- Bezprawnik -
- Moto -
- Zawracanie na autostradzie powinno być surowiej karane. Większe kary może zatrzymają tę patologię
Zawracanie na autostradzie powinno być surowiej karane. Większe kary może zatrzymają tę patologię
Zawracanie na autostradach i drogach ekspresowych jest surowo zabronione. W praktyce taki manewr kończy się jazdą pod prąd, co stwarza śmiertelne zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu drogowego. Niestety mimo licznych apeli, nie brak "asów", którzy nic sobie z obowiązujących przepisów nie robią.
Mistrz kierownicy z okolic Żywca niemal doprowadził do wielkiej kraksy
Do niebezpiecznej sytuacji doszło 24 czerwca w okolicach Węgierskiej Górki na drodze ekspresowej S1. Jak donosi TVN24, kierowca granatowego samochodu osobowego jadąc w stronę Zwardonia, postanowił... zawrócić. Nagle przed tunelem zwolnił, zatrzymał się i jakby nigdy nic pojechał pod prąd, zmuszając innych kierowców do gwałtownego hamowania.
Całą sytuację zarejestrowała kamera Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Ustalenie kierowcy było więc tylko kwestią czasu.
Tak też się stało. Policja szybko namierzyła kierującego samochodem, którym okazał się 71-letni mężczyzna, mieszkaniec powiatu żywieckiego. Kierowca był trzeźwy i przyznał się do swojego niebezpiecznego manewru, za co został ukarany mandatem karnym w wysokości 3100 zł i 22 punktami karnymi.
Czy to dużo, czy mało?
Kierowcy nie boją się kar za jazdę pod prąd
Co do zasady, za jazdę pod prąd (niezastosowanie się do znaku B-2, a więc zakazu wjazdu) w terenie zabudowanym grozi mandat w wysokości od 20 do nawet 5000 zł. W przypadku zawracania i jazdy pod prąd na drodze ekspresowej i autostradzie grozi mandat 2000 zł i 15 pkt karnych, ale to jeszcze nic.
Jak dowiadujemy się z lektury motoguru.pl, w szczególnych sytuacjach kara może być nieporównywalnie dotkliwsza. W przypadku zaistnienia realnego zagrożenia w ruchu drogowym kara pieniężna może wynieść do 30 000 zł, ponadto sąd może zakazać prowadzenia pojazdów od 6 miesięcy do 3 lat.
Może jednak kary nie są zbyt niskie i nie trzeba niczego zmieniać? Jeśli nie, to czym skutecznie odstraszyć kierowców od tak nieodpowiedniego zachowania? Skierowaniem na badania psychologiczne dla kierowców, na nowy kurs prawa jazdy, czy może konfiskatą samochodu? Chyba nie istnieje optymalne rozwiązanie tego problemu, który niestety nie jest tak marginalny.
Zawracanie korytarzem życia to patologia
W Węgierskiej Górce kierowca zawrócił z powodów znanych tylko sobie. Znacznie częściej jednak jazda pod prąd autostradą lub drogą ekspresową nie wynika z celowego działania, lecz z utrudnień na drodze.
Wypadek, kolizja czy zablokowana jezdnia nie usprawiedliwiają jednak zawracania i jazdy pod prąd. Mimo to niektórzy kierowcy decydują się na taki manewr, jadąc poboczem lub - co szczególnie bulwersujące - korytarzem życia utworzonym dla służb ratunkowych.
Ostatnie przypadki jazdy pod prąd na autostradach i ekspresówkach
Oto tylko niektóre ostatnie przypadki zawracania i jazdy pod prąd autostradą lub drogą ekspresową.
- 23.06.2026 - na A1 w okolicy węzła Kamieńsk w woj. łódzkim 51-letnia kobieta przejechała zjazd, dlatego też postanowiła zawrócić i jechać pod prąd pasem awaryjnym,
- 23.06.2026 - kobieta kierująca osobowym BMW zatrzymała się przed tunelem w Skomielnej Białej, zawróciła i pojechała pod prąd drogą ekspresową. Mundurowi ustalają personalia kobiety,
- 17.07.2025 - wskutek zdarzenia drogowego na S53 w kierunku Bielska-Białej powstał zator. Kierowca Hyundaia postanowił zawrócić i jechać pod prąd korytarzem życia, doprowadzając do zderzenia czołowego z osobowym Oplem. Kierowca Hyundaia zginął na miejscu, a kierujący Oplem został przetransportowany do szpitala.
Nie zapominajmy o innych "mistrzach kierownicy", którzy nie tyle zawracają, a wjeżdżają pod prąd poprzez zjazdy z autostrady czy drogi ekspresowej. Robią to mimo odpowiednich znaków i wyprofilowania skrętu, po którym od razu powinno widać, że jest to zjazd, a nie wjazd. Rekordy pobił swego czasu pewien 85-latek, który wjechał pod prąd na autostradę A1 i przejechał w ten sposób blisko 40 kilometrów z Gliwic do Bytomia. Niestety takich przypadków jest całe mnóstwo.










