Kiedy pójdziemy do szkoły, to chcielibyśmy, żeby nie było w niej ministra Czarnka

Państwo Prawo Rodzina dołącz do dyskusji (415) 30.08.2021
Kiedy pójdziemy do szkoły, to chcielibyśmy, żeby nie było w niej ministra Czarnka

Jolanta Szymczyk-Przewoźna

Pojutrze zacznie się nowy rok szkolny. To ważna data dla masy ludzi. Dla 4,6 mln uczniów i ich rodzin oraz 700 tys. nauczycieli. To nie będzie zwykły początek roku. Jego symbolem będzie czerwona ekierka. To znak kampanii „Wolna szkoła”. Marzeniem jej organizatorów jest uwolnić szkołę od ministra Czarnka.

Uwolnić szkołę od ministra Czarnka

Podczas wakacji rząd przygotował rewolucyjne zmiany przepisów dotyczących funkcjonowania szkoły. Bardzo mocno ograniczają one wpływ na szkołę rodziców, dyrektorów, samorządowców. Cała władza w ręce kuratorów – tak można by krótko podsumować proponowane zmiany. A ręce kuratorów, to ręce ministra. Forsowane przez Ministerstwo Edukacji i Nauki zmiany mogą zostać uchwalone przez Sejm już we wrześniu. Dlatego Sieci Organizacji Społecznych SOS dla Edukacji przygotowała kampanię pokazującą, jak zmieni się polska szkoła pod rządami ministra Czarnka.

Zakuć, zdać, zapomnieć

Takiej szkoły, według protestujących, chce MEiN. Wtłaczanie dzieciom do głowy masy bezużytecznych informacji. Bez czasu na głębszą rozmowę. Nauczyciel ma odfajkować zrobiony temat i pędzić do następnego, bo gdyby się przy czymś na dłużej zatrzymał, to nie wyrobi się z realizacja materiału. Nie ważne czy uczniowie zrozumieli materiał czy nie. Ten problem zna doskonale każdy rodzic. To przyczyna wielu godzin, które trzeba poświęcić dziecku, tłumacząc mu to, co powinien wytłumaczyć nauczyciel. Problem ten jest w Polsce na tyle poważny, że naukowcy wymieniają go wśród przyczyn ograniczających aktywność zawodową matki Polski. To też powód absurdalnego obciążenia dzieci i młodzieży pracą domową.

Kompas zamiast encyklopedii

Organizatorzy akcji protestacyjnej nie chcą takiej szkoły. Najwyższy czas, żeby polska szkoła, zamiast sprawdzać wykuty materiał uczyła myśleć i rozwiązywać problemy. Taka umiejętność jest w czołówce tych poszukiwanych przez pracodawców. Dziś świat tak szybko się zmienia, że nie jesteśmy w stanie wyposażyć młodych ludzi w wiedzę, która starczy im na całe życie. Pomysłodawcy „Wolnej szkoły” piszą, że zamiast starej encyklopedii chcieliby dać dzieciom sprawny kompas, który pomoże im zrozumieć świat i otworzy oczy na problemy lokalne i globalne.  Zamiast tego minister Czarnek każe im uczyć jeszcze więcej o zbrodniach wojennych i martyrologii dzieci. Czytać jeszcze więcej Jana Pawła II i Kossak-Szczuckiej, „by wyrwać dzieci z antyreligijnych uprzedzeń”.

Etyka tylko katolicka

W szkole MEiN ma obowiązywać jedynie słuszna wizja. Bez pluralizmu poglądów. Obowiązkowe lekcje religii lub etyki prowadzone przez katechetów. Marzeniem ministra Czarnka jest ugruntowanie cnót niewieścich i posłuszeństwa. Dyrektor ma się bać, że kurator może go wylać z pracy. Nauczyciel boi się, że wyleci, gdy poprowadzi zajęcia sprzeczne z obowiązującą wizją. Dzieci wolą nie prezentować poglądów inne niż te mile widziane. Rodzic woli nie przyznawać się, że rodzina jest niewierząca, bo po co narażać dziecko na ostracyzm. Ten lęk to już nie kwestia przyszłości. Z autocenzurą mamy do czynienia wśród nauczycieli i dyrektorów już dziś. Proponowane przez MEiN zmiany ten strach umocnią.

„Zyskają oportuniści. Ludzie odmienni będą wyśmiewani. Nie będzie wsparcia dla osób nie pasujących do wizji rządzących. Kurator ma prawo zablokować dodatkowe zajęcia, jeśli uzna je za sprzeczne z wizją MEiN” alarmują protestujący.

Dziewczyny do garów, chłopcy na koń

Wreszcie autorzy kampanii „Wolna szkoła” zarzucają ministrowi Czarnkowi, że wpędza dziewczyny do kuchni, a chłopców do wojska. Dziewczyny w tej kuchni mają, przede wszystkim, gotować. Same z jedzeniem powinny uważać, bo jak już usłyszały od szefa MEiN, pożądane byłoby się odchudzić. Razem z chłopcami mają słuchać o bohaterskich czynach polskiego oręża. Bo polska szkoła koncentruje się na przeszłości. Nie na przyszłości. I to jest groźne, bo od niej zależy przyszłość naszych dzieci.

Kto chce wspomóc akcję „Wolna szkoła” może podpisać się w Internecie pod petycją do premiera i parlamentarzystów. Może wysłać list do posłów i senatorów ze swojego okręgu. Wzór znajdzie na stronie akcji.