Budowana skrupulatnie od ponad ćwierćwiecza polityka międzynarodowa Polski przechodzi ostatnio zauważalny kryzys tożsamości. Czy rząd Rzeczypospolitej wie, co robi, czy też sprawy zagraniczne w wykonaniu naszych polityków są równie niebezpieczne, co nóż w rękach oseska? 

Zarówno postkomuniści, jak i postsolidarnościowcy dali radę. Udało im się w skuteczny sposób prowadzić nasze sprawy od odzyskania niepodległości w 1989 roku. Polska wstąpiła do Unii Europejskiej, a jeszcze wcześniej do NATO wykorzystując fakt, iż będąca na skraju bankructwa w tym czasie Rosja nie była w stanie się tym aspiracjom sprzeciwić. Możliwe, że w ostatnim stuleciu było tylko kilka takich lat, kiedy Polska mogła zupełnie zignorować prężone muskuły wschodniego bandyty sąsiada i politycy, choć często słusznie krytykowani, dali radę wykonać kluczowe strategiczne założenia dla naszego kraju.

Po wstąpieniu do NATO i Unii Europejskiej było jeszcze lepiej. Być może nawet w sojusz militarny angażowaliśmy się aż za mocno (do dziś wiele źródeł twierdzi, że Polska jako jeden z kilku krajów była najeźdźcą Iraku), ale kto wie – może kiedyś właśnie ta kwestia, że my pomagaliśmy Amerykanom, kiedy byli w potrzebie, zadecyduje w sytuacji kiedy narody świata będą musiały odpowiedzieć sobie na pytanie czy Sojusz Północnoatlantycki nie jest tak naprawdę martwym sojuszem, a my znajdziemy się w potrzebie. Polityka międzynarodowa musi stale szukać odpowiedzi na takie pytania.

W Unii Europejskiej mieliśmy wzloty i upadki, jednakże zdecydowanie więcej sukcesów. Polska dała się poznać jako zręczny negocjator, tempo wzrostu imponowało wszystkim członkom wspólnoty, aż wreszcie z czasem nasz kraj wyrósł na jeden z jej ważniejszych podmiotów, zaś Francja i Niemcy zabiegali o przychylność Polski, by mieć na forum europejskim dostatecznie silnego partnera „skrzydłowego” do prezentowania swoich racji.

Pod dyktando Radosława Sikorskiego zostało napisane Partnerstwo Wschodnie, które umiarkowanie chętnie „przyklepała” zmuszona naszą i szwedzką presją Unia Europejska, co w dużej mierze miało zapewnić Polakom nowe rynki zbytu oraz cywilizowanie wschodnich rubieży. Wreszcie, po rozpoczęciu wojny na Ukrainie, to Polacy zostali ambasadorami wschodniego sąsiada w zachodnim świecie (Ukraińcy popełnili poważny błąd nie doceniając tej pomocy). W marcu 2014 Sikorski podpisał się w Kijowie pod dokumentami decydującymi o przyszłości Ukrainy. Ostatnim razem polskie wpływy o tej doniosłości sięgały tak daleko na wschód prawdopodobnie jeszcze przed epoką Chmielnickiego.

Grupa Wyszehradzka nie jest sukcesem

Nie da się ukryć, że Sikorski był wybitnym ministrem spraw zagranicznych, który sprawnie realizował międzynarodowe cele naszego kraju. Również jego poprzednicy w zdecydowanej większości wykonywali dobrą pracę. Musimy bowiem zdawać sobie sprawę, że niezależnie od tego ile razy odmienimy pojęcia przez „polskość” w jednym zdaniu i ilu narodowych bohaterów z honorami nie pochowamy, Polska nie będzie mocarstwem. Nie będziemy w najbliższym czasie silniejsi niż Wielka Brytania czy Niemcy. Dlatego też warto zachowywać się adekwatnie do swoich możliwości, niż kompromitować niczym niezbyt bystra piosenkarka, która ubzdurała sobie, że jest wybitną intelektualistką.

Za czasów lubianych i cenionych na arenie międzynarodowej (choć w kraju budzących kontrowersje) Tuska i Sikorskiego Polska była traktowana nawet jako nieco mocniejszy partner, niż w istocie nim była. Za kadencji ministra Waszczykowskiego odnoszę wrażenie, że Polska odbierana jest już znacznie poniżej swoich realnych możliwości. Za sukces dyplomacji uznaje się między innymi rekonstrukcję ignorowanej w ostatnich latach Grupy Wyszehradzkiej. A były tylko dwie przyczyny powrotu tej formacji do łask i szczególnie drugi nie napawa optymizmem.

Przede wszystkim – po raz pierwszy od bardzo dawna państwa GW tak naprawdę miały wspólne interesy, które na co dzień są zupełnie rozbieżne, żeby nie powiedzieć – konkurujące ze sobą. Po drugie – wzrost znaczenia GW jest niestety smutną konsekwencją spadku znaczenia Polski. W poprzednim układzie byłaby ona państwem kompletnie dominującym Grupę Wyszehradzką. Dziś nasza siła oddziaływania na UE i kraje regionu jest słabsza, partnerzy z południa przestali się obawiać tej siły, co gorsza premier znacznie mniejszych i słabszych Węgier pełni w tym nieformalnym sojuszu rolę przywódczą, zaś polski rząd zdaje mu się poddawać bezwiednie, bezgranicznie ufając i to w imię przedwiecznych tradycji sympatii pomiędzy dwoma narodami.

Polityka międzynarodowa w ruinie

Politykę międzynarodową Waszczykowskiego można by było podsumować w zasadzie jednym zdaniem – za głównego sojusznika w Unii Europejskiej wybrał sobie Wielką Brytanię, a pół roku później Brytyjczycy postanowili opuścić Wspólnotę. To naprawdę symbolicznie wyczerpuje cały temat niniejszego wpisu, ale i tak postaram się udowodnić czemu polityka międzynarodowa znajduje się w ruinie.

W zasadzie do końca nie wiadomo czemu, chyba tylko w imię uprzedzeń sprzed lat, ale Polska nieformalnie znajduje się w stanie zimnej wojny z Niemcami. Polityka pomiędzy obydwoma państwami utknęła w tak martwym punkcie, że już praktycznie się jej nie dyskutuje. Z drugiej strony te relacje i tak są dość dobre, jak na to, że polscy politycy notorycznie walczą z niemieckim przemysłem i mediami w Polsce (być może częściowo słusznie, jednak w złym stylu), a nieformalny wódz państwa polskiego twierdzi, że kanclerz była agentką Stasi. Szkoda marnować ten czas, bo prawdopodobnie w historii nie było i nie będzie już w Niemczech polityka bardziej życzliwego Polsce.

Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, Francuzi wstrzymali sprzedaż swoich okrętów Rosjanom. Jednym z państw, które najmocniej naciskały na taką reakcję, była oczywiście Polska. Jednakże nie przeszkadzało to Polakom, by wyprzeć się na Francuzów w sprawie Caracali, a przecież z tym całym kupowaniem uzbrojenia za granicą w dużej mierze o to właśnie chodzi, by podtrzymywać dobre relacje sojusznicze.

Warto nadmienić, że rozmowy odwołały osoby ze środowiska, które przed laty – jeżeli pamięć mnie w tej kwestii nie myli – kwestionowało zakup F-16. Dziś wspomniane F-16 są dumą polskiego wojska i wszyscy, jak jeden mąż cieszymy się, że mamy je nad głową. Tym samym Polacy dość poważnie zrazili do siebie jedynego alternatywnego do Niemiec poważnego partnera w Europie, a na dodatek do tej pory nie do końca wiadomo czemu ostatecznie nie zdecydowano się na Caracale. Niektórzy komentatorzy są zdania, że zadecydowała sytuacja wewnętrzna, brak środków na 500+ czy też nie porozumiano się ku uciesze związkowców z Solidarności, z zamiarem powierzenia produkcji polskiej firmie. Wspieramy polski przemysł, ale umów należy dotrzymywać, zwłaszcza jeśli cierpi na tym polityka międzynarodowa.

Również relacje z instytucjami europejskimi przeżywają głęboki kryzys. Unia Europejska niestety przestała poważnie traktować polskich polityków, traktując ich jako podmioty groteskowe i niepoważne. Jest to oczywiście skutek kompletnego braku „umiejętności miękkich”, ponieważ nawet Orban – będący prawdziwym utrapieniem Unii – jest tam traktowany z należytym szacunkiem, jako głos, z którym należy się liczyć. Nie tylko treść, ale forma polskiej polityki kompletnie zrujnowała wizerunek kraju w Brukseli. Nie pomaga też złożona sytuacja wewnętrzna czy kryzys konstytucyjny, w wyniku którego nieprzyzwyczajone do tego typu standardów społeczeństwa zachodnie z przerażeniem obserwują poczynania Polski.

Nie sposób też przemilczeć ostatnie groteskowe wypowiedzi na temat braku poparcia dla Donalda Tuska. Donald Tusk mógłby być najgorszym człowiekiem na świecie, ale wciąż jest „naszym” człowiekiem w Brukseli. I przez „naszym” nie rozumiem narodowości – to on był głównym antagonistą Angeli Merkel w kryzysie imigracyjnym wskazując bardziej sensowne, zgodne z polskim punktem widzenia rozwiązania. Także on popiera utrzymanie sankcji nałożonych na Rosję. Dyskredytowanie tak użytecznego i życzliwego naszym interesom polityka świadczy wyłącznie o małości i krótkowzroczności Jarosława Kaczyńskiego. Ktoś na zachodzie Europy celnie skomentował tę sytuację, że na pewno nie jest to przejawem patriotyzmu.

Polityka międzynarodowa na wschodzie

Jeśli cokolwiek dobrego można powiedzieć o polityce międzynarodowej Waszczykowskiego, to jest to próba ocieplenia relacji z sąsiadami. Poza Litwą, z którą sytuacja stale się zaognia, ale akurat w tym wypadku winni są Litwini. Przy czym poprawienie relacji z Czechami i Słowakami to w dużej mierze skutek kryzysu imigracyjnego, a także wspomnianego spadku znaczenia Polski. Relacje z Ukrainą utrzymujemy na dobrym poziomie, jednak zaciskamy zęby na liczne akty kultywowania banderyzmu i realizujemy amerykańską rację stanu milcząc na temat spraw, które są z naszego punktu widzenia istotne.

Osobiście bardzo cieszy mnie otwarcie na Białoruś. Łukaszenka chyba zdał sobie przed kilkoma laty sprawę, że Rosja niekoniecznie jest najlepszym rozwiązaniem dla jego państwa. Sami Białorusini to ludzie bez przesadnie mocno wykształconej tożsamości narodowej, nie mają też żadnych realnych i historycznych zatargów z Polakami. Obecnie jest to niemożliwe, ale wiele może się zmienić na wschodzie w najbliższych latach, należy uważnie monitorować sytuację Białorusi i utrzymywać z nią dobre relacje, bo kiedyś może być dla Polski ważnym partnerem w regionie.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Podobnie cieszy mnie otwarcie na rozmowy z Chinami. Niewykluczone, że z punktu widzenia Polski Chiny są obecnie najważniejszym państwem na świecie, a dobre umowy handlowe z tym krajem czy przyszłe plany infrastrukturalne mogą ukształtować naszą pozycję na następne stulecia. Andrzej Duda stara się utrzymywać relacje z Chińczykami, co jest bardzo ważne, niestety jak na razie nie mamy żadnych sygnałów o owocach tych rozmów.

Relacje z Rosją są zimnowojenne, choć w tej materii i tak można być mile zaskoczonym, że Polacy jeszcze nie zdecydowali się na wypowiedzenie wojny. Niestety, równie powściągliwi nie są Rosjanie, którzy realnie wprawdzie raczej nie stwarzają zagrożenia, ale ich teatr działań zbrojnych budzi uzasadniony niepokój. Nie udało się też odzyskać wraku TU-154, co było największym dowodem „nieudacznictwa” Radosława Sikorskiego, natomiast w tej wyliczance porażek Witolda Waszczykowskiego jest taką drobnostką, że wspominam o niej tylko z czystej złośliwości.

No i gdzie są ci Amerykanie?

W przededniu wyborów prezydenckich dyskusja o relacjach ze Stanami Zjednoczonymi jest nieco bezzasadna. Te są na szczęście poprawne, ale też warto przypomnieć, że z powodu kryzysu konstytucyjnego Amerykanie przez pewien czas wahali się czy przylecieć do Polski. Jeśli przypomnimy sobie Baracka Obamę besztającego na konferencji prasowej naszego Prezydenta na temat istoty zasad demokracji, niewątpliwie nie była to chwila tak napawająca dumą jak na przykład słynne przemówienie „We, the People” Lecha Wałęsy przed amerykańskim Kongresem lata temu.

Mam nadzieję, że mnogość podanych powyżej przykładów dostatecznie dowodzi, iż powyższy artykuł nie wynika z uprzedzeń autora względem polityków Prawa i Sprawiedliwości, a jest po prostu konsekwencją bezsensownych, pozbawionych logiki działań, które niestety konfliktują – nie tylko we frazesach – Polskę z całym światem, mają wpływ na jej kondycję gospodarczą, siłę polityczną oraz – co najważniejsze – bezpieczeństwo. Dobra polityka międzynarodowa jest w dzisiejszych czasach, gdy tradycyjne wojny odchodzą powoli (miejmy nadzieję) do lamusa, szczególnie istotna.

Witolda Waszczykowskiego można pochwalić za znaczący lifting swojej prezencji, gdy za duże marynarki zamienił na dopasowane garnitury, a zarost dodał mu powagi mędrca. Jakkolwiek błaha wydaje się ta refleksja – to też jest ważne. Jednakże obecny minister spraw zagranicznych jest beznadziejnym strategiem i niestety fatalnym dyplomatą, a więc nie posiada żadnej z cech potrzebnych na jego stanowisku. Pomijając ogólny chaos geostrategiczny współczesnej Polski, nie pomaga też notorycznymi wypowiedziami publicystycznymi, których urzędnikowi tego formatu wypowiadać po prostu nie wypada. I wcale nie jest wtedy nagrywany z ukrycia. Z tego też względu, choć prawdopodobnie polityka międzynarodowa nie jest tworzona wyłącznie w MSZ, Premier Beata Szydło powinna czym prędzej znaleźć nowego kandydata.

Fot. tytułowa: Polityka międzynarodowa, Zgrizzlywy/Wikimedia, CC BY-SA 3.0 PL