- Bezprawnik -
- Prawo -
- Ministerstwo Sprawiedliwości mówi „nie" definicji dobra dziecka. Sędziowie dalej będą decydować po swojemu
Ministerstwo Sprawiedliwości mówi „nie" definicji dobra dziecka. Sędziowie dalej będą decydować po swojemu
Kluczową zasadą prawa rodzinnego w sprawach dotyczących małoletnich jest kierowanie się dobrem dziecka. Tylko co to właściwie jest? Brak definicji legalnej uwiera autorów petycji do Ministerstwa Sprawiedliwości. Resort nie uważa, by takowa była do czegokolwiek potrzebna.
Petycja do Ministerstwa Sprawiedliwości: piecza współdzielona i definicja dobra dziecka
Konstytucja w swoim art. 63 daje każdemu z nas prawo do składania w interesie publicznym petycji, wniosków i skarg. Nie ma się co dziwić, że wiele osób aktywnie z takiej możliwości korzysta. Owszem, niektóre petycje kierowane do różnych kluczowych organów władzy ustawodawczej i wykonawczej bywają osobliwe. Zawdzięczamy im jednak ciekawe pomysły oraz zwrócenie uwagi na różne niedomagania obowiązującego prawa.
Dobrym przykładem jest petycja do Ministerstwa Sprawiedliwości złożona w połowie lipca przez Fundację Pomaganie Jest Trendy. Jej autorzy domagają się wprowadzenia kilku zmian w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym.
Jednym z nich jest uznanie pieczy współdzielonej – czyli tego, co w praktyce znamy jako opiekę naprzemienną – za "domyślny" model opieki po rozstaniu rodziców. Obecnie śmiało możemy za takowy uznać przydzielenie opieki jednemu z nich oraz ewentualne nałożenie na drugiego obowiązku alimentacyjnego. Warto przy tym pamiętać, że w tej właśnie sprawie rządzący wprowadzą specjalny pakiet rodzicielski, którego filarem ma być odejście od dotychczasowego schematu.
Nas interesuje jednak drugi postulat w postaci wprowadzenia do kodeksu definicji dobra dziecka. Warto dodać, że jest to chyba najważniejsze pojęcie w całej ustawie.
Brak definicji legalnej dobra dziecka oznacza arbitralne decyzje sędziów
Na pierwszy rzut oka może się nam wydawać, że mamy do czynienia z jakąś kolejną prawniczą abstrakcją. Definicje legalne nie są w końcu czymś, co zaprząta uwagę obywateli, którzy akurat nie muszą się w jakiś sposób obcować z przepisami. Tworzą one jednak ramy pojęciowe, które wiążą organy państwa przy załatwianiu ich spraw. Dotyczy to także sędziów, którzy te sprawy rozstrzygają w sądach.
Dobro dziecka jest pojęciem o tyle ważnym, że stanowi kluczowy czynnik decyzyjny przy decydowaniu między innymi właśnie o sposobie opieki nad nim po rozwodzie rodziców, o ograniczeniu władzy rodzicielskiej, ustalaniem sposobów kontaktowania się z dzieckiem, o pieczy zastępczej.
Niestety, brak definicji legalnej sprawia, że tak naprawdę dla każdego sędziego "dobro dziecka" może znaczyć coś zupełnie innego. Rezultaty możemy dostrzec chociażby przy wyrokach w sprawach o opiekę. Jeden sędzia uzna po prostu, że "dziecko powinno być z matką", drugi dojdzie do wniosku, że liczy się stan materialny rodzica, jeszcze inny postawi na związek emocjonalny z rodzicami.
Bez jasnej instrukcji pozostawiamy sędziom zbyt dużą swobodę. Na ten fakt zwracają także uwagę autorzy petycji. Na dobrą sprawę mógłbym się długo rozwodzić nad wadami obecnego stanu prawnego, ale Fundacja Pomaganie Jest Trendy dość dobrze oddała istotę problemu.
Rozbieżności w orzecznictwie sądów rodzinnych. Diagnoza Fundacji Pomaganie Jest Trendy
W uzasadnieniu do tej części petycji możemy przeczytać, dlaczego definicja dobra dziecka jest polskiemu prawu rodzinnemu potrzebna:
Obowiązujące przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wielokrotnie odwołują się do pojęcia dobra dziecka, jednak ustawodawca do chwili obecnej nie zdecydował się na jego zdefiniowanie. Brak definicji legalnej powoduje, że pojęcie to podlega bardzo szerokiej interpretacji, co prowadzi do znacznych rozbieżności w orzecznictwie sądowym.
W praktyce identyczne lub bardzo podobne stany faktyczne kończą się często odmiennymi rozstrzygnięciami. Powoduje to ograniczenie przewidywalności prawa, osłabia zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości oraz utrudnia realizację konstytucyjnej zasady pewności prawa. Jednocześnie obserwowany od wielu lat wzrost liczby konfliktów rodzinnych powoduje konieczność stworzenia bardziej jednoznacznych instrumentów ochrony dzieci.
Dobro dziecka nie może pozostawać pojęciem całkowicie niedookreślonym, którego zakres każdorazowo ustalany jest wyłącznie w oparciu o indywidualną ocenę organu orzekającego. W demokratycznym państwie prawnym podstawowe kryteria ingerencji państwa w życie rodzinne powinny wynikać z ustawy.
Zamknięty katalog przesłanek to jednak kontrowersyjne rozwiązanie
Należy przy tym dodać, że remedium Fundacji miałoby stanowić wprowadzenie definicji dobra dziecka w postaci zamkniętego katalogu przesłanek, którymi przy wyrokowaniu musieliby się kierować sędziowie. Nie jestem pewien, czy jest to dobre rozwiązanie. Zamknięty katalog – a więc taki, poza który nie wolno wykraczać – mógłby stanowić przejście od jednej skrajności w drugą.
Oczywiście w niektórych przypadkach taki model definiowania się sprawdza. Wszystko zależy od tego, co dokładnie się w nim uwzględni. Właśnie dlatego warto przyjrzeć się bliżej przesłankom wskazanym przez autorów petycji. Sugerują zawrzeć w nim przede wszystkim:
- zachowanie trwałej więzi dziecka z każdym z rodziców,
- prawo dziecka do regularnego i rzeczywistego kontaktu z obojgiem rodziców,
- bezpieczeństwo fizyczne i psychiczne dziecka,
- stabilność środowiska wychowawczego,
- potrzeby rozwojowe odpowiednie do wieku,
- stanowisko dziecka wyrażone stosownie do jego wieku i stopnia dojrzałości,
- wpływ konfliktu rodziców na rozwój dziecka,
- gotowość rodziców do współpracy,
- ryzyko izolowania dziecka od jednego z rodziców,
- skutki psychiczne długotrwałego ograniczenia kontaktów z którymkolwiek z rodziców.
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nie są złe. Na uwagę zasługuje oczywiście pewne skrzywienie w kierunku przeciwdziałania alienacji rodzicielskiej, które jednak stanowi w tym przypadku sposób na przeciwdziałanie realnemu problemowi społecznemu, jakim jest utrudnianie kontaktów z dzieckiem. Równocześnie z pewnością bylibyśmy w stanie dopisać przynajmniej kilka pozycji.
Ministerstwo Sprawiedliwości: definicja dobra dziecka nie jest potrzebna
Co na to wszystko Ministerstwo Sprawiedliwości? Nie mam niestety dobrych wieści. Resort uważa, że definicja dobra dziecka nie jest nam potrzebna do szczęścia. Nie byłaby to zresztą pierwsza reforma prawa rodzinnego, przy okazji której ministerstwo omijało kwestie systemowe. Fragment odpowiedzi Mateusza Korzeniowskiego, zastępcy dyrektora Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich w Ministerstwie Sprawiedliwości, przytoczył niedawno portal Prawo.pl:
Kryteria, które pozwalają na ocenę czy dane zachowanie jest zgodne z dobrem dziecka czy też nie, zależą od konkretnej sytuacji faktycznej. Z uwagi na wielość i różnorodność tych kryteriów, nie ma możliwości ich enumeratywnego wyliczenia. Pojęcie ,,dobro dziecka'' rozumiane jest jako wartość nadrzędna, brana pod uwagę za każdym razem, kiedy dziecko jest stroną lub uczestnikiem postępowania sądowego.
Brak w prawie krajowym definicji legalnej „dobra dziecka" nie stanowi istotnej przeszkody i tym samym nie obniża standardów ochrony praw dzieci, wynikających z prawa krajowego i aktów prawa międzynarodowego. Przeciwnie – wszędzie tam, gdzie organom państwa przychodzi rozstrzygać w sprawach dotyczących najmłodszych w sposób bezpośredni lub pośredni, wskazują one na konieczność kierowania się dobrem dziecka, akcentując konstytucyjne i konwencyjne standardy w tym zakresie.
Prawa rodziców w sprawach o opiekę też wymagają gwarancji
Mógłbym się nawet zgodzić, gdyby nie jedno małe "ale". W sprawach rodzinnych i opiekuńczych stron zazwyczaj jest więcej, niż samo dziecko. Owszem, jego dobro powinno stanowić wartość nadrzędną. Nie może jednak stanowić wytrychu stosowanego do drastycznego ograniczenia praw któregoś z rodziców.
Polskie sądy rodzinne nie bez powodu mają w społeczeństwie opinię skrzywionych na korzyść matek kosztem ojców. Jest to z pewnością pokłosie przede wszystkim najbardziej kontrowersyjnych rozstrzygnięć, które z samej swej natury stanowią statystyczną anomalię.
Otwarty katalog kryteriów rozwiązałby problem definicji dobra dziecka
Negatywna percepcja społeczna jednak istnieje. Ministerstwo Sprawiedliwości wszelkie zarzuty zwykło zaś kwitować stwierdzeniem, że "Decyzje o powierzeniu władzy rodzicielskiej zapadają na podstawie dobra dziecka, a nie płci rodzica". Niezdefiniowane dobro dziecka nie stanowi gwarancji sprawiedliwego rozstrzygnięcia przez sąd sporu pomiędzy dwojgiem rodziców.
Prawdę mówiąc, stworzenie definicji legalnej jest w tym przypadku możliwe pomimo wielości i różnorodności kryteriów występujących w różnych konkretnych sprawach. Wystarczy uwzględnić w niej te najważniejsze i zastosować katalog otwarty. Wciąż mamy jasną dyrektywę dla sędziów i równocześnie zachowujemy pewną dozę elastyczności.










