- Bezprawnik -
- Biznes -
- Collegium Humanum musi oddać całe czesne za MBA. Zapadły pierwsze prawomocne wyroki
Collegium Humanum musi oddać całe czesne za MBA. Zapadły pierwsze prawomocne wyroki
Dwa warszawskie sądy prawomocnie przesądziły, że dawna Collegium Humanum (dziś Uczelnia Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia") ma zwrócić byłym słuchaczom studiów MBA całe wpłacone czesne, a nie jego regulaminowy ułamek. To pierwsze rozstrzygnięcia w tego typu sprawach, które są już nie tylko ostateczne, ale też wykonane. Sądy poszły przy tym dalej, niż mogła zakładać uczelnia: uznały, że w realiach afery sam dyplom tej placówki niewiele jest wart, a odpowiedzialność za taki stan rzeczy spoczywa na szkole.
Dotychczasowe doniesienia o wygranych studentów dotyczyły orzeczeń nieprawomocnych, a więc takich, od których wciąż przysługiwały środki zaskarżenia. Tym razem jest inaczej. Chodzi o dwa wyroki Sądu Okręgowego w Warszawie z 2 czerwca 2026 r. (sygn. akt V Ca 1373/26 oraz V Ca 586/26), które oddaliły apelacje uczelni i utrzymały w mocy zasądzony wcześniej zwrot opłat. Studentów reprezentował adwokat Marek Budzianowski.
Co dokładnie orzekły sądy w sprawie zwrotu czesnego
Sprawy toczyły się dwutorowo. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w dwóch odrębnych postępowaniach uwzględnił powództwa i zasądził na rzecz słuchaczy zwrot wpłaconych kwot. Uczelnia zaskarżyła oba wyroki, ale Sąd Okręgowy jej apelacje odrzucił. Orzeczenia stały się prawomocne, a zasądzone kwoty zostały już wypłacone.
Argumentacja obu instancji była zbieżna. Celem umowy zawartej ze słuchaczem było zdobycie wykształcenia potwierdzonego dyplomem, a skoro nie doszło ani do egzaminu końcowego, ani do wydania dokumentu, cel ten pozostał nieosiągnięty. Sam udział w zajęciach niczego w sytuacji absolwenta na rynku pracy nie zmienił. Sądy dodały, że legitymowanie się takim dyplomem nie potwierdza w wiarygodny sposób kwalifikacji, a winę za to ponosi placówka, nie student.
Dlaczego to zwrot całości, a nie regulaminowe potrącenie
Regulaminy uczelni zwykle przewidują, że przy rezygnacji ze studiów słuchacz odzyskuje jedynie część opłat, po potrąceniu kosztów manipulacyjnych czy czesnego za rozpoczęty okres. W tych sprawach chodziło jednak o zupełnie inną podstawę. Kancelaria uznała, że mamy do czynienia z niewykonaniem umowy po stronie uczelni, co otworzyło drogę do odstąpienia od niej i żądania zwrotu wszystkiego, co student zdążył wpłacić.
Umowa o świadczenie usług edukacyjnych to umowa wzajemna, a gdy jedna strona nie realizuje swojego świadczenia, druga może (co do zasady po wyznaczeniu dodatkowego terminu) od umowy odstąpić na podstawie art. 491 Kodeksu cywilnego. Skuteczne odstąpienie od umowy niweczy jej skutki wstecz i uprawnia do domagania się zwrotu całości spełnionego wcześniej świadczenia. To dlatego liczy się nie regulaminowa tabela potrąceń, lecz niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy przez samą uczelnię.
Warto zauważyć, że regulaminowe zapisy wyłączające zwrot wpłaconych pieniędzy w razie odstąpienia od umowy mogą być w relacji z konsumentem uznane za klauzule abuzywne, a wtedy po prostu nie wiążą słuchacza. Kodeks cywilny wprost wskazuje jako niedozwolone postanowienia pozbawiające konsumenta prawa do zwrotu zapłaty za świadczenie, którego druga strona nie spełniła.
Adwokat Marek Budzianowski, pełnomocnik studentów, w komentarzu dla Bezprawnika ujął to następująco: „Student nie musi godzić się na regulaminowe zasady częściowego zwrotu: jeżeli uczelnia nie wykonuje umowy, słuchacz może od niej odstąpić i żądać zwrotu całości wniesionych opłat".
Sądy: wartość dyplomu skompromitowanej uczelni jest wątpliwa
Sądy dostrzegły, że problem dotyczy nie tylko braku egzaminu i papieru, ale samej rynkowej wartości dyplomu wydawanego przez tę konkretną uczelnię. Tło jest powszechnie znane: afera dotycząca handlu dyplomami MBA oraz komunikat Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zgodnie z którym dokumenty tej placówki nie są honorowane przez Radę ds. spółek Skarbu Państwa przy opiniowaniu kandydatów do rad nadzorczych. W efekcie sam fakt, że ktoś próbował legalnie i rzetelnie ukończyć studia na tej uczelni, potrafi dziś zaszkodzić w rekrutacji.
„Co jednak w mojej ocenie ma znaczenie najbardziej doniosłe to dostrzeżenie przez sądy, że wątpliwa jest sama wartość wydawanych przez uczelnię dyplomów w realiach powszechnie znanych doniesień medialnych" — wskazał w swoim komentarzu Budzianowski. Jak dodał, „taki stan rzeczy nie wynikał natomiast z działań czy zaniechań studenta, zatem nie może on ponosić z tego tytułu negatywnych konsekwencji".
To rozróżnienie jest istotne, bo odcina uczelnię od wygodnej linii obrony, w myśl której zajęcia się przecież odbywały, a materiały wysyłano. Rzecz w tym, że nawet kupienie dyplomu przez część „absolwentów" tej placówki odbiło się na wiarygodności wszystkich pozostałych. Rzetelny słuchacz płaci więc podwójnie: raz za studia, których nie da się dokończyć, a drugi raz reputacją dokumentu, którego wolałby dziś nie pokazywać pracodawcy.
Wpisy do KRD i inne konsekwencje po stronie słuchaczy
Kłopoty byłych studentów nie ograniczają się do samych opłat. Z wystąpień Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że uczelnia dopisywała słuchaczy do Krajowego Rejestru Długów z tytułu zaległego czesnego za okres, w którym sama nie świadczyła już usług, a część osób, które wypowiedziały umowy, dostawała monity o rozliczenie. Pod koniec 2025 r. KRD BIG rozwiązał umowę z uczelnią, a przekazane przez nią wpisy zawieszono.
Dla konsumenta to praktyczna nauka, że nawet wpis do rejestru dłużników można kwestionować. Jeśli zobowiązanie jest sporne albo nie istnieje, przysługuje sprzeciw do biura informacji gospodarczej, a wierzycielowi, który dopisuje nieistniejący dług, grozi odpowiedzialność, z grzywną włącznie.
Co z tych wyroków wynika dla innych byłych studentów Collegium Humanum?
Formalnie polskie sądy nie są związane wcześniejszymi orzeczeniami w innych sprawach, więc każdy przypadek ocenia się indywidualnie. Praktycznie jednak prawomocny i wykonany wyrok to konkretny drogowskaz: pokazuje, że roszczenie o zwrot całości czesnego, oparte na niewykonaniu umowy przez uczelnię, potrafi się obronić w obu instancjach.
Kto rozważa podobny krok, powinien pamiętać o kilku rzeczach. Odstąpienie od umowy wymaga formalnego oświadczenia, najlepiej z wyznaczeniem uczelni dodatkowego terminu na wykonanie zobowiązania. Roszczenie obejmuje zwrot wpłaconych opłat, a odrębnie można dochodzić odszkodowania czy zadośćuczynienia za stracony czas, tyle że tu trzeba już wykazać rozmiar poniesionej szkody. Sytuacja różni się też w zależności od tego, czy oceny z tej uczelni da się przepisać na inną, czy studia trzeba będzie zaczynać od zera.










