1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Młody mężczyzna prosto ze swojego samochodu zabił ludzi. Posiedzi tylko 8 lat

Młody mężczyzna prosto ze swojego samochodu zabił ludzi. Posiedzi tylko 8 lat

Młody mężczyzna prosto ze swojego samochodu zabił ludzi. Wiemy, że zginęła trzyosobowa rodzina. Organy ścigania finalnie ujęły sprawcę, a prawomocny wyrok jeszcze nie zapadł. Możemy być pewni jednak, że w więzieniu spędzi najwyżej osiem lat.

Jakub Kralka08.11.2026 15:26
Prawo

Mowa oczywiście o Sebastianie Majtczaku, który we wrześniu 2023 roku pędził autostradą A1 swoim BMW

Według opinii biegłych Majtczak jechał z prędkością od 315 do 329 km na godz. Godził się zapewne z tym, że w takich warunkach nie tylko łamie przepisy, ale praktycznie nie ma możliwości uniknięcia tragedii. Rodzina jadąca Kią spłonęła żywcem. Sędzia Renata Folkman skazała Majtczaka na 8 lat bezwzględnego więzienia, orzekła 15-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych i nakazała wypłatę po 500 tys. zł bliskim ofiar.

Sąd nie mógł dać więcej, bo osiem lat to górna granica przepisu, który obowiązywał w dniu wypadku. Co więcej, o warunkowe zwolnienie skazany będzie mógł się ubiegać dopiero po odbyciu trzech czwartych kary, czyli po 6 latach. Licząc od przekazania go Polsce w maju 2025 roku, teoretycznie może to być 2031 rok.

Zestawiam te dwie sprawy, bo po sobotnich wydarzeniach w Krakowie śledzę w mediach dyskusje, które, jak zawsze w takich chwilach, domagają się wszystkiego naraz. Diagnoz o upadku pokolenia, wysyłania na terapię milionów nastolatków, inwigilacji internetu, zakazu mediów społecznościowych, bunkrów w szkołach, a nawet wojska na ulicach, bo „rzeczywistość, w której żyliśmy, już się skończyła”.

Nie chcę oceniać tych pomysłów, to nie czas i miejsce

Historia zna aż nadto przypadków, w których przepisy uchwalane pod wpływem społecznej paniki okazywały się rozwiązaniami nieproporcjonalnymi, nieskutecznymi albo zwyczajnie szkodliwymi.

Z jakiegoś powodu, gdy raz na kilka dekad uzbrojony mężczyzna zaczyna strzelać w miejscu publicznym, jako społeczeństwo jesteśmy przerażeni. Kiedy jednak co weekend samochody pędzą po polskich drogach z prędkością startującego samolotu pasażerskiego, powodując serię śmiertelnych wypadków, przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Bo tak już jest, bo nic się nie da zrobić, bo kodeks i tak przewiduje kilka lat.

Liczby nie pozostawiają złudzeń. W Krakowie Michał O. zabił 6 osób, a 15 ranił, w tym dwóch policjantów, a wcześniej, według prokuratury, zabił rodziców i siostrę w Ostrowcu Świętokrzyskim. Rząd mówi o tragicznym i bezprecedensowym akcie terroru i ma rację, w Polsce takich ataków po prostu nie było.

Tymczasem w 2025 roku na polskich drogach zginęło 1660 osób. Aż 536 z nich straciło życie w wypadkach, których przyczyną było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu. To niemal półtorej osoby dziennie. Codziennie. I choć nie każdy taki wypadek oznacza jazdę z prędkością znacznie przekraczającą dopuszczalny limit, trudno o bardziej wymowny dowód skali zagrożenia, które nauczyliśmy się traktować jako zwyczajny element codzienności.

Gdyby Sebastian Majtczak jechał autostradą 140 kilometrów na godzinę, nawet - niech stracę - takie bezprawne 160 kilometrów na godzinę, byłbym w stanie szukać w tej sprawie drugiego dna, okoliczności pozwalających inaczej ocenić stopień jego winy, która i tak byłaby niezaprzeczalna. Ale czym się różni 315 km/h od naboju wystrzelonego w kierunku innych ludzi z karabinu?

Przy takiej prędkości samochód pokonuje niemal 90 metrów w ciągu sekundy. Energia kinetyczna tego samego pojazdu jest ponad pięciokrotnie większa niż przy przepisowych 140 km/h. To nie jest zwykłe przekroczenie prędkości, które można tłumaczyć pośpiechem, nieuwagą czy błędem w ocenie sytuacji, tylko świadome stworzenie skrajnego zagrożenia dla życia przypadkowych ludzi.

Oczywiście rozumiem różnicę między umyślnym zabójstwem a nieumyślnym spowodowaniem śmierci.

Choć sama rodzina ofiar wraz ze swoim pełnomocnikiem prezentowała pogląd bliższy mojej ocenie tamtej sytuacji i złożyła wniosek o zmianę kwalifikacji czynu Majtczaka na zabójstwo. Rozumiem też, że prawo karne musi odróżniać zamiar pozbawienia życia od godzenia się na ryzyko tragicznego wypadku. Ale nie potrafię zaakceptować, że tak skrajne lekceważenie ludzkiego życia może spotkać się z reakcją prawną, nawet po niedawnym zaostrzeniu przepisów, która w praktyce oznacza zaledwie kilka lat pozbawienia wolności. Musimy wyznaczyć jakieś granice interpretacyjnego absurdu, bo w przeciwnym wypadku obrońcy Michała O. zaczną dowodzić, że niecelnie strzelał do krakowskich gołębi.

Michałowi O. grozi dożywocie i najpewniej nigdy nie wyjdzie na wolność. Majtczak i jemu podobni, jakby nigdy nic, za kilka lat znów będą swoją bezmyślnością zagrażać innym. I tego zdzierżyć nie mogę. Jeśli pod wpływem wczorajszych wydarzeń domagacie się kopernikańskiego przewrotu w Polsce, na szczeblu prawnym, ale też szczeblu mentalnym, to zacznijcie od potencjalnych zabójców z polskich autostrad i dróg ekspresowych. Których jest niestety - jeździmy tymi trasami regularnie - wielu, większość na szczęście po prostu jeszcze nie trafiła do celu.

Czytaj też:

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover