, uczniowie stracą możliwość pracy na gotowych materiałach.

Na papierze wszystko się zgadza, ale w szkole brakuje... papieru

Zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 5 Prawa oświatowego to organ prowadzący szkołę odpowiada za wyposażenie placówki w niezbędne pomoce dydaktyczne. Przyjmuje się, że uczniowie zapewniają sobie we własnym zakresie jedynie podstawowe przybory: zeszyt, długopis, ołówek itp. Nic więcej.

Problem w tym, że zapisy nijak mają się do rzeczywistości. Przez dziury w budżecie brakuje pieniędzy, więc szkoły improwizują, a rodzice – zamiast walczyć z systemem – płacą. W efekcie tworzy się ciche przyzwolenie na obchodzenie prawa.

Prawo, rozsądek i przyzwoitość idą w różnych kierunkach

Rodzice doskonale wiedzą, że szkoły są niedofinansowane, a jeśli odmówią dorzucenia się na papier, ucierpią dzieci. Dlatego większość płaci bez problemu nawet z poczuciem, że coś tu nie gra. Nauczyciele nie chcą wiecznie prosić o zrzutkę, rodzice nie chcą buntować się przeciw dyrektorowi, a samorządy od lat tłumaczą się pustkami w kasie. I tak krąg się zamyka: prawo swoje, a rozsądek i zwykła przyzwoitość co do chęci pomocy w pracy nauczycielowi swoje.

W tej sytuacji każdy działa „po ludzku”, ale niekoniecznie zgodnie z przepisami. Bo nawet jeśli chodzi tylko o kilkanaście złotych na semetr, to rodzi się pytanie – po co nam prawo, którego nikt nie przestrzega?

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi