- Bezprawnik -
- Energetyka -
- Pellet drożeje na potęgę. Tona już po 2500 zł, a zimą będzie jeszcze drożej
Pellet drożeje na potęgę. Tona już po 2500 zł, a zimą będzie jeszcze drożej
Pellet miał być jednym z tańszych i bardziej ekologicznych sposobów ogrzewania domu. Tymczasem właściciele kotłów na biomasę coraz częściej przecierają oczy ze zdumienia, patrząc na ceny. I wiele wskazuje na to, że przed sezonem grzewczym taniej już nie będzie.
Ceny pelletu przekroczyły 2000 zł za tonę. Taniej przed sezonem nie będzie
Według najnowszych danych średnia cena pelletu A1 przekroczyła w Polsce 2000 zł za tonę, podczas gdy jeszcze miesiąc wcześniej wynosiła około 1784 zł. W sprzedaży detalicznej pojawiają się już oferty przekraczające 2500 zł za tonę. W niektórych przypadkach ceny dochodzą nawet do 2600 zł. Koniec lata tradycyjnie był najlepszym momentem na zakup opału. Tymczasem w 2026 r. sytuacja wygląda zupełnie inaczej — popyt pozostaje wysoki, a producenci mają coraz większy problem z dostępnością surowca.
Od 1800 do 2500 zł. Ceny pelletu zależą od regionu
Ceny mocno różnią się w zależności od województwa, producenta, jakości pelletu i wielkości zamówienia. W aktualnych ofertach można znaleźć m.in.:
- Małopolskie – około 1950–2250 zł za tonę, a za certyfikowany pellet A1 pojawiają się oferty około 2189–2250 zł;
- Śląskie – około 2200–2500 zł za tonę, przy czym niektóre oferty certyfikowanego pelletu przekraczają 2300–2500 zł;
- Mazowieckie – dostępne są oferty około 1650–1900 zł, ale ceny zależą mocno od pochodzenia i rodzaju pelletu;
- w innych regionach Polski ceny dobrego pelletu A1 również często przekraczają 2000 zł za tonę.
Nie jest to jeden ogólnopolski cennik, ale trend jest wyraźny: dobry, certyfikowany pellet przestał być tanim paliwem. W sierpniu ceny A1 mogą wynosić od mniej niż 1800 zł aż do ponad 2500 zł za tonę.
Dlaczego pellet tak drożeje? Brakuje trocin, rośnie popyt
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zbadał sytuację i nie znalazł dowodów na zmowę cenową producentów. W ocenie UOKiK głównym problemem jest niedopasowanie podaży do rosnącego popytu. Zapotrzebowanie na pellet rośnie m.in. wraz z liczbą kotłów instalowanych w ramach programu „Czyste Powietrze”, podczas gdy dostępność trocin i innych surowców potrzebnych do produkcji pelletu jest ograniczona. Dla wielu użytkowników kotłów na biomasę to niepokojący sygnał, że powraca kryzys na rynku opału znany z poprzednich sezonów grzewczych.
Eksperci rynku zwracają uwagę, że problem nie jest chwilowy i może być jeszcze gorzej. Jeżeli liczba użytkowników kotłów na pellet rośnie szybciej niż możliwości produkcji paliwa, cena musi reagować. Pellet stał się częściowo ofiarą własnego sukcesu — państwo zachęcało do przechodzenia na biomasę, ale nie zapewniło odpowiedniej podaży surowca.
Pellet z 23-proc. VAT-em. W Niemczech ogrzewanie może być tańsze
Ciekawie wygląda porównanie z Niemcami. Tam również pellet drożeje i ceny przekraczają w przeliczeniu 2000 zł za tonę, ale polski konsument ma dodatkowy problem podatkowy. W Polsce pellet jest objęty 23-procentowym VAT, podczas gdy w Niemczech stosowana jest stawka 7 proc. Różnica podatkowa może oznaczać około 300 zł na tonie.
Trudno więc nie zadać pytania, dlaczego paliwo, które ma być elementem transformacji energetycznej i alternatywą dla paliw kopalnych, jest w Polsce obciążone tak wysokim podatkiem. Nic dziwnego, że coraz głośniej mówi się o tym, że rozwiązaniem mogłaby być ulga podatkowa na pellet albo obniżenie samej stawki VAT.
EUDR i wylesianie. To może być dopiero początek wydatków
Na horyzoncie pojawia się kolejny problem, czyli unijne rozporządzenie EUDR dotyczące produktów związanych z wylesianiem i degradacją lasów. Staje się to ostatnio niemal regułą, że każde „klimatyczne” rozporządzenie unijne wiąże się z dodatkowym obciążeniem dla portfeli Polaków. Zapewne podobnie będzie również z ceną pelletu.
Nowe regulacje obejmą również produkty z drewna, w tym pellet. Po przesunięciu terminów główne obowiązki zaczną obowiązywać od 30 grudnia 2026 r., a dla części małych i mikroprzedsiębiorstw od 30 czerwca 2027 r. Warto przy tym pamiętać, że to niejedyne zmiany dotykające tego paliwa — od kolejnego sezonu grzewczego obowiązują już nowe wymagania dla pelletu dotyczące jego jakości.
EUDR ma oczywiście uzasadnienie środowiskowe, czyli chodzi o zagwarantowanie, że drewno wykorzystywane do produkcji określonych towarów nie pochodzi z terenów związanych z wylesianiem lub degradacją lasów. Problem polega jednak na tym, że nowe obowiązki oznaczają także dodatkową dokumentację, śledzenie pochodzenia surowca i koszty administracyjne.
Sam UOKiK ostrzega, że EUDR może dodatkowo ograniczyć podaż trocin i wywołać kolejną presję na ceny pelletu. Ciężko mieć nadzieję, że nie spowoduje to kolejnych — i tak już rosnących — kosztów ogrzewania.
Ekologiczne ogrzewanie coraz mniej neutralne dla portfela
Pellet jest kolejnym przykładem problemu, który coraz trudniej ignorować. Europejska polityka klimatyczna i kolejne regulacje mają ograniczać emisje i chronić środowisko, ale rachunek za tę transformację w coraz większym stopniu trafia do zwykłych gospodarstw domowych. I pojawia się pytanie, jak długo obywatele będą w stanie to wytrzymać?
Opisywany pellet nie jest niestety odosobnionym przypadkiem. Drożeje lub pozostaje kosztowny prąd, gaz i paliwa, rosną opłaty za wodę i ścieki, coraz więcej płacimy za wywóz odpadów. Osobnym tematem są ceny prądu w 2026 roku, które po odmrożeniu każdy musi dziś sprawdzić indywidualnie u swojego dostawcy. Do tego dochodzą kolejne wymagania dotyczące ogrzewania i budynków — jak system ETS2, nazywany często podatkiem od ogrzewania — a także samochodów czy produktów, których spełnienie również kosztuje. Każda pojedyncza regulacja może mieć swoje uzasadnienie, ale problem zaczyna być widoczny dopiero wtedy, gdy zsumujemy wszystkie rachunki.
I właśnie tego rachunku często brakuje w unijnej debacie o ekologii.
Kto realnie zapłaci za transformację energetyczną?
Obywatel nie płaci przecież za „transformację energetyczną” abstrakcyjnymi euro w tabeli Komisji Europejskiej. Płaci ją co miesiąc w rachunku za prąd, ogrzewanie, wodę, paliwo i odpady. Jeżeli kolejne przepisy zwiększają koszty produkcji, transportu, dokumentacji czy funkcjonowania przedsiębiorstw, wcześniej czy później te koszty trafiają do ceny końcowej.
EUDR jest tylko kolejnym przykładem. Sam cel ograniczenia wylesiania można oczywiście uznać za słuszny. Problem pojawia się wtedy, gdy do istniejących już obciążeń dokładamy kolejne obowiązki i koszty, nie odpowiadając na podstawowe pytanie: kto za to wszystko zapłaci? Odpowiedź jest banalna — w dużej mierze konsument.
Tymczasem standard życia nie rośnie razem z liczbą ekologicznych regulacji. Dla wielu rodzin coraz większą część domowego budżetu pochłaniają wydatki, których nie można po prostu ograniczyć. Nie da się przecież przestać ogrzewać mieszkania, korzystać z wody, odbierać odpadów czy zużywać energii.
Można więc postawić niewygodne pytanie: czy europejska transformacja nie zaczyna w pewnym momencie podcinać własnego celu? Jeżeli gospodarstwo domowe coraz więcej wydaje na podstawowe potrzeby, to jego realny standard życia spada nawet wtedy, gdy statystyki pokazują wzrost gospodarczy.
Ekologia nie powinna oznaczać wyboru między czystszym środowiskiem a normalnym poziomem życia. Jeżeli jednak kolejne regulacje mają być finansowane przede wszystkim przez konsumentów, wcześniej czy później pojawi się granica społecznej akceptacji. I może się okazać, że największym problemem europejskiej polityki klimatycznej nie będzie już to, jak szybko ograniczyć emisje, ale jak długo zwykli ludzie będą w stanie płacić za kolejne pomysły.
Pellet miał być symbolem ekologicznego i stosunkowo taniego ogrzewania, podobnie jak kilka lat temu gaz. Dziś staje się symbolem czegoś innego — ekologicznej transformacji, której koszty coraz wyraźniej widać w domowych budżetach.
zobacz więcej:











