- Bezprawnik -
- Biznes -
- Putin właśnie zabrał Auchanowi i Leroy Merlin wszystko. Zostali z niczym
Putin właśnie zabrał Auchanowi i Leroy Merlin wszystko. Zostali z niczym
Władimir Putin jednym dekretem przejął kontrolę nad rosyjskimi aktywami Auchana, koncernu Nestlé i sieci działającej dawniej jako Leroy Merlin. Firmy, które przez ponad trzy lata tłumaczyły swoją obecność na rynku agresora troską o pracowników i klientów, w praktyce straciły majątek wart, według szacunków, kilka miliardów euro. Interes z Kremlem skończył się dokładnie tak, jak zapowiadali ci, których w 2022 roku wyśmiewano za nawoływanie do bojkotu.
Putin przejmuje Auchan i dawne Leroy Merlin
Dekret podpisano wieczorem 17 września 2026 roku. Obejmuje on rosyjskie aktywa francuskiej sieci Auchan (według doniesień prasowych to około 230 hipermarketów w blisko 100 miastach), sześć fabryk Nestlé oraz ponad sto marketów budowlanych, które kiedyś nosiły szyld Leroy Merlin, a dziś działają pod marką Lemana Pro. O treści dokumentu jako pierwszy poinformował rosyjski portal Meduza.
Zarządzanie przejętym majątkiem trafiło w ręce spółki L.E.V. Management. To podmiot praktycznie nieznany: jak podaje portal Fronda, powołując się na niezależne rosyjskie media, firma do niedawna wykazywała minimalną aktywność, a w jej strukturach figurował zaledwie jeden pracownik. Formalnie chodzi o „tymczasowy zarząd”, a nie o konfiskatę. Kreml uzasadnia decyzję tym, że dotyczy ona przedsiębiorstw z „nieprzyjaznych państw”.
Reakcje samych firm są ostrożne. Nestlé zapowiedziało, że przeanalizuje sytuację i podejmie kroki w obronie swoich praw oraz interesów pracowników. Rosyjski Auchan zwrócił się do władz o wyjaśnienia i zaznaczył, że jego sklepy na razie funkcjonują normalnie. Warto odnotować, że rosyjskie markety Leroy Merlin zostały pod koniec 2023 roku sprzedane zarejestrowanej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich spółce Scenari Holding, co miało być eleganckim sposobem na oddzielenie francuskiego właściciela od toksycznego rynku. Dekret objął jednak także niewielki udział francuskiej grupy Adeo w rosyjskim podmiocie, więc i ten manewr okazał się połowicznym sukcesem.
„Tymczasowy zarząd”, czyli rosyjski eufemizm na wywłaszczenie
W rosyjskim porządku prawnym słowo „tymczasowy” bywa mylące. Mechanizm, z którego skorzystał Putin, opiera się na dekrecie z kwietnia 2023 roku o tymczasowym zarządzaniu niektórymi składnikami majątku. Wprowadzono go oficjalnie jako odpowiedź na zachodnie sankcje i ograniczenia praw własności nałożone na rosyjskie firmy i obywateli. W praktyce dał on Kremlowi narzędzie do przejmowania aktywów spółek z krajów uznanych za wrogie.
Od Danone i Carlsberga do sieci handlowych
Historia poprzednich „tymczasowych” zarządów pokazuje, dokąd zwykle prowadzi ta droga. W lipcu 2023 roku pod taki zarząd trafiły rosyjska spółka Danone oraz browar Bałtika należący do duńskiego Carlsberga. Dyrektorem generalnym znacjonalizowanego Danone Rosja został Jakub Zakrijew, siostrzeniec czeczeńskiego przywódcy Ramzana Kadyrowa, o czym pisał między innymi „Forbes”. Baltiką pokierował z kolei człowiek związany z oligarchami z najbliższego otoczenia Putina. Wcześniej, wiosną 2023 roku, Kreml przejął elektrownie fińskiego Fortum i niemieckiego Unipera.
Schemat powtarza się z żelazną regularnością: najpierw „tymczasowy zarząd”, potem cofnięcie licencji lub wymuszona sprzedaż majątku za ułamek wartości podmiotom powiązanym z władzą. Skala tego procederu jest ogromna. Jak wyliczył Reuters, do końca 2025 roku rosyjskie władze przejęły w różnych formach zagraniczne aktywa o wartości przekraczającej 50 miliardów dolarów. W państwie rządzonym przez autorytarny reżim prawo własności jest fikcją, którą można unieważnić jednym podpisem.
Nie jest to zresztą żadna nowość. Rosja ma za sobą ponad stuletnią tradycję zawłaszczania cudzego kapitału, sięgającą bolszewickich nacjonalizacji po 1917 roku, gdy zagraniczni inwestorzy z dnia na dzień tracili wszystko, co zbudowali. Firmy, które po 2022 roku zakładały, że ich rosyjskie spółki są bezpieczne, obstawiały więc przeciwko całemu wiekowi historii.
Dlaczego akurat te sieci? Krótka historia biznesu z Kremlem
Auchan, Decathlon i Leroy Merlin łączy wspólny rodowód: należą do imperium francuskiej rodziny Mulliez, powiązanego z grupą Adeo. Po napaści Rosji na Ukrainę to właśnie te trzy marki stały się w Polsce symbolem gospodarczej obojętności wobec wojny. Kiedy znaczna część zachodniego biznesu wychodziła z rynku agresora, one zostawały, a ich argumentacja bywała trudna do przełknięcia. Prezes Auchan tłumaczył wówczas, że sieć musi „chronić Rosjan i ich portfele” oraz że działa na rzecz ludności cywilnej.
Na łamach Bezprawnika wracaliśmy do tego tematu wielokrotnie. Pisaliśmy o Leroy Merlin i Auchan w sieci tylko źle, relacjonowaliśmy badania pokazujące, że bojkot Leroy Merlin i Auchan dalej trwa, a determinacja, z jaką Auchan w Rosji trzymał się tamtejszego rynku, wracała w kolejnych tekstach. Konsumenci pytali nawet, czy protest może przybrać formę prawną, na przykład zwrot produktu z powodu działalności w Rosji. Odpowiedź brzmiała: przepisy takiego uprawnienia wprost nie przewidują, ale portfel konsumenta pozostaje najskuteczniejszym narzędziem nacisku, jakim dysponuje.
Na tym tle wyróżniał się Decathlon, który jako pierwszy z tej trójki zamknął sklepy w Rosji, choć oficjalnie tłumaczył to problemami z dostawami, a nie presją klientów. Leroy Merlin trzymał się najdłużej i próbował ratować sytuację sprzedażą rosyjskiego biznesu lokalnym menedżerom oraz zmianą szyldu. Jak się właśnie okazało, żadna z tych kalkulacji nie ochroniła aktywów przed Kremlem.
Bojkot, z którego się śmiano, i rachunek za brak przyzwoitości
Konsumencki bojkot z 2022 roku bywał traktowany protekcjonalnie. Dane aplikacji PanParagon pokazywały, że Polacy dość szybko wrócili do hipermarketów, a najgłośniej bojkotowany Leroy Merlin okazał się najmniej dotknięty. Formułowano wtedy wniosek, że presja klientów to gest bez realnych skutków, a firmy i tak spokojnie zarabiają na rosyjskim rynku.
Wrześniowy dekret Putina każe spojrzeć na tamten spór inaczej. Sieci, które zostały, żeby nie tracić dochodów z Rosji, straciły w efekcie znacznie więcej: całe rosyjskie aktywa, i to bez rekompensaty na warunkach, które ktokolwiek na Zachodzie uznałby za uczciwe. Firmy, które wyszły wcześniej i pogodziły się z jednorazową stratą, wyszły z tej historii z reputacją i bez ryzyka, że ich majątkiem będzie dysponować spółka z jednym pracownikiem i generał policji w tle.
Przyzwoitość, czyli wycofanie się z rynku państwa prowadzącego wojnę napastniczą, okazała się też rozsądniejszą decyzją finansową. Kto liczył, że da się jednocześnie zachować twarz i rosyjskie rubelki, przekonał się, że Kreml prędzej czy później zabiera jedno i drugie.










