1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Wyprzedził mnie „rower" z dostawą jedzenia. Jechałem 50 km/h i nie miałem szans go dogonić

Wyprzedził mnie „rower" z dostawą jedzenia. Jechałem 50 km/h i nie miałem szans go dogonić

Dostawcy jedzenia poruszający się zmodyfikowanymi rowerami elektrycznymi to temat, który wciąż budzi spore kontrowersje. Zupełnie zasłużenie, bowiem lekkomyślność prowadzących te jednoślady oraz używanie ich w sposób absolutnie niezgodny z prawem powodują spore niebezpieczeństwo dla innych uczestników ruchu. A problem wcale nie maleje...

Amadeusz Cyganek24.09.2026 15:55
Moto

Kurier na „rowerze elektrycznym", którego nie da się dogonić w terenie zabudowanym

Poniedziałek, godziny południowe, zwykła miejska ulica z ograniczeniem do 50 km/h. Jadę w spokojnym tempie na zakupy do pobliskiego sklepu, gdy nagle — ni stąd, ni zowąd — prawą stroną, w bardzo niewielkiej odległości od prawego bocznego lusterka, mija mnie dostawca jedzenia poruszający się rowerem elektrycznym. To znaczy: tak się wydawało na pierwszy rzut oka, ale kolejne kilkadziesiąt sekund szybko wyjaśniło sprawę.

Jadąc zgodnie z zastosowanym na tej ulicy limitem prędkości, nie byłem bowiem w stanie dogonić kuriera z plecakiem Uber Eats. Co równie istotne, podczas jazdy ani razu nie skorzystał on z pedałów — co jest oczywiste, mamy do czynienia z rowerem elektrycznym wyposażonym w manetkę. A raczej z motorowerem, który udaje ten rower.

Kukiriniarze i niebezpieczne hulajnogi — podobny problem na dwóch kółkach

Wiele w ostatnich dniach mówi się o nałożeniu restrykcyjnych ograniczeń na import hulajnóg elektrycznych ze zdjętą blokadą prędkości. To oczywiście efekt wielu tragicznych zdarzeń drogowych, zwłaszcza z udziałem nieletnich, którzy zdążyli już zyskać przydomek „kukiriniarze", biorący się od nazwy popularnego producenta tych pojazdów z Chin. Dla tych hulajnóg osiągnięcie prędkości 60–70 km/h nie jest żadnym problemem, co oczywiście stwarza olbrzymie niebezpieczeństwo, nawet przy założonym kasku. Tymczasem jazda hulajnogą elektryczną podlega ściśle określonym limitom prędkości i zasadom korzystania z dróg. Skala problemu jest na tyle poważna, że coraz głośniej mówi się nawet o całkowitym zakazie tego typu pojazdów w miastach.

Czym prawnie jest rower elektryczny?

W przypadku rowerów elektrycznych z odblokowanym silnikiem sytuacja wygląda dokładnie tak samo. Wydaje się jednak, że problem zauważany jest przez wszystkich, natomiast próby jego rozwiązania są raczej niewystarczające i ograniczają się głównie do krótkotrwałych, zmasowanych akcji. Pokazują one jednak, że skala jest potężna. W sierpniu 2025 r. warszawska drogówka skontrolowała w ciągu kilku dni 210 pojazdów przypominających rowery, z czego 66 kontroli zakończyło się mandatem na łączną kwotę ponad 7 tysięcy złotych — to oznacza, że co trzeci sprawdzony pojazd łamał przepisy.

Przypomnijmy — aby pojazd mógł być prawnie uznany za rower elektryczny, musi poruszać się siłą mięśni użytkownika, uruchamiać napęd elektryczny wyłącznie pod wpływem pracy pedałów, mieć silnik o mocy do 250 W i oferować wspomaganie do prędkości 25 km/h.

Gdy rower elektryczny staje się motorowerem

Tymczasem pojazdy używane przez wielu kurierów mają zupełnie inne parametry. Ich napęd osiąga moc nawet kilkukrotnie wyższą od dozwolonej, co pozwala rozpędzać się do około 50 km/h, a większość takich konstrukcji spełnia w praktyce definicję motoroweru. Oznacza to, że te jednoślady powinny mieć tablice rejestracyjne, obowiązkowe ubezpieczenie OC i aktualny przegląd techniczny, a osoba nimi kierująca musi mieć odpowiednie uprawnienia. Przede wszystkim jednak motorowerem absolutnie nie wolno poruszać się po ścieżkach rowerowych ani chodnikach — inaczej niż hulajnoga elektryczna na chodniku, której przepisy w określonych sytuacjach na to pozwalają. Nie jest to zresztą wyłącznie teoria — w jednej z takich spraw biegły sądowy zakwalifikował pojazd wyglądający jak zwykły e-rower jako motorower, bo jego silnik miał moc aż 1400 W, czyli niemal sześciokrotnie więcej, niż dopuszcza prawo.

Dlaczego kurierzy decydują się na łamanie przepisów?

Z perspektywy kuriera rozwożącego jedzenie taki wybór nie dziwi — większa prędkość przekłada się oczywiście na wyższy odsetek obsłużonych zamówień, a co za tym idzie — także na większe zarobki. A te przecież w przypadku dostawców nie należą do najwyższych — często oscylują w granicach minimalnej krajowej, zwłaszcza po ostatnich regulacjach wprowadzających konieczność stosowania oskładkowanych umów zleceń. W tle jest zresztą znacznie szersza zmiana: po wdrożeniu unijnej dyrektywy platformowej kurierzy i dostawcy jedzenia na obowiązkowych etatach przestaną być scenariuszem czysto teoretycznym.

Kto ponosi odpowiedzialność — kurier czy firma dostawcza?

Co istotne, w wielu przypadkach użytkownik nie jest właścicielem sprzętu, tylko dostaje go od firmy dysponującej całą flotą takich pojazdów — model biznesowy części firm kurierskich i platform dostawczych premiuje szybkość, a nie zgodność z przepisami. Nie zmienia to jednak faktu, że pełną odpowiedzialność na drodze ponosi osoba kierująca takim pojazdem. Warto przy tym wiedzieć, że organy ścigania coraz mniej pobłażliwie podchodzą do tego tematu — policja traci cierpliwość, będą duże mandaty za rowery elektryczne po przeróbkach.

Konsekwencje takiej jazdy mogą zresztą wykraczać daleko poza sam mandat, bo w przypadku spowodowania kolizji czy wypadku bez wymaganego OC i uprawnień finansowa odpowiedzialność kierującego może być dotkliwa. Nic dziwnego, że na drogach pojawia się coraz więcej jednośladów bez OC, których użytkownicy nie zdają sobie sprawy z ryzyka.

Brak narzędzi do skutecznej kontroli to największy problem

Największą przeszkodą w walce z tym zjawiskiem nie jest brak przepisów, lecz brak narzędzi do ich egzekwowania. W interpelacji poselskiej do Ministerstwa Infrastruktury wprost wskazano ten problem: polska policja nie dysponuje przenośnymi hamowniami podwoziowymi, które pozwoliłyby szybko sprawdzić faktyczną moc i osiągi pojazdu podczas interwencji, podczas gdy takie rozwiązanie z powodzeniem stosują m.in. służby w Holandii.

Zmodyfikowane rowery elektryczne — problem bez łatwego rozwiązania

Problem jest więc bardzo złożony — z jednej strony mamy brak wystarczającej kontroli ze strony służb, z drugiej brak odpowiedzialności firm kurierskich, które dopuszczają jazdę zmodyfikowanymi rowerami elektrycznymi, z trzeciej zaś postawę kierujących, którzy z przepisów ruchu drogowego robią spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Nie pomagają nawet wysokie grzywny i nakaz ubezpieczenia „roweru" — zwłaszcza w większych miastach to zjawisko, które zagraża zwykłym uczestnikom ruchu poruszającym się po ścieżkach rowerowych. W starciu z kilkudziesięciokilogramowym kolosem wyposażonym w kilka baterii zwykły rowerzysta jest po prostu bez szans.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover