1. Bezprawnik -
  2. Transport -
  3. Spóźniony lot do Polski? Przed wysłaniem reklamacji sprawdź na bilecie, kto naprawdę obsługiwał rejs

Spóźniony lot do Polski? Przed wysłaniem reklamacji sprawdź na bilecie, kto naprawdę obsługiwał rejs

Dwoje pasażerów Royal Air Maroc dotarło do Lyonu ponad trzy godziny po czasie. Poszli do sądu po 400 euro na osobę, a skończyło się na tym, że sami mają zapłacić przewoźnikowi. Kilka tygodni wcześniej ten sam sąd przyznał innym klientom tej linii po 400 euro za podobne opóźnienie. Skąd taka różnica? Na początek wystarczy spojrzeć, skąd wystartowali.

Jakub Bilski08.11.2026 13:30
Transport

Raz płaci linia, raz pasażerowie

W kwietniu 2025 r. dwoje pasażerów leciało z Dakhli do Lyonu przez Casablankę. Spóźnienie było bezsporne, ale 13 października 2026 r. sąd oddalił ich żądanie. Zasądził za to na rzecz linii łącznie 450 euro na podstawie art. 700 francuskiego kodeksu postępowania cywilnego. Ten przepis pozwala rozliczyć wydatki związane z procesem, choćby na adwokata.

Osobno pasażerowie zostali obciążeni kosztami sądowymi. We wrześniu rachunek poszedł w drugą stronę. Za opóźniony lot z Lyonu przez Casablankę do Agadiru linie Royal Air Maroc miały zapłacić dwojgu innym pasażerom po 400 euro, pokryć koszty sądowe i dołożyć 450 euro na wydatki związane z procesem.

Trzy godziny mają znaczenie, jeśli lot obejmują przepisy UE

Artykuł 3 unijnego rozporządzenia 261/2004 obejmuje wyloty z UE także wtedy, gdy samolot należy do przewoźnika spoza Unii. Dlatego pasażerowie startujący z Lyonu mogli domagać się ryczałtu z art. 7. Warto przy tym śledzić, jak UE zmienia prawa pasażerów, bo zasady mogą się jeszcze przesunąć.

Przy przesiadce w ramach jednej rezerwacji liczy się opóźnienie na końcu podróży. Jeśli docieramy tam co najmniej trzy godziny po czasie, możemy mieć prawo do odszkodowania za opóźniony lot samolotu bez wykazywania, że wydaliśmy przez to choćby złotówkę.

Oczywiście nie zawsze to zadziała. Jak już wiele razy wspominałem w innych tekstach, przewoźnik może się od odszkodowania uwolnić, jeśli wykaże, że opóźnienie wynikało z nadzwyczajnych okoliczności, których skutków nie dało się uniknąć mimo podjęcia rozsądnych działań.

Z Warszawy do Dubaju i z powrotem. Jeden bilet, różne zasady

Ta historia jest warta uwagi nawet tutaj, w Polsce. To, że główną rolę grają w niej Francja i Maroko, to tylko przykład. Weźmy sobie np. taką sytuację, że kupujemy bilet na rejs liniami Emirates z Warszawy do Dubaju i z powrotem.

Na wylocie z Polski obejmują nas unijne przepisy. Gdy opóźni się powrót obsługiwany przez Emirates, unijnego ryczałtu już nie dostaniemy. Przy locie spoza UE do Polski rozporządzenie co do zasady wymaga, żeby rejs wykonywał przewoźnik z UE. Unijne przepisy wciąż się zresztą zmieniają, a w ostatnich latach mówiło się o ponad 30 nowych prawach dla pasażerów.

Trybunał Sprawiedliwości UE rozstrzygnął to właśnie w sprawie przeciwko Emirates. Wylot i powrót ocenia się osobno, nawet jeśli kupiliśmy je w jednej rezerwacji. Dlatego przed reklamacją warto sprawdzić na bilecie rubrykę „lot obsługiwany przez”. Liczy się linia, która faktycznie wykonuje rejs, nie tylko lotnisko docelowe.

Przepisy unijne to nie wszystko

Pasażerowie lecący do Lyonu powołali się na art. 19 konwencji montrealskiej, ale kwotę wzięli z unijnego taryfikatora. I tu jest różnica. Unijny ryczałt to ustalona kwota za stracony czas. Konwencja pozwala dochodzić pokrycia konkretnej straty, którą spowodowało opóźnienie. Karty pokładowe potwierdzały podróż, a sąd potrzebował jeszcze dowodu na to, co pasażerowie przez spóźnienie stracili. Konwencja działa zresztą szerzej niż unijne przepisy, co dobrze widać, gdy porówna się prawa pasażera w Europie a w USA.

Jak to wygląda w praktyce? Jeśli przez opóźniony przylot do Warszawy przepadł nam ostatni pociąg do domu i musieliśmy wziąć taksówkę, to właśnie o ten dodatkowy wydatek możemy się upomnieć na podstawie konwencji. W późniejszej reklamacji wyjaśnimy, skąd wziął się taki wydatek. Od zapłacenia za taksówkę co prawda byśmy nie zbankrutowali, ale liczą się zasady. Podobnie jest przy straconej przesiadce, bo nowy bilet nie zawsze trzeba opłacać z własnej kieszeni.

Proszę bardzo, niech teraz linia się broni, niech wykazuje, że na pewno podjęła wszystkie rozsądne kroki, aby zapobiec powstałej szkodzie. Wiadomo, całej kwoty nie odzyskamy, ale przynajmniej ten nieplanowany wydatek zostanie w naszej kieszeni.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover