Przez ostatnią dekadę inwestycja w spółki technologiczne była niemal pewnym strzałem. Rentowne, skalowalne biznesy – od chmury obliczeniowej przez reklamę cyfrową po e-commerce – generowały gotówkę w tempie, którego tradycyjny przemysł nie był w stanie naśladować. Dziś jednak coraz częściej słychać pytanie, które jeszcze dwa lata temu brzmiałoby heretycko: czy fundamenty, na których stoją giganci z Doliny Krzemowej, nie stały się przypadkiem jedynie sposobem finansowania inwestycji w sztuczną inteligencję?
Jak zauważa Kamil Szczepański, młodszy analityk rynków finansowych XTB, spółki technologiczne wspięły się na swoje miejsce dzięki rentownym i skalowalnym biznesom, ale dziś te fundamenty coraz częściej są kwestionowane. Pytanie o to, czy bańka AI istnieje, czy nie, towarzyszy rynkom już od dawna – ale nawet jeśli nie pęknie, to rosnące nakłady inwestycyjne na centra danych i modele językowe obciążają marże i zmieniają profil ryzyka tych firm.
Wielka rotacja – odosobniony ruch czy zmiana trendu?
Na fali tych obaw obserwować można coraz poważniejszą rotację sektorową. Według raportów Bloomberga i Goldman Sachs skokowo rośnie zainteresowanie spółkami z sektora produkcji, a klienci coraz częściej szukają ekspozycji na nie m.in. przez fundusze ETF. Popularność ETF-ów w ogóle rośnie lawinowo – to już nie narzędzie dla zaawansowanych inwestorów, ale coraz powszechniejszy sposób lokowania oszczędności.
Główne pytanie, jakie powinni zadać sobie inwestorzy, brzmi: czy obecne przepływy to jedynie odosobnione rebalansowanie portfeli, czy dopiero początek systemowego zwrotu? Zdaniem analityka XTB docelowym kierunkiem dla kapitału wydają się podmioty „fizyczne" – kapitało- i pracochłonne spółki przemysłowe i wydobywcze, które mogą otrzymać drugą, albo trzecią młodość.
Przemysł odradza się, ale inaczej niż myślisz
Wskaźniki takie jak PMI wskazują na powrót do ekspansji. REIT-y przemysłowe raportują rekordowe obłożenie, a wyceny spółek dostarczających narzędzia i maszyny – jak Zebra czy Caterpillar – wyraźnie rosną. Ale jest pewien paradoks: odrodzenia przemysłu nie zwiastują dane o zatrudnieniu. Wręcz przeciwnie – przemysł był jednym z sektorów, który stracił najwięcej etatów.
Nie musi to jednak oznaczać pogorszenia koniunktury. Automatyzacja, którą od kilku kwartałów odmienia się przez wszystkie przypadki, jest domeną przemysłu, a nie IT czy usług. Fala inwestycji, innowacji i zmiany sentymentu przynosi wymierne korzyści operacyjne. Przemysł nie przestaje istnieć, jedynie przestaje potrzebować ludzi. To zresztą zjawisko, które Polska zna aż za dobrze – brakuje nam wykwalifikowanych pracowników fizycznych, ale fabryki i tak produkują coraz więcej, bo automatyzacja wypełnia lukę.
Surowce: teza wzrostowa jest jeszcze silniejsza
Zdaniem eksperta XTB, teza wzrostowa jest jeszcze silniejsza w przypadku spółek wydobywczych i przetwórczych. Agencje i instytuty badające rynki przewidują narastające deficyty niemal wszystkich kluczowych dla przemysłu surowców – poza energetycznymi. Inwestycje wydobywcze ewidentnie nie nadążają za popytem, a niedobory, choć odsunięte w czasie, nie mogą trwać w nieskończoność.
Miedź, lit, metale ziem rzadkich – bez nich nie powstaną ani centra danych dla AI, ani fabryki czipów, ani elektrownie wiatrowe. Polacy, którzy dopiero zaczynają przygodę z inwestowaniem, coraz częściej szukają alternatyw dla lokat – i ETF-y surowcowe mogą być jedną z nich. Pod warunkiem, że rozumieją ryzyka.
Haczyk: czy to naprawdę dywersyfikacja?
I tu pojawia się fundamentalne pytanie, które stawia analityk XTB. Jednym z głównych powodów odpływu kapitału od spółek technologicznych miałaby być dywersyfikacja. Ale czy jest to rzeczywista dywersyfikacja, skoro coraz większą część portfela zamówień całego sektora przemysłowego stanowią zakupy dla centrów danych i sieci przesyłowej budowanej przez... te same spółki technologiczne?
Caterpillar dostarcza maszyny pod budowę centrów danych. Producenci miedzi obsługują zapotrzebowanie na kable do farm serwerowych. Spółki energetyczne budują moce pod AI. To nie jest pełne rozmycie ryzyk – uciekając od Nvidii do Caterpillara, inwestor wciąż jest wystawiony na powodzenie rewolucji AI, tylko z innej strony łańcucha wartości.
Podobne rozczarowanie przeżyli inwestorzy, którzy myśleli, że kryptowaluty to skuteczna dywersyfikacja – a potem okazywało się, że w kryzysie spadają razem z akcjami technologicznymi.
Co to oznacza dla inwestora
Mimo tego haczyka, istnieje duża szansa, że sektor produkcyjno-wytwórczy może w najbliższych kwartałach nadgonić względem hegemonów wycen z Doliny Krzemowej. Deficyty surowcowe są realne, automatyzacja przemysłu przyspiesza, a wyceny spółek przemysłowych wciąż wyglądają atrakcyjnie na tle Big Techów handlujących po wskaźnikach P/E, które zakładają nieprzerwaną dominację.
Dolar, którego kurs od początku roku stracił kilkanaście procent, dodatkowo komplikuje obraz dla europejskich inwestorów lokujących na amerykańskiej giełdzie. Słabszy dolar to mniejsze zyski po przewalutowaniu – nawet jeśli same akcje rosną. To jeszcze jeden argument za patrzeniem szerzej niż Nasdaq.
Jak podsumowuje Kamil Szczepański z XTB: nie chodzi o to, że technologia jest skończona. Chodzi o to, że ryzyka stają się coraz mniej symetryczne, a rynek zaczyna szukać wartości tam, gdzie przez dekadę nie patrzył – w halach produkcyjnych, kopalniach i na placach budowy.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj