Do Barcelony przez Warszawę
Mieszkam w Poznaniu i wychodzę z tego założenia, że jest to jedno z lepszych miast pod kątem podróży samolotem. Jest lotnisko Poznań-Ławica, z którego dolecimy w wiele miejsc na wakacje – jest Dubaj, Malaga, Rzym, Londyn, i wiele innych. Można dolecieć na przesiadkę do Warszawy i Frankfurtu, a do niedawna także do Monachium. Do niedawna, bo ostatnio Lufthansa zdecydowała się obciąć to połączenie. Cóż, jakoś przeżyjemy – oby rynek wypełnił tę pustkę. Tutaj aż się prosi, żeby wszedł polski LOT.
Nawet jeśli nie dolatujemy do innego lotniska, to podróż samochodem lub pociągiem na inne lotniska w pobliżu to kwestia 2-3 godzin. Berlin, Wrocław, Gdańsk, Warszawa, a na dokładkę jeszcze mniejsze lotniska regionalne w Szczecinie, Bydgoszczy czy Zielonej Górze. Jest w czym wybierać.
Ostatniego sylwestra miałem przyjemność spędzać w Barcelonie. Trzeba było się jakoś dostać, więc opcje były co najmniej trzy. Lot LOTem z Poznania z przesiadką w Warszawie, lot bezpośredni Lufthansą z Berlina i lot bezpośredni z Warszawy Wizz Airem. Wybór padła na pierwszą opcję.
To się opłaca
Ale jak to? Z przesiadką? Tak, i naprawdę nie ma się czego bać. Czasowo wychodzi bardzo podobnie. Do Berlina lub Warszawy musiałbym dojechać, na co poświęciłbym ok. 3 godziny. Do tego wypadałoby być na lotnisku tak ok. 1 godzinę przed odlotem, gdy podróżuję na samym bagażu podręcznym. A no właśnie, bagaż podręczny – tutaj też jest istotna kwestia. LOT i Lufthansa mają w cenie biletu walizkę kabinową, nie trzeba dopłacać jak w Ryanairze czy Wizz Airze.
Lecimy z Poznania do Warszawy ok. pół godziny, na Okęciu czekam dwie godziny, a do Barcelony docieram w ok. dwie i pół. Razem w jedną stronę wychodzą ok. 6-7 godzin. Dużo? Może się tak wydawać, ale pozostałe opcje byłyby porównywalne. Nie tylko czasowo, ale i cenowo.
Bezpośredni lot Wizz Airem z Warszawy tym razem dla mnie, mieszkańca Poznania, odpada. To może ta Lufthansa? Znana niemiecka marka, rozpoznawalna na całym świecie, więc pewnie obsługa pasażera na samym pokładzie poziom wyżej niż w PLL LOT.
Nic bardziej mylnego
Oj jak bardzo mogą się zdziwić, którzy jeszcze nie spróbowali jednego lub drugiego. Powiem dosadnie – to Lufthansa ma się czego uczyć od LOTu. Nie przesadzam. Wchodzimy na pokład Embraera w Poznaniu, i nawet na tak krótkim dystansie otrzymujemy drożdżówkę i wodę. Co od Lufthansy na trasie Poznań-Frankfurt? Woda i malutka, mleczna czekoladka, choć lot dłuższy.
A co z tymi dłuższymi lotami? Siadajcie, opowiem wam wspaniałą historię, której nie uświadczycie nie tylko w low-costach, ale także w Lufthansie. Pasażerowie LOTu na trasie Warszawa-Barcelona dostali znów słodką drożdżówkę ze śliwkami lub wytrawną z kapustą i grzybami. Do picia? Proszę bardzo, w cenie mamy wodę, herbatę, kawę, soki i nawet wino. Dzieci dostają nawet upominki. Lecąc Lufthansą dostaniemy znów wodę i czekoladkę.
Ale to nie wszystko. Obsługa pokładowa LOTu po tym wszystkim rozdaje wszystkim po toruńskim pierniku. No co, w końcu mamy okres świąteczny, więc idealna okazja, aby promować polskie specjały. Z tego co wiem, to na 11 listopada LOT rozdawał pasażerom rogale świętomarcińskie. Prosta rzecz, a jak mocno wpływa na wrażenia podczas podróży.
Linie lotnicze nie są od tego
Być może niektórzy stwierdzą, że wyciąganie tak daleko idących wniosków odnośnie linii lotniczych bazując na rozdawanych przekąskach w trakcie rejsu jest przesadzone. Ale tak naprawdę na jakiej podstawie mielibyśmy oceniać linie lotnicze jak nie na podstawie tego, co oferują swoim pasażerom?
Zarówno LOT jak i Lufthansa są liniami czterogwiazdkowymi według rankingu Skytrax. Nie jest to najwyższy rating, bo pięcioma gwiazdkami mogą pochwalić się m.in. Singapore Airlines, Korean Air czy Etihad Airways. Te linie nie pojawiły się tam jednak przypadkowo. Wszystko rozchodzi się o komfort pasażera.
W tym gronie nigdy nie znajdziemy tanich linii lotniczych, gdzie wszystko jest obcięte do minimum. W cenie jest tylko mały plecak, żadnej przekąski czy napoju na pokładzie, miejsca między fotelami jedne z najmniejszych na rynku. Chodzi tylko o to, żeby dolecieć na miejsce. I ja to w pełni rozumiem, bo sam z tych linii korzystam – tym bardziej, że często po prostu nie ma innej opcji.
Nikt jednak nie jest w stanie podważyć tego, że LOT robi dobrą robotę. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że trzymam kciuki, aby rozwijał się dalej, promując Polskę w świecie. Nie bójcie się jednak latać Lufthansą czy innymi liniami. Mamy to szczęście żyć w Europie, gdzie jakość, a co najważniejsze bezpieczeństwo dostępnych linii lotniczych jest na naprawdę wysokim poziomie.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj