- Bezprawnik -
- Edukacja -
- Straszą, że w czasie alarmu nie odbierzesz dziecka ze szkoły? Sprawdź, co na to prawo
Straszą, że w czasie alarmu nie odbierzesz dziecka ze szkoły? Sprawdź, co na to prawo
Do rodziców trafiają informacje, że po ogłoszeniu alarmu nie powinni przyjeżdżać po dzieci do szkoły, a uczniowie zostaną wydani dopiero po jego odwołaniu. Bezpieczeństwo w sytuacji realnego zagrożenia jest oczywiście najważniejsze. Problem zaczyna się wtedy, gdy szkolną procedurę przedstawia się rodzicom tak, jakby automatycznie odbierała im prawo do decydowania o własnym dziecku.
Procedura MEN na wypadek zagrożenia z powietrza: dzieci mają zostać w szkole
Informacje, które wzbudziły tak wielkie oburzenie wśród rodziców, to nie plotka z mediów społecznościowych. W październiku 2026 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przygotowały wzór procedury postępowania dla szkół i przedszkoli na wypadek zagrożenia z powietrza. Dokument został wysłany do placówek w całej Polsce. Ma przygotować szkoły na sytuacje kryzysowe związane z atakiem z powietrza.
Założenie jest proste. Po ogłoszeniu alarmu dzieci mają przejść do wyznaczonych miejsc schronienia i pozostać pod opieką szkoły. Rodzice mają w tym czasie nie przyjeżdżać pod placówkę, nie blokować dojazdu służbom i nie telefonować bezpośrednio do nauczycieli. Jak wskazuje MEN:
Dzieci zostaną przekazane rodzicom, osobom uprawnionym dopiero po odwołaniu alarmu i sprawdzeniu drogi wyjścia
Wzór procedury to nie ustawa ani rozporządzenie
Z punktu widzenia organizacji akcji takie rozwiązanie da się uzasadnić. Jeżeli zagrożenie stanowi atak z powietrza, wypuszczanie kilkuset dzieci z bezpiecznego budynku i jednoczesny przyjazd kilkuset rodziców może stworzyć większe niebezpieczeństwo niż pozostanie na miejscu. Tym bardziej że zapowiadane przez MSWiA schrony dla połowy populacji to wciąż plan na lata, a nie gotowa infrastruktura. Tyle że warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Ministerstwo samo określa przesłany dokument jako „wzór procedury”. Nie jest to ustawa ani rozporządzenie. Sama wewnętrzna procedura szkoły nie może więc stworzyć nowego ograniczenia władzy rodzicielskiej.
Władza rodzicielska a opieka szkoły nad uczniem
Oddanie dziecka rano do szkoły nie powoduje, że na kilka godzin władza rodzicielska przechodzi na dyrektora czy nauczyciela. Art. 95 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stanowi, że władza rodzicielska obejmuje w szczególności obowiązek i prawo rodziców do wykonywania pieczy nad osobą dziecka oraz jego wychowania. Z kolei zgodnie z art. 96 § 1 k.r.o. to rodzice wychowują dziecko i nim kierują.
Szkoła w czasie zajęć przejmuje natomiast faktyczną pieczę nad uczniem i odpowiada za jego bezpieczeństwo. Art. 68 ust. 1 pkt 3 i 6 Prawa oświatowego nakłada na dyrektora obowiązek sprawowania opieki nad uczniami i wykonywania zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom podczas zajęć organizowanych przez szkołę.
Czy szkoła może odmówić wydania dziecka rodzicom?
Te dwa przepisy w żaden sposób się nie wykluczają – wręcz się dopełniają. Co do zasady rodzic wykonujący władzę rodzicielską może zdecydować o wcześniejszym odebraniu dziecka ze szkoły. Szkolny regulamin może określać sposób takiego odbioru – przykładowo wymagać zgłoszenia tego nauczycielowi czy wskazać osoby uprawnione – ale dyrektor szkoły nie może na podstawie samego regulaminu przejąć kompetencji należących do rodziców i odmówić wydania im dziecka. Te same reguły dotyczą zresztą sytuacji, w której w grę wchodzi odebranie dziecka z przedszkola.
Odbiór dziecka podczas alarmu a ustawa o ochronie ludności
Nie oznacza to jednak, że w chwili realnego zagrożenia rodzic może zawsze wejść do szkoły, zażądać wydania dziecka i zignorować obowiązujące komunikaty. Od 2025 r. obowiązuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej. Jej art. 69 nakłada na osoby zaalarmowane lub powiadomione o zagrożeniu konkretne obowiązki. Mają one m.in. podjąć działania służące ochronie życia i zdrowia oraz zachowywać się w sposób zgodny z komunikatem.
Szkolny komunikat to nie to samo co realny alarm
Czym innym jest więc szkolna wiadomość: „w razie jakiegokolwiek alarmu nie wydamy Państwu dzieci”, a czym innym sytuacja, w której trwa rzeczywisty alarm, właściwy organ nakazał schronienie, służby prowadzą działania, a wyjście z budynku oznaczałoby narażenie dziecka na niebezpieczeństwo.
W tym drugim przypadku odmowa natychmiastowego wyprowadzenia ucznia ze schronienia może znajdować oparcie nie w samym szkolnym regulaminie, ale w przepisach dotyczących ochrony ludności oraz w ustawowym obowiązku szkoły zapewnienia dziecku bezpieczeństwa. Sama procedura MEN zastrzega zresztą, że polecenia służb i komunikaty właściwych organów mają pierwszeństwo przed jej zapisami.
Nie można więc twierdzić ani tego, że szkoła może dowolnie zatrzymać dziecko, ani tego, że rodzic ma absolutne prawo wyprowadzić je w dowolnej chwili, nawet wprost pod zagrożenie. Przy czym to zagrożenie musiałoby być realne (faktyczne zagrożenie z powietrza, ostrzał, wkroczenie wrogich wojsk).
Konstytucja nie pozwala szkole po prostu ograniczyć praw rodziców
Warto wskazać, że Konstytucja RP gwarantuje nam określone prawa i nie pozwala na ich bezpodstawne ograniczanie. Art. 48 ust. 1 gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Z kolei w ustępie 2 ustrojodawca jasno wskazuje, że ograniczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu.
Szkolna procedura nie może więc sama w sobie „zawiesić” władzy rodzicielskiej na czas alarmu. Teoretycznie ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej może kreować pewne obowiązki, jednak tak niejasny katalog zdarzeń i treści komunikatów jest raczej nie do obronienia w demokratycznym państwie prawnym. W związku z tym wciąż należy uznać, że ograniczenie władzy rodzicielskiej, jakim jest odmowa wydania dziecka rodzicom, nie zostało wprowadzone w ustawie.
Realne zagrożenie i stan wyższej konieczności
W przypadku realnego zagrożenia sprawa jest jasna. Nauczyciel może nie wydać dziecka ze względu na konieczność zapewnienia mu bezpieczeństwa. Na pierwszy rzut oka podstawą będzie w tym przypadku stan wyższej konieczności. Nie róbmy też z rodziców idiotów – bezpieczeństwo dzieci jest dla większości z nich najważniejsze, w związku z czym w obliczu realnego zagrożenia rodzic prędzej będzie bronił dostępu do szkoły, niż zabierał z niej dziecko, wiedząc, że poza bezpiecznymi murami czai się zagrożenie.
Stan wojenny i stan wyjątkowy nie zawieszają władzy rodzicielskiej
Przytaczając odpowiednie przepisy Konstytucji RP, warto odnieść się również do teoretycznej możliwości wprowadzenia stanów nadzwyczajnych. Ustawa zasadnicza wskazuje trzy: stan wojenny, stan wyjątkowy oraz stan klęski żywiołowej. Wynika to wprost z art. 228 ust. 1. Po wprowadzeniu któregoś z nich możliwe są określone ograniczenia – dobrym przykładem są ograniczenia praw obywatelskich w stanie wyjątkowym. W przypadku władzy rodzicielskiej sytuacja jest jednak odmienna.
Art. 233 ust. 1 Konstytucji stanowi, że nawet ustawa określająca ograniczenia praw podczas stanu wojennego i wyjątkowego nie może ograniczać praw określonych m.in. w art. 48 i art. 72 Konstytucji, czyli praw związanych z rodziną i ochroną dziecka. Stan nadzwyczajny nie jest więc magicznym momentem, w którym państwo może dowolnie przejąć decyzje dotyczące dzieci.
Podstawą konkretnych działań muszą pozostawać przepisy prawa, a zastosowane środki muszą odpowiadać rzeczywistemu zagrożeniu. Szkoła ma obowiązek chronić dziecko podczas zagrożenia. Rodzic nadal wykonuje władzę rodzicielską. A jeżeli w konkretnej sytuacji te dwa obowiązki zaczynają się ze sobą zderzać, rozstrzygające znaczenie powinny mieć przepisy prawa oraz polecenia właściwych służb – a nie samo zdanie zapisane w szkolnej procedurze.










