1. Home -
  2. Finanse -
  3. Pieniądz cyfrowy brzmi świetnie, dopóki nie zdasz sobie sprawy, co to naprawdę oznacza

Pieniądz cyfrowy brzmi świetnie, dopóki nie zdasz sobie sprawy, co to naprawdę oznacza

Idea pieniądza cyfrowego pozornie prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Może ona oznaczać koniec bowiem prania brudnych pieniędzy, handlu ludźmi czy ukrócić walkę ze światowym terroryzmem. Jego pomysłodawcy i lobbyści nie mówią jednak wszystkiego, o czym powinieneś wiedzieć.

Pieniądz cyfrowy zamiast tradycyjnej waluty

Obecnie, w połowie trzeciej dekady XXI wieku, gotówka faktycznie jest coraz rzadziej używana. Rozpowszechnianie kart płatniczych – w tym zbliżeniowych – a także urządzeń z płatnościami NFC było dopiero początkiem ograniczania gotówki. Możemy bowiem zaobserwować wyraźne zmniejszenie popularności gotówki od czasów pandemii COVID-19, podczas której wielu z nas obawiało się kontaktu z zarazkami, a przecież banknoty są dla nich niemalże naturalnym środowiskiem.

Czy to oznacza, że powinniśmy całkowicie zrezygnować z gotówki? Od jakiegoś czasu w kuluarach mówi się o pieniądzu cyfrowym, który miałby zastąpić fizyczne waluty. Gdzieniegdzie trwają jego pilotaże i daleko posunięte debaty, a wygląda na to, że już w jednym kraju pieniądz cyfrowy (CBDC) zagości na dobre, zastępując lokalną walutę. Tymczasem ponad 80 proc. Polaków nie chce odejść od gotówki – i to zarówno seniorzy, jak i młodzież.

CBDC = koniec gotówki?

Jak wspomina bankier.pl, zaawansowane prace nad pieniądzem cyfrowym (CBDC) trwają w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie ma zadebiutować e-dirham. Bank centralny ZEA zapowiada, że już niedługo zostanie wprowadzony na tamtejszy rynek cyfrowy pieniądz w postaci detalicznej i hurtowej. Jego wprowadzenie do obiegu będzie stopniowe.

No właśnie: czasami odnoszę wrażenie, że cały świat zmierza stopniowo, małymi kroczkami, do całkowitej likwidacji gotówki. Wpierw banki zachęcały do płatności kartami debetowymi i kredytowymi, a dziś niemal każdy smartfon ma już wbudowany moduł NFC. Mass media również dodały od siebie, a obecnie faktycznie mało który Polak od 2020/2021 roku nosi przy sobie gotówkę. Rzeczywiście płatność zbliżeniowa jest wygodna, ale czy oznacza to, że mamy rzeczywiście rezygnować z fizycznego pieniądza na dobre? Coraz częściej spotkamy sklepy przyjmujące płatność tylko kartą, choć z prawnego punktu widzenia odmowa przyjęcia gotówki jest co najmniej kontrowersyjna.

Cała sytuacja może wyglądać na faktycznie stopniowe ograniczanie gotówki, a w ostatnim stadium operacji jej całkowite skasowanie. W Polsce kwestia ta nabiera realnych kształtów, bo już od 2027 roku wejdzie w życie unijny limit płatności gotówką wynoszący 10 tysięcy euro.

Orwell 20xx rok

Zwolennicy CBDC wymieniają szereg zalet tego rozwiązania, ale często nie wspominają o zasadniczej wadzie: o końcu wolności i nastaniu inwigilacji społeczeństwa. Każda płatność będzie przechodziła przez system i nawet jeśli nie masz nic do ukrycia, to i tak możesz być poszkodowany.

Zrobisz cokolwiek nieposłusznego wobec władzy? Ta może zablokować ci konto, jak to miało miejsce w Kanadzie podczas strajku kierowców ciężarówek podczas pandemii. W nieokreślonej przyszłości, bez funkcjonującej gotówki, nie będziesz mógł nic zrobić. Ba, również atak hakerski może wyłączyć system płatności. Co wtedy?

Dziś trwa delikatne grillowanie społeczeństwa i stopniowe ograniczanie gotówki, aby zniwelować efekt nagłego szoku. Podoba mi się określenie jednego z internautów, który stwierdził, że jest to „delikatne gotowanie żaby, a gdy ta zacznie już rechotać, to będzie już za późno". Warto w tym kontekście śledzić, co dzieje się z planami cyfrowego złotego – na razie NBP nie kwapi się do jego emisji, ale EBC już prowadzi prace nad cyfrowym euro.

W najgorszym hipotetycznym przypadku pieniądz cyfrowy może stać się czymś na zasadzie doładowania telefonu. Do dyspozycji otrzymasz miesięcznie np. 5000 jednostek, które niewykorzystane przepadają wraz z nastaniem kolejnego „okresu rozliczeniowego". W tym scenariuszu nie byłoby możliwe odkładanie oszczędności i pomnażania kapitału. Zadowoleni byliby chyba tylko bankowcy, u których należałoby zaciągać kredyt na droższe produkty, no i sami producenci dóbr. Skoro jednostki mają przepaść, to lepiej je wykorzystać i kupić cokolwiek, aby się nie zmarnowały, co tylko zwiększyłoby konsumpcjonizm.

Czy taka dystopia jest możliwa tylko w filmach z gatunku sci-fi? Nie wiem, ale lepiej patrzeć władzy na ręce, zanim będzie za późno.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi