Na migrenę, traumę i rondo. Oto jak Polacy wyłudzają pieniądze z OC

Moto dołącz do dyskusji (26) 13.12.2017
Na migrenę, traumę i rondo. Oto jak Polacy wyłudzają pieniądze z OC

Udostępnij

Joanna Buchwałd-Musińska

Każdego roku Polacy wyłudzają miliony z OC i prześcigają się w wymyślaniu coraz bardziej wyrachowanych sposobów na naciąganie firm ubezpieczeniowych. Najpopularniejsze wciąż są stłuczki, pozorowanie kradzieży lub zmowa ze sprawcą, ale kreatywność kierowców nie zna granic. Prawdziwym rogiem obfitości jest bowiem wypłata zadośćuczynienia za szkody osobowe.

Polacy wyłudzają z OC miliony

Z raportu o przestępczości ubezpieczeniowej, przeprowadzonego przez Polską Izbę Ubezpieczeń wynika, że w 2016 r. liczba czynów przestępczych spadła o 28%, ale wartość wyłudzeń wzrosła aż o 18%. Mimo, że zakłady ubezpieczeń są czujne, Polacy wyłudzają skutecznie grube miliony. Tylko w 2016 r. wykryto ok. 1800 prób wyłudzeń na kwotę blisko 24 mln. Wyłudzenie odszkodowania może nastąpić nie tylko poprzez umyślne doprowadzenie do zdarzenia ubezpieczeniowego, ale także wskutek upozorowania zdarzenia objętego ubezpieczeniem. 

Paluszek i główka?

Fala wyłudzeń dotyczy przede wszystkim powypadkowych szkód osobowych. Obrażenia wewnętrzne, cierpienie, trauma i szkody psychiczne nierzadko pojawiają się kilka dni, a nawet tygodni po zdarzeniu. Najtrudniejsze do udowodnienia są szkody osobowe natury psychicznej, ale nie tylko.
Przypadek pierwszy: trauma psychiczna, przez którą przeszedł poszkodowany w wypadku jest tak wysoka, że wyklucza prowadzenie pojazdu. Uniemożliwia mu to wykonywanie zawodu kierowcy do odwołania, a rekompensata poniesionych strat psychicznych oraz wynikających z niemożności wykonywania zawodu leży po stronie ubezpieczyciela. W rzeczywistości kierowca ma się świetnie, pracuje na czarno i opłaca regularnie wizyty u psychiatry. Historia choroby się zgadza.

Przypadek drugi: ból odcinka lędźwiowego, przez który poszkodowana w wypadku nie może obsługiwać klientów swojego butiku dłużej niż godzinę. Lekarz orzeka niezdolność do pracy na czas nieokreślony i zaleca kilkumiesięczną rehabilitację. Dolegliwości bólowe stopniowo ustępują, a rehabilitacja przynosi efekty. Poszkodowana składa wniosek o wypłatę odszkodowania i zadośćuczynienia, przy czym kwota drugiego roszczenia jest nieadekwatna i zawyżona w stosunku do faktycznych dolegliwości poszkodowanej. W toku postępowania sądowego wygrywa poszkodowana, ponieważ ubezpieczyciel nie jest w stanie udowodnić braku cierpienia.

Przypadek trzeci: migrena, która pojawiła się u pasażera kilka tygodni po wypadku, całkowicie wykluczyła go zawodowo jako pracownika naukowego. Analogicznie: wizyty kontrolne u lekarza, L4, wniosek o zadośćuczynienie. Migrena mija, zwolnienie trwa. Klasyczny schemat.

Konsekwencje dla wszystkich

Takich przypadków odnotowuje się rocznie kilka tysięcy, mimo, że zakłady ubezpieczeń często kierują poszkodowanego do wskazanych lekarzy. Cwaniactwo oszustów ubezpieczeniowych stawia w gorszym świetle osoby rzeczywiście poszkodowane i cierpiące. Niegroźne, z pozoru, urazy powypadkowe mają tendencję do zaostrzania objawów z biegiem czasu. Bywa, że poszkodowani sądzą się z ubezpieczycielami i czekają na wypłatę zadośćuczynienia oraz renty wiele lat. Jest to pokłosie działalności oszustów, którzy naciągają ubezpieczycieli na wypłatę zadośćuczynienia za uraz, który zdążył już ustąpić lub stopień jego nasilenia nie uniemożliwia powrotu do pracy.

W dobie skomplikowanych procedur zakładów ubezpieczeniowych wydawać by się mogło, że tego rodzaju wyłudzenia są niemożliwe. Znaczna ich część jest wykrywana np. dzięki donosom do ZUS-u. Oszuści wciąż jednak usprawniają procedery wyłudzeń, mimo, że ich wykrycie wiąże się ze zwrotem wyłudzonej kwoty oraz sankcjami karnymi.

Polowanie na jelenia

Prymitywny, ale wciąż skuteczny sposób na wyłudzenie ubezpieczenia to „czatowanie” na trudnych skrzyżowaniach lub rondach na nieostrożnych kierowców. Metoda stara jak świat polega mniej więcej na znalezieniu kolizyjnego punktu komunikacyjnego oraz wykorzystaniu nieostrożności lub nieuwagi kierowcy innego pojazdu. Dzięki temu można „wyklepać” uszkodzony wcześniej samochód na poczet nowych szkód. Jazda prawym pasem po rondzie dwupasmowym to książkowy przykład na „dzwon kontrolowany”, jak potocznie nazywa się to zjawisko. Samochód, który zechce zjechać z ronda z pasa wewnętrznego uderzy w pojazd poruszający się nadal pasem zewnętrznym.

W świetle przepisów rondo można opuścić z pasa wewnętrznego po ustąpieniu przejazdu pojazdowi na pasie zewnętrznym. Poszukiwacze dzwonów są jednak sprytniejsi – przyspieszają, udają szczerze zbulwersowanych i dobrodusznie godzą się na „załatwienie sprawy” po za policją. To chyba najłatwiejszy sposób na „zarobienie” kilkuset złotych. Oczywiście znany jest także proceder ubezpieczania samochodów na wysokie kwoty, a następnie pozorowania kradzieży, tu jednak oszuści muszą dbać o to, by auto rzeczywiście „rozpłynęło się w powietrzu”.

Przekręt kontrolowany

Kolejnym powszechnym sposobem na wyłudzenie odszkodowania od ubezpieczyciela jest zadeklarowanie naprawy samochodu częściami oryginalnymi, podczas gdy w ich miejsce wstawiono zastępniki. Popularne jest również zawyżenie kosztu naprawy w zaznajomionym warsztacie. Ostatnie lata obfitowały w wyłudzaniu kosztów wynajmu pojazdu zastępczego. Fikcyjne przedłużanie czasu korzystania z pojazdu, zawyżanie ceny jego wynajmu czy przedkładanie faktur za wynajem tego samego pojazdu do kilku szkód jednocześnie. Przy pomocy nieuczciwego pracownika wypożyczalni samochodów oszuści uzyskiwali faktury za usługi, które nie miały miejsca. Z uwagi na ten fakt, coraz więcej firm ubezpieczeniowych dysponuje własną flotą.

Mój kraj taki hojny

Kontrolowane oszustwo ubezpieczeniowe to wciąż doskonały sposób na zarobienie paru groszy. Ze względu na charakter szkody, poszkodowany może liczyć na wypłatę roszczenia od kilkuset zł do nawet kilkuset tys. zł. Szkody na osobie wyceniane są indywidualnie, ponieważ zadośćuczynienie powinno rekompensować utratę zdrowia fizycznego, psychicznego, traumę, cierpienie itd. Ponieważ nie da się go wyliczyć procentowo, kwoty roszczeń w sprawach o zadośćuczynienie potrafią być oszałamiające. Według Jana Grzegorza Prądzyńskiego, szefa Polskiej Izby Ubezpieczeń, Polska wypłaca jedne z najwyższych zadośćuczynień dla bliskich ofiar wypadków:

„W Polsce odszkodowanie za ból i cierpienie to średnio ponad 60 tys. zł, w Niemczech czy w Szwecji – maksymalnie 5 tys. euro.”

Jak dotąd najwyższe zasądzone zadośćuczynienie wraz z odszkodowaniem oraz odsetkami wynosiło ponad 2,5 mln i zostało zasądzone po niemal 10 latach walki z ubezpieczycielem Dorocie Skurnóg ze Słupska, w 2013 r.

Król życia za kratkami

Tymczasem do oszustwa ubezpieczeniowego kuszą kwoty nawet kilkadziesiąt razy niższe. Wizja remontu mieszkania, kupna nowego samochodu czy luksusowych wakacji bywa wystarczająca. Geniusze przestępczości ubezpieczeniowej muszą się jednak liczyć z konsekwencjami. Przestępstwem jest zarówno skuteczne wyłudzenie odszkodowania, jak i nieudana próba. Za oszustwo ubezpieczeniowe grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat, za wyłudzenie – od 6 miesięcy do lat 8.