1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Puścił psa luzem w parku. Teraz musi zapłacić ponad 15 000 zł

Puścił psa luzem w parku. Teraz musi zapłacić ponad 15 000 zł

Wielu właścicieli psów uważa, że ich czworonożni przyjaciele są na tyle spokojni, że nie muszą mieć kagańca. Czasami puszczają je luzem, co może skończyć się pogryzieniem postronnej osoby. Konsekwencje bywają jednak jeszcze bardziej bolesne – przynajmniej dla stanu portfela.

Nawet najbardziej posłuszny pies może narobić bałaganu

Właściciele psów mają nie tylko prawny obowiązek szczepienia swoich czworonogów – za brak szczepień przeciwko wściekliźnie grozi grzywna – ale i odpowiadają za ich czyny oraz ewentualne wyrządzone szkody. Pogryzienia, zniszczenia mienia i inne zdarzenia – za to wszystko odpowiada właściciel czworonoga.

Spacer bez smyczy, złamana ręka rowerzysty

Pan Tomasz był przekonany, że jego wierny psiak nikomu nie zrobi krzywdy. Przewidywalny, posłuszny, odwoływalny. Może i miał rację, ale i tak doszło do nieszczęścia. Chwila nieuwagi i tragedia gotowa. Przepisy nie nakazują wprawdzie w każdej sytuacji wyprowadzania psa na smyczy, wymagają jednak, by opiekun zachował nad zwierzęciem kontrolę. Podczas spaceru po miejscowym parku pies nagle skręcił w bok, w stronę pobliskiej ścieżki rowerowej – niestety wprost pod jadącego rowerzystę.

Psu nic się nie stało, ale rowerzysta doznał złamania ręki i ogólnych potłuczeń, a i rower został uszkodzony. Co w takiej sytuacji?

Gdyby było OC na psa, to nie płaciłby z własnej kieszeni

Finansowe skutki zdarzenia mogłaby ograniczyć polisa OC w życiu prywatnym obejmująca szkody wyrządzone przez psa. Towarzystwa często oferują takie ubezpieczenia, chroniące od pogryzień czy zdarzeń komunikacyjnych (wpadnięcie pod samochód lub właśnie wywrotka jednośladu). Niestety pan Tomasz nie miał takiego ubezpieczenia – przez tyle lat pies był spokojny, ale akurat w tym jednym momencie zadziałał impuls i instynkt.

Poszkodowany przez psa? Zadbaj o dowody

Jeżeli to ty znajdziesz się w podobnej sytuacji i jesteś osobą poszkodowaną, zadbaj od razu o:

  • notatkę policyjną – czym prędzej zadzwoń po policję, a jeśli czujesz się źle (widoczne złamania lub inne kontuzje, uderzenie w głowę itp.), bezwłocznie także po pogotowie,
  • dane właściciela psa,
  • świadków zdarzenia – czasami mogą być bardzo pomocni w przypadku sporu w sądzie,
  • zdjęcia z miejsca zdarzenia.

Czasami nie musi to być osobne ubezpieczenie OC na psa, gdyż niektóre polisy w życiu prywatnym czy rozszerzone pakiety ubezpieczenia nieruchomości mogą obejmować ryzyko spowodowania szkód przez czworonogi. Jeśli tak, to ewentualne odszkodowanie zostanie wypłacone właśnie z takiej polisy. W części krajów obowiązkowe ubezpieczenie OC psa jest już zresztą standardem – w Polsce wciąż pozostaje kwestią dobrej woli właściciela.

Jak nie OC, to polubowne zadośćuczynienie lub sprawa w sądzie

Gorzej, gdy taka ochrona nie została nigdzie wykupiona. Tak też było właśnie w przypadku pana Tomasza.

Wezwanie do zapłaty na ponad 15 000 zł

Po pewnym czasie otrzymał wezwanie do zapłaty. Pismo zawierało wycenę szkód i termin ich uregulowania, który został wyznaczony na 14 dni. Poszkodowany bardzo szczegółowo wycenił swoje straty (miał zresztą do tego absolutne prawo), a łączna kwota wyraźnie przekroczyła 15 000 zł. Złamana ręka, długie leczenie, rehabilitacja, a do tego uszkodzenie drogiego roweru elektrycznego niestety swoje kosztują.

A wystarczyłaby zwykła polisa, aby ryzyko zdarzenia (a więc i wypłatę odszkodowania) wziął na siebie ubezpieczyciel. Pan Tomasz nie ma wyjścia i musi zapłacić całą kwotę, inaczej sprawa zapewne trafi do sądu cywilnego. Przegrany proces obciążyłby go dodatkowymi kosztami sądowymi.

Świadkowie przesądzili o winie właściciela psa

Gdyby pan Tomasz miał świadków, że była to wina (lub współwina) rowerzysty, to miałby jeszcze szansę. Niestety wszelkie dowody są przeciwko niemu: rowerzysta poruszał się powoli ścieżką rowerową, co poświadczyli świadkowie w notatce policyjnej, i w tym przypadku odpowiedzialność za zdarzenie przypisano właścicielowi psa.

I tak może mówić o szczęściu. Gdyby pies wbiegł pod samochód, mógłby nie tylko stracić zwierzę, ale również narazić się na jeszcze większe koszty.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover