1. Home -
  2. Prawo -
  3. Czy klientom Roksy grozi odpowiedzialność karna? Polskie prawo daje zaskakującą odpowiedź

Czy klientom Roksy grozi odpowiedzialność karna? Polskie prawo daje zaskakującą odpowiedź

Właściciele największego polskiego portalu z ogłoszeniami towarzyskimi siedzą na ławie oskarżonych, a prokuratura policzyła każdą złotówkę z 56 milionów przychodu. Ale jest pytanie, które po każdej tego typu aferze zadają sobie tysiące mężczyzn w całej Polsce: a co ze mną? Czy ktoś, kto znalazł ogłoszenie na Roksie i umówił się na spotkanie, może mieć kłopoty?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw zrozumieć, czym Roksa tak naprawdę była. Wbrew temu, co sugerują niektóre medialne nagłówki, portal nie był agencją towarzyską. Roksa działała raczej jak Allegro dla branży erotycznej – kobiety (i mężczyźni) samodzielnie zamieszczali ogłoszenia z opisami usług, zdjęciami i cennikami, a klienci kontaktowali się z nimi bezpośrednio. Portal pobierał opłatę za publikację ogłoszenia, czyli de facto sprzedawał przestrzeń reklamową. Nie organizował spotkań, nie ustalał cen, nie pośredniczył w płatnościach za usługi seksualne. A mimo to – prokuratura uznała, że to wystarczy, by postawić zarzuty kuplerstwa.

Prostytucja jest legalna, klient też – a Roksa była tylko tablicą ogłoszeń

Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do fundamentów. Polska przyjęła tak zwany model abolicjonistyczny regulacji prostytucji. Oznacza to, że samo uprawianie prostytucji nie jest przestępstwem. Osoba, która dobrowolnie oferuje usługi seksualne za pieniądze, nie popełnia żadnego czynu zabronionego. Nie popełnia go również klient, który z takich usług korzysta.

To nie jest luka w prawie, ao świadoma decyzja o modelu, w którym państwo nie karze prostytutki i nie karze jej klientów, ale ściga osoby trzecie, które ten proceder organizują, ułatwiają lub na nim zarabiają.

I tu dochodzimy do sedna problemu z Roksą. Właściciele portalu argumentują zapewne, że prowadzili zwykły serwis ogłoszeniowy – tak jak OLX czy Gumtree. Tyle że prokuratura widzi to inaczej. Stworzenie platformy, na której osoby świadczące usługi seksualne mogą dotrzeć do klientów, jest w ocenie organów ścigania klasycznym kuplerstwem – czyli ułatwianiem prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej z art. 204 § 1 Kodeksu karnego. Orzecznictwo w tej kwestii nie pozostawia większych wątpliwości: udostępnienie przestrzeni – fizycznej czy cyfrowej – która służy nawiązywaniu kontaktów między prostytutkami a klientami, wypełnia znamiona tego przestępstwa.

Kodeks karny penalizuje trzy rodzaje zachowań tzw. okołoprostytucyjnych, ujętych w art. 204. Po pierwsze, stręczycielstwo – czyli nakłanianie innej osoby do uprawiania prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Po drugie, kuplerstwo – a więc ułatwianie prostytucji, również w celach zarobkowych. Po trzecie, sutenerstwo – czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inną osobę. Za każde z tych zachowań grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności, a jeśli dotyczy osoby małoletniej – od roku do lat 10.

Roksa jako platforma ogłoszeniowa wpisuje się w schemat kuplerstwa – ułatwiała prostytucję, pobierając za to opłaty. Ale klient, który po prostu przeglądał ogłoszenia i umawiał się na spotkanie? Ten nie mieści się w żadnej z powyższych kategorii. Nie nakłaniał, nie ułatwiał, nie czerpał korzyści. Wchodził na stronę, wybierał ogłoszenie, dzwonił pod numer i jechał na spotkanie. Z punktu widzenia prawa karnego jest niewidzialny – dokładnie tak samo, jak kupujący na Allegro nie odpowiada za to, że sprzedawca nie wystawił faktury.

Ale jest jeden wyjątek, o którym prawie nikt nie mówi

Roksa funkcjonowała jako tablica ogłoszeń, a klient kontaktował się bezpośrednio z osobą oferującą usługi. W zdecydowanej większości przypadków nie miał żadnego pojęcia, kto stoi za danym ogłoszeniem – czy kobieta działa samodzielnie i z własnej woli, czy może ktoś ją do tego zmusza. I w tym modelu klient jest rzeczywiście bezkarny.

Problem zaczyna się wtedy, gdy za ogłoszeniem nie stoi wolna wola, lecz przymus. Historia Roksy nie jest bowiem wyłącznie historią dobrowolnej prostytucji. Prokuratura postawiła właścicielom portalu zarzuty kuplerstwa i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. W tego rodzaju sprawach bardzo często pojawiają się wątki zmuszania do prostytucji, handlu ludźmi i wykorzystywania osób w trudnej sytuacji życiowej. Nie wiemy, ile ogłoszeń na Roksie zamieszczały kobiety działające dobrowolnie, a ile – osoby kontrolowane przez sutenerów lub grupy przestępcze. I właśnie ta niewiedza jest kluczowa dla oceny sytuacji klientów.

Art. 203 Kodeksu karnego penalizuje zmuszanie do prostytucji. W aktualnym brzmieniu przepis ten rozróżnia dwie sytuacje. Paragraf pierwszy dotyczy doprowadzenia innej osoby do uprawiania prostytucji poprzez wykorzystanie stosunku zależności lub krytycznego położenia – grozi za to kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Paragraf drugi obejmuje użycie przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu – i przewiduje karę od 2 do 15 lat.

Sam klient oczywiście nikogo do prostytucji nie zmusza. Ale prawo karne zna instytucję, która może go dosięgnąć w sposób pośredni. Mowa o art. 189a Kodeksu karnego, czyli o handlu ludźmi. Zgodnie z art. 115 § 22 k.k., handlem ludźmi jest między innymi werbowanie, transport, przekazywanie lub przyjmowanie osoby z zastosowaniem przemocy, groźby, podstępu czy wykorzystania krytycznego położenia – w celu jej wykorzystania, w szczególności w prostytucji. Za handel ludźmi grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

I tu jest haczyk: jeżeli klient miał świadomość, że kobieta, z której usług korzysta, jest ofiarą handlu ludźmi lub została zmuszona do prostytucji, jego sytuacja prawna komplikuje się diametralnie. Wprawdzie polskie prawo nie zawiera przepisu, który wprost penalizowałby korzystanie z usług osoby zmuszonej do prostytucji – tak jak ma to miejsce w krajach stosujących model nordycki – ale nie oznacza to, że klient jest całkowicie bezpieczny.

Kiedy klient może odpowiadać karnie

Można wyróżnić kilka sytuacji, w których klient usług seksualnych może stanąć przed realnym ryzykiem odpowiedzialności karnej.

Pierwsza to sytuacja, w której klient korzysta z usług osoby małoletniej. Tutaj nie ma żadnych wątpliwości – obcowanie płciowe z osobą poniżej 15. roku życia jest przestępstwem z art. 200 Kodeksu karnego, niezależnie od tego, czy doszło do niego w kontekście prostytucji, czy nie. Ale nawet w przypadku osób w wieku 15–17 lat, klient korzystający z usług małoletniej prostytutki naraża się na zarzut z art. 199 § 3 k.k. – obcowanie płciowe z małoletnim z nadużyciem zaufania lub udzieleniem korzyści majątkowej.

Druga sytuacja to wspomniany już kontekst handlu ludźmi. Choć samo korzystanie z usług nie jest wprost penalizowane, prokuratura może w określonych okolicznościach uznać, że klient, który miał świadomość sytuacji pokrzywdzonej, swoim zachowaniem ułatwiał popełnienie przestępstwa. W grę wchodzi wówczas pomocnictwo – art. 18 § 3 k.k. w związku z odpowiednim przepisem karnym.

Trzecia, często pomijana sytuacja, dotyczy art. 162 Kodeksu karnego – nieudzielenia pomocy osobie znajdującej się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem. Jeżeli klient podczas spotkania z prostytutką dostrzegł wyraźne oznaki, że jest ona ofiarą przemocy, przetrzymywania czy handlu ludźmi, a mimo to nie zareagował – nie powiadomił organów ścigania ani nie udzielił pomocy – teoretycznie może odpowiadać za zaniechanie. To kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Wreszcie – i to jest aspekt, który w kontekście sprawy Roksy może mieć największe praktyczne znaczenie – klient, który posiada wiedzę o popełnieniu jednego z najcięższych przestępstw wymienionych w art. 240 Kodeksu karnego, ma prawny obowiązek powiadomienia o tym organów ścigania. Obowiązek zawiadomienia o przestępstwie dotyczy między innymi handlu ludźmi z art. 189a k.k. Za niezawiadomienie grozi kara pozbawienia wolności do lat 3.

Model nordycki, czyli dlaczego w Polsce klient jest bezkarny

Na marginesie warto wspomnieć, że polski model regulacji prostytucji jest przedmiotem rosnącej krytyki. Coraz więcej krajów europejskich – w tym Szwecja (od 1999 roku), Norwegia, Islandia, Francja (od 2016 roku) czy Irlandia – przyjęło tak zwany model nordycki, który wprost penalizuje klientów. W Szwecji za kupno usług seksualnych grozi kara do roku pozbawienia wolności. We Francji klient płaci grzywnę sięgającą nawet 3750 euro w przypadku recydywy.

Rezolucja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy z września 2024 roku również wskazuje kierunek penalizacji strony popytowej. W samej Polsce temat wraca regularnie – w 2025 roku do Sejmu i Senatu trafiła petycja postulująca kompleksowe uregulowanie rynku usług seksualnych, w tym modyfikację art. 204 Kodeksu karnego. Na razie jednak polski ustawodawca nie zdecydował się na zmianę modelu.

Argumenty zwolenników penalizacji klientów są znane: popyt napędza podaż, a bez klientów nie byłoby ani handlu ludźmi, ani zmuszania do prostytucji. Przeciwnicy wskazują na doświadczenia krajów, które model nordycki wprowadziły – ich zdaniem penalizacja zepchnęła prostytucję do podziemia i pogorszyła bezpieczeństwo osób, które usługi świadczą.

Kto ma rację? Pewnie trochę jedni i drudzy. Ale jedno jest pewne: w Polsce anno Domini 2026 sam fakt skorzystania z usług seksualnych oferowanych przez portal taki jak Roksa nie jest przestępstwem. Ale granica między legalnością a odpowiedzialnością karną jest cieńsza, niż mogłoby się wydawać – szczególnie gdy w tle stoi zorganizowana przestępczość.

Sprawa Roksy to dopiero początek pytań

Prokuratura ustaliła, że przez piętnaście lat działalności portal wygenerował co najmniej 56 milionów złotych przychodu. Ale to był przychód z opłat za ogłoszenia – nie z usług seksualnych jako takich. Roksa zarabiała na tym, że kobieta płaciła pięćdziesiąt złotych za publikację anonsu. To klient kontaktował się z nią bezpośrednio, umawiał na spotkanie i płacił jej do ręki. Portal nie widział tych pieniędzy i formalnie nie miał z nimi nic wspólnego.

Właściciele Roksy odpowiedzą za kuplerstwo i udział w zorganizowanej grupie przestępczej – bo stworzenie platformy, która ułatwiała prostytucję na masową skalę, w oczach prokuratury to coś więcej niż neutralna usługa hostingowa. Osoby zamieszczające ogłoszenia – w zdecydowanej większości nie poniosą żadnych konsekwencji, bo prostytucja sama w sobie jest legalna.

A klienci? Ci, którzy wchodzili na stronę, wybierali ogłoszenie i jechali na spotkanie, nie mając pojęcia o tym, co dzieje się za kulisami portalu, mogą spać spokojnie. Roksa była dla nich czymś w rodzaju wyszukiwarki – narzędziem, które łączyło popyt z podażą. Ci natomiast, którzy mieli jakąkolwiek świadomość, że za niektórymi ogłoszeniami kryje się przymus, przemoc lub wykorzystanie – powinni mieć świadomość, że polskie prawo karne, choć nie karze samego korzystania z prostytucji, posiada narzędzia pozwalające pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które o przestępstwie wiedziały i nie zareagowały.

Polski model regulacji prostytucji jest pełen paradoksów. Prostytutka jest legalna, ale jej dochody nie podlegają opodatkowaniu. Klient jest legalny, ale organizator platformy ogłoszeniowej – przestępcą. Portal zarabiał miliony na pięćdziesięciozłotowych ogłoszeniach, a system podatkowy nie wiedział, jak to zakwalifikować. Sprawa Roksy obnażyła te wszystkie sprzeczności. Pytanie tylko, czy ktokolwiek wyciągnie z nich wnioski.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji

zobacz więcej:

Najnowsze
Warte Uwagi