1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Tylko 14 proc. Polaków wierzy, że benzyna ma jakąkolwiek przyszłość

Tylko 14 proc. Polaków wierzy, że benzyna ma jakąkolwiek przyszłość

Tylko 14 proc. Polaków obstawia, że przyszłość motoryzacji należy do benzyny i diesla. Reszta stawia na prąd, hybrydy albo technologie, których jeszcze nie znamy. Problem w tym, że wyobrażenia o samochodzie za trzy dekady zderzają się z tym, co realnie stoi dziś na polskich podjazdach: wysłużonymi, kilkunastoletnimi spalinówkami z importu, często z niejasną historią. Tak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie CARFAX, firmy sprzedającej raporty o przeszłości aut używanych.

Elektryki w głowach, spalinówki w garażach

Kiedy zapytać przeciętnego kierowcę, czym będą jeździć Polacy za 25 czy 30 lat, obraz robi się jednoznaczny. Ponad połowa badanych (55 proc.) wskazuje na samochody elektryczne i hybrydowe. Napęd wodorowy typuje 15 proc., kolejne 14 proc. liczy na rozwiązania jeszcze nieistniejące albo dopiero raczkujące. Tradycyjnym silnikom spalinowym przyszłość wróży już tylko co siódmy respondent.

To ciekawa deklaracja, bo rzeczywistość rynku wtórnego wygląda dokładnie odwrotnie. W bazie CARFAX, obejmującej ponad 21 mln używanych aut osobowych w Polsce, benzyna to 56 proc. pojazdów, a diesel kolejne 37 proc. Elektryki i hybrydy, które zdaniem konsumentów mają zdominować drogi, na razie giną w statystyce.

Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska, komentując wyniki, stwierdził, że „kierunek zmian w mentalności polskich kierowców został już raczej bezpowrotnie wytyczony". Świadomość faktycznie może się zmieniać szybciej niż park samochodowy, ale warto pamiętać, skąd pochodzą te dane. Firma, która je publikuje, żyje ze sprzedaży raportów historii pojazdów, więc naturalnie kładzie nacisk na ryzyka związane ze starymi autami.

Czego kierowcy oczekują od aut przyszłości

Deklarowany entuzjazm wobec nowych napędów ma swoje warunki. Badani precyzyjnie wskazują, co musiałoby się zmienić, żeby faktycznie przesiąść się do elektryka.

Elektryki: zasięg przede wszystkim

Najczęściej wskazywaną barierą pozostaje zasięg na jednym ładowaniu, wymienia go 49 proc. pytanych. Po 26 proc. oczekuje szybszego ładowania oraz trwalszych baterii, 25 proc. chce ogniw bezpieczniejszych, a 20 proc. tańszych w wymianie. Przy hybrydach akcenty rozkładają się podobnie: 36 proc. postuluje wytrzymalsze baterie, 35 proc. większy dystans na jednym tankowaniu i ładowaniu, a 28 proc. tańszą naprawę lub wymianę ogniw.

To nie są kaprysy, tylko dość trzeźwa lista realnych kosztów posiadania auta elektrycznego. Wymiana baterii potrafi przekreślić opłacalność całego zakupu na rynku wtórnym, a właśnie brak przewidywalnego, taniego rynku używanych elektryków jest dziś jedną z głównych barier. Nie pomaga fakt, że rządowy program dopłat do aut elektrycznych NaszEauto dotyczył wyłącznie nowych pojazdów, a jego budżet i tak wyczerpał się przed czasem.

Spalinówki: mniej paliwa, mniej emisji

Silnik spalinowy w oczach konsumentów nie jest jeszcze skreślony, ale musiałby się zmienić. Aż 60 proc. badanych zgadza się, że auta na benzynę i olej napędowy pozostaną atrakcyjne tylko wtedy, gdy będą palić i emitować znacznie mniej. Co ciekawe, ta kwestia mocniej leży na sercu starszym kierowcom: wśród osób po 55. roku życia wskazuje ją 68 proc. respondentów, wśród najmłodszych (18 do 24 lat) tylko 49 proc.

Ten podział pokrętnie tłumaczy się sam. Młodsi w ogóle nie wiążą przyszłości ze spalinowym silnikiem, więc jego parametry przestają ich obchodzić. Starsi wciąż myślą kategoriami auta, które trzeba zatankować, i chcą, żeby ten model był po prostu tańszy w utrzymaniu.

Polska flota to jedne z najstarszych aut w Europie

Najciekawsza część badania to nie prognozy, tylko zderzenie ich z twardymi liczbami. Średni wiek używanego samochodu w Polsce wynosi według CARFAX 16 lat, co plasuje krajową flotę wśród najstarszych na kontynencie. Prawie 80 proc. aut w bazie ma przynajmniej jeden czynnik ryzyka, na który kupujący powinien zwrócić uwagę, na przykład nietypowe wskazania licznika. Ponad 40 proc. ma w historii odnotowane uszkodzenia.

Dochodzi do tego kwestia pochodzenia. Sześć na dziesięć aut w bazie sprowadzono z zagranicy, a co drugie z nich wyprodukowano w Niemczech. Importowane egzemplarze są wyraźnie starsze, ich średni wiek to 19 lat. Innymi słowy, marzymy o wodorze i bateriach, a kupujemy blisko dwudziestoletnie diesle z drugiej ręki.

Lewandowski ujął to bez ogródek, mówiąc, że „nasz rynek wtórny wciąż opiera się na imporcie wyeksploatowanych, blisko dwudziestoletnich aut spalinowych, nierzadko z ukrytą historią szkodową". Z perspektywy sprzedawcy raportów historii pojazdów to oczywiście argument sprzedażowy, ale sama diagnoza akurat trudna do podważenia.

Co ta transformacja oznacza dla kupującego

Dla konsumenta cała ta rozbieżność między wizją a rzeczywistością sprowadza się do jednego: przez najbliższe lata i tak będzie się kupować głównie stare spalinówki, a to teren, na którym łatwo o oszustwo. Dlatego warto znać przepisy, które chronią kupującego, zanim rynek dogoni deklaracje z ankiet.

Podstawowa pułapka to zaniżony przebieg. Cofnięcie licznika od 2019 roku jest w Polsce przestępstwem z art. 306a Kodeksu karnego, a odpowiada za nie zarówno mechanik, jak i zleceniodawca. Warto wiedzieć, co grozi za cofnięcie licznika w samochodzie, bo sankcja sięga pięciu lat pozbawienia wolności, a przy świadomej sprzedaży takiego auta bez poinformowania nabywcy w grę wchodzi już oszustwo, zagrożone jeszcze surowiej.

Druga tarcza to odpowiedzialność sprzedawcy za wady. Nawet kupując piętnastoletnie auto, nabywca nie zostaje sam z problemem, bo przysługuje mu rękojmia na samochód używany. Sprzedawca odpowiada za wady fizyczne i prawne pojazdu z mocy ustawy, niezależnie od tego, czy o nich wiedział. Standardowy okres ochrony to dwa lata, a przy zakupie od komisu czy dealera (transakcja konsumencka) rękojmi nie da się umownie wyłączyć. Przy sprzedaży między osobami prywatnymi wyłączenie jest możliwe, ale nie działa, gdy sprzedający zataił wadę.

Jeśli usterka okaże się poważna, konsument nie jest skazany na kosztowną naprawę na własny rachunek. W grę wchodzi obniżenie ceny, a przy wadzie istotnej także odstąpienie od umowy i odzyskanie zapłaconej kwoty. Ukryta historia szkodowa czy cofnięty przebieg to klasyczne przykłady niezgodności towaru z umową, które takie roszczenie uzasadniają.

Na koniec kontekst regulacyjny, który tłumaczy część nastrojów z badania. Unijny plan zakładający koniec rejestracji nowych aut spalinowych po 2035 roku wciąż budzi spory, a Komisja Europejska sygnalizuje już jego złagodzenie. Kto liczy, że temat przesądzi za niego prawodawca, powinien śledzić, co dzieje się wokół pomysłu na zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych, bo od kształtu tych przepisów zależy, czy diesel z importu za dekadę będzie jeszcze rozsądnym zakupem, czy kosztownym reliktem.

Badanie CARFAX zrealizowano w sierpniu 2026 roku metodą CAWI na reprezentatywnej grupie tysiąca Polaków, z okazji przypadającego 18 września Dnia Samochodu Używanego.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover