Politycy nie są grupą społeczną, która jest w Polsce posądzana o przesadną prawdomówność
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marcin Warchoł postanowił wbić szpilkę obecnej koalicji rządzącej. Zacytowany we wstępie fragment dotyczyć miał znowelizowanych przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Szybko okazało się, że nowelizację uchwalono za rządów partii Marcina Warchoła, a on sam głosował za przyjęciem tej ustawy. Nie chcę się jednak zbytnio nad nim pastwić. O wiele ważniejsze jest bowiem to, czy rzeczywiście "nie wybudujecie domu dalej niż 1,5 km od szkoły, nawet jeśli nie macie dzieci".
Poseł w stylu typowym dla kreowania politycznych spinów w serwisie X rzucił jedynie hasełkiem. Nie przedstawił przy tym żadnego kontekstu, nie wspominając nawet o linku do treści właściwego aktu prawnego. Internauci szybko zrobili to za niego. Nie chodzi nam jednak o całą ustawę o planowaniu przestrzennym w obowiązującym brzmieniu. Interesuje nas jej art. 13f. Zacznijmy od dwóch pierwszych ustępów.
Celem ustanowienia takich standardów jest zapewnienie mieszkańcom dostępności szkół podstawowych i obszarów zielonych we w miarę rozsądnej odległości od ich domów. Można oczywiście kwestionować, czy w mieście o dość rozproszonej zabudowie 1500 metrów od szkoły nie jest dość nierealistycznym założeniem. Istotne jest jednak to, że mamy do czynienia z ograniczeniem przede wszystkim dla samorządu. Przekłada się on jednak także na ograniczenia dla inwestorów. Wynikają one z ustępów 4 oraz 5.
Najprościej rzecz ujmując, gmina, która ustaliła gminne standardy dostępności infrastruktury społecznej, powinna się ich trzymać. Może przeznaczyć działki pod zabudowę mieszkalną albo wydać decyzję o warunkach zabudowy, jeśli w przypadku danej działki standardy zostały spełnione.
Minimum 1500 metrów od szkoły to tak naprawdę niezobowiązująca sugestia ze strony ustawodawcy
Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że Marcin Warchoł ma rację, nawet jeśli niechcący uderzył w legislacyjną twórczość swoich partyjnych kolegów. Takie rozwiązanie może bowiem sprawić, że samorządom będzie trudniej wytyczać obszary pod zabudowę mieszkalną. To właśnie dostępność odpowiednich działek stanowi jedne z wielu problemów ograniczających podaż mieszkań, zwłaszcza w metropoliach. Na szczęście art. 13f zawiera jednak także kilka przepisów, które rozmiękczają jego moc. Znajdziemy je w ust. 7.
Gminy mogą więc w praktyce wybrać bardziej liberalne standardy niż minimum 1500 metrów od szkoły. Mogą także dla poszczególnych dzielnic ustalać różne kryteria. Pewne ograniczenie tego uprawnienia znajdziemy w ust. 8, ale dotyczy ono wyłącznie terenów zielonych. Nie mogą być mniejsze od 50 proc. wskazanego w treści ustawy.
To nie koniec dobrych wiadomości dla samorządów. Przede wszystkim bowiem gminne standardy dostępności infrastruktury społecznej nie są wcale obowiązkowe. Kluczowym przepisem jest w tym wypadku art. 13e.
Gminne standardy urbanistyczne rzeczywiście są obowiązkowe. Są bowiem elementem ogólnego planu zagospodarowania przestrzennego gminy i razem ze strefami planistycznymi stanowią absolutne minimum wysiłku wymaganego przez ustawodawcę. Mogą one obejmować także gminne standardy dostępności infrastruktury społecznej. Słowem kluczowym jest jednak "mogą". Tym samym można śmiało powiedzieć, że wymóg położenia nieruchomości mieszkalnych co najwyżej 1500 metrów od szkoły wcale nie został w Polsce wprowadzony.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj