Praca fryzjerów ma to do siebie, że jej efekty często są nieodwracalne
Tak dzieje się np. w przypadku obcinania włosów. Gdy klient jest niezadowolony z tego rodzaju usług, ma prawo do złożenia reklamacji.
Praktyki zakładów bywają w tym różne. Jedne przyjmują je w formie ustnej i rozpatrują od razu. Jeśli uznają roszczenie klienta, mogą obniżyć cenę usługi lub zrezygnować z przyjęcia za nią pieniędzy.
Równocześnie reklamacja może wymagać formy pisemnej. W takiej sytuacji za usługę często i tak należy zapłacić pełną cenę. Istnieje jednak szansa na jej częściowy bądź całkowity zwrot po uwzględnieniu roszczenia.
W tym miejscu nasuwa się pytanie: a co z przypadkami, w których fryzurę da się w prosty sposób przywrócić do poprzedniego stanu?
Zamiast wypuścić klientkę z darmowymi lokami, można jej zaproponować umycie włosów
Agnieszka (imię zmienione) prowadząca własny salon fryzjerski podzieliła się ze mną ciekawą historią. Gdy klientka przekazała, że nie podoba się jej efekt końcowy wykonanej przez nią pracy i odmówiła za nią zapłaty, dzięki swojemu doświadczeniu wiedziała co robić.
Wspomniana pani chciała złożyć reklamację, by uniknąć w ten sposób uiszczenia należności lub otrzymać znaczący rabat. Agnieszka jednak miała podejrzenia, że chce ona wyłudzić wykonanie stylizacji za darmo.
Przez cały czas z zainteresowaniem przyglądała się mojej pracy, a dopiero na końcu zgłosiła mi, że jest z niej niezadowolona – mówi kobieta.
Ponieważ kręcenie włosów z wykorzystaniem lokówki to w pełni odwracalny proces, Agnieszka zaproponowała klientce ich umycie i doprowadzenie fryzury do stanu poprzedniego, deklarując, że nic za to nie policzy.
Kobieta była zaskoczona jej reakcją. Sądziła najprawdopodobniej, że nie płacąc za stylizację, będzie mogła wyjść z nią z salonu lub ewentualnie otrzymać za jakiś czas zwrot pieniędzy.
Takie próby się zdarzają, ale to naprawdę nieliczne sytuacje – wyjaśnia Agnieszka. Wszelkie tego typu działania warto jednak ukracać w zarodku. Kiedy klientka bezskutecznie je podejmie, niechętnie zrobi to po raz kolejny.
Reakcję fryzjerce z pewnością ułatwiło to, że jako właścicielka salonu mogła podjąć decyzję w problematycznej kwestii
Z prawnego punktu widzenia takie działanie było w pełni legalne. Fryzjerka zrezygnowała z wynagrodzenia, ale jednocześnie uniknęła sytuacji, w której klientka cieszyłaby się efektami jej pracy za darmo.
Ewentualną reklamację mogłabym rozpatrzyć negatywnie – relacjonuje Agnieszka. Wolałam jednak poświęcić na pracę dodatkowe kilkanaście minut, myjąc klientce włosy, by nie wypuszczać jej z darmową stylizacją. I tym samym zredukować do minimum prawdopodobieństwo kolejnej wizyty owej pani.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj