- Bezprawnik -
- Gospodarka -
- Twoja praca, twoje składki, twoja przyszła emerytura. AI może zabrać wszystkie trzy naraz
Twoja praca, twoje składki, twoja przyszła emerytura. AI może zabrać wszystkie trzy naraz
Bank Światowy jest zdania, że sztuczna inteligencja może przynieść Polsce od 1,3 proc. do nawet 12,1 proc. wzrostu PKB do 2035 r. Brzmi nieźle, tylko co właściwie mieliby na tym zyskać Polacy? Potrzebujemy gwarancji, że moda na AI nie wymknie nam się spod kontroli.
Polska gospodarka mogłaby rozwijać się o jedną trzecią szybciej dzięki sztucznej inteligencji
Zdania na temat sztucznej inteligencji są podzielone. Szefowie wielkich korporacji ją uwielbiają, zwalniani przez nich pracownicy już niekoniecznie. Trudno pozostać wobec AI obojętnym. No, chyba że akurat kieruje się polską firmą.
Ponad 70 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że wdrożyło albo wdraża u siebie jakieś rozwiązania związane ze sztuczną inteligencją. W rzeczywistości w jakimś stopniu korzysta z niej 23 proc. firm. O wiele częściej sięgają po AI pracownicy – oddolnie i niekoniecznie za wiedzą pracodawcy.
Jeśli wierzyć Bankowi Światowemu, sztuczna inteligencja może stanowić trampolinę do gospodarczego sukcesu naszego kraju. Zgodnie z raportem „Navigating the Age of AI: Implications for Poland's Economy” nasze PKB może rocznie wzrastać od 1,3 proc. do poziomu nawet 12,1 proc. do 2035 roku.
Nasz kraj należy do państw, którym najwolniej idzie wdrażanie AI
Autorzy raportu zwracają uwagę na dość istotne przeszkody na drodze do sukcesu. Najważniejszą z nich jest oczywiście słabe zainteresowanie przedsiębiorców sztuczną inteligencją.
Przyjmują oni bardziej surowe kryterium od Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która w kwietniu opublikowała wyniki badania wskazującego na 23 proc. firm korzystających z AI. Raport Banku Światowego podaje dużo niższy współczynnik: zaledwie 8 proc., przy 17 proc. średniej w Unii Europejskiej.
Rozwiązania z dziedziny sztucznej inteligencji wdrażamy bez planu i głębszego przemyślenia, do czego właściwie miałaby ona nam służyć.
Prawdę mówiąc, ja się tam polskim przedsiębiorcom nie dziwię. Moda na AI ma swoje ciemne oblicza. Społeczna percepcja zdążyła się zmienić nie do poznania. Młodsze pokolenia coraz częściej manifestują swoją niechęć do tej technologii. W tym samym czasie rzeczywista opłacalność inwestycji wielkich światowych graczy staje pod znakiem zapytania.
Polscy przedsiębiorcy mają dużo racji, wykazując się ostrożnością wobec globalnej biznesowej mody
Podobnie godne zakwestionowania są szacunki przyrostu polskiej gospodarki, mające wynikać ze stosowania AI. Czym jest bowiem nawet 12,1 proc. do 2035 roku? W sprzyjających okolicznościach nasza gospodarka rozwija się w tempie nieco ponad 3,5 proc. rocznie. AI miałoby więc odpowiadać za mniej więcej jedną trzecią tego wzrostu.
Załóżmy, że rzeczywiście nasze firmy masowo rzucą się wymyślać jakieś przełomowe zastosowania sztucznej inteligencji. Mało realne, ale niech będzie. Warto w tym momencie zauważyć, że na świecie AI stanowi albo wygodne wsparcie dla dotychczasowej działalności, albo narzędzie niemalże spekulacyjne. Podstawowe pytanie brzmi: jakim kosztem uzyskalibyśmy ten wzrost?
Nie wszędzie da się wcisnąć AI
Polska gospodarka od dawna nie należy, najdelikatniej rzecz ujmując, do pionierów innowacji. Ma ona charakter mieszany. Najczęściej podawane dane wskazują, że 3,3 proc. PKB przypada na rolnictwo, 41,1 proc. na przemysł, a 55,6 proc. na usługi. AI ma potencjał przede wszystkim w tej ostatniej kategorii.
Najczęstszym sposobem na świecie, by wykorzystywać sztuczną inteligencję, jest zastępowanie nią pracowników. Ściślej mówiąc: chodzi o prostsze prace niewymagające ani „fachu w rękach”, ani specjalistycznej wiedzy z umiejętnością zastosowania jej w praktyce. Nic dziwnego, że coraz głośniej mówi się, iż sztuczna inteligencja zabierze twoją pracę.
Na celowniku AI znajdują się między innymi pracownicy niższego szczebla obsługi klienta, świeżo upieczeni programiści, tłumacze, copywriterzy i różnego rodzaju asystenci. To całkiem sporo miejsc pracy. Nie są to zresztą czcze obawy – to już się dzieje, 10 proc. Polaków narzeka na sztuczną inteligencję, która zabrała miejsce pracy.
„Zbędni” pracownicy to niezbędne państwu podatki i składki
Ktoś mógłby stwierdzić, że to wcale nie jest problem dla społeczeństwa. Czy jednak aby na pewno? Owszem, w pogoni za optymalizacją i przyrostem zysku możemy lekceważyć koszty społeczne technologicznej transformacji. Problem w tym, że potencjalnie zwolnieni pracownicy również stanowią wartość dodaną dla państwa, niezależnie od tego, kto by co myślał o ich pracy.
Każdy pracownik odprowadza składki na ubezpieczenie zdrowotne, składki ZUS i płaci podatki. Jeżeli wypchniemy ich na bezrobocie z powodu sztucznej inteligencji, to w każdym z tych systemów pojawi się całkiem sporych rozmiarów dziura.
Już teraz budżet państwa trzeszczy w szwach, a finansowanie opieki zdrowotnej stało się przedmiotem ogólnonarodowej dyskusji. Gdy chodzi o emerytury, to najwyraźniej kolektywnie stwierdziliśmy, że nie widzimy tego, jak dramatyczna stanie się sytuacja przyszłych pokoleń z ich głodowymi świadczeniami. A przecież głodowe emerytury czekają dzisiejszych trzydziestolatków nawet bez dodatkowego kryzysu na rynku pracy.
Paradoksalnie kryzys demograficzny tylko pogorszy sprawę
Jeżeli polscy przedsiębiorcy pójdą krokiem kolegów zza oceanu i ulegną modzie na optymalizację kosztów pracy poprzez zwalnianie na potęgę i modlenie się, żeby AI jednak spełniło pokładane w nim nadzieje, to tylko pogorszymy wszystkie już istniejące problemy.
Dodatkowo na to wszystko nakłada się kryzys demograficzny. Polaków jest coraz mniej i będzie tylko gorzej. Ktoś mógłby pomyśleć, że to dobrze: będzie mniej pracowników, których trzeba zastąpić sztuczną inteligencją.
Niestety w rzeczywistości przez ostatnie dekady wbijaliśmy młodym Polakom do głowy, że muszą koniecznie skończyć studia, praca fizyczna to ujma na honorze rodziny, a synonimem sukcesu jest praca okołobiurowa w korporacji. Innymi słowy: ci pracownicy „do zastąpienia” z nami zostaną.
Zakaz zastępowania pracowników AI powinniśmy wprowadzić już po pierwszej fali zwolnień
Być może rozwiązanie problemu przyszło do nas z Chin. Jeden z tamtejszych sądów orzekł, że nie można tak po prostu zwalniać pracowników, by móc zastąpić ich sztuczną inteligencją. Firmy muszą zaś wywiązać się ze swoich obowiązków społecznych i prawnych wobec pracowników. Tylko tyle i aż tyle. Nad podobnymi rozwiązaniami zaczyna się myśleć również u nas – powstanie rejestr zawodów chronionych przed AI, choć nie wszystkim się to podoba.
Tak naprawdę regulacje prawne dotyczące AI nie powinny powstawać po to, by chronić nas przed „buntem maszyn” rodem z science fiction. Najbardziej palącym problemem nie są dziś nawet zagrożenia dla naszej prywatności.
Priorytetem dla prawodawców powinno być powstrzymanie zastępowania żywych pracowników przez oprogramowanie. Jeżeli czegoś uczy doświadczenie ostatnich dekad, to przede wszystkim konieczności stawiania wielkiemu biznesowi wyraźnych zakazów, wzmocnionych drakońskimi karami za ich łamanie. A warto pamiętać, że nie chodzi wyłącznie o proste stanowiska — agenci AI wkraczają na rynek pracy i zapowiadają znacznie szersze zmiany. Lepiej zareagować teraz, niż wtedy, gdy uderzą nas wszystkich skutki uboczne dla całej gospodarki.










