1. Home -
  2. Codzienne -
  3. Dzieci zarabiają, rodzice wydają. Sharenting to nowa forma zaginionych pieniędzy z komunii

Dzieci zarabiają, rodzice wydają. Sharenting to nowa forma zaginionych pieniędzy z komunii

Jeszcze niedawno profile dzieci w mediach społecznościowych uchodziły za niewinną formę dzielenia się codziennością. Zdjęcia z wakacji, filmiki z pierwszych kroków, spontaniczne relacje z życia. Z czasem jednak ta „codzienność" określana mianem sharentingu zaczęła przynosić bardzo realne zyski. Wraz z rosnącą popularnością platform społecznościowych pojawiły się współprace reklamowe, lokowanie produktów i kontrakty, które dla wielu rodzin stały się pełnoprawnym źródłem dochodu.

Piotr Janus08.04.2026 22:32
Codzienne

Dziecko jako narzędzie rynku, nie jego uczestnik

Problem polega na tym, że w tym modelu dziecko przez długi czas nie było traktowane jako uczestnik rynku, lecz jako jego narzędzie. Wizerunek dziecka, jego emocje i prywatność budowały zasięgi, ale pieniądze trafiały na konta rodziców. Bez jasnych zasad, bez przejrzystości, bez obowiązku dzielenia się dochodem. Dziś ten model zaczyna budzić coraz większe wątpliwości — i to nie tylko z powodów etycznych, ale coraz częściej także prawnych.

Konieczność ochrony praw dziecka i jego prywatności sprawiła, że powoli wyłania się nowy kierunek regulacyjny. Nie polega on na zakazie sharentingu, lecz na stopniowym przesuwaniu granicy odpowiedzialności. Dziecko przestaje być „contentem", a zaczyna być podmiotem, którego interes — także finansowy — musi być chroniony. I choć zmiana ta jest najbardziej widoczna na Zachodzie, Polska dopiero zaczyna ją dostrzegać.

Dochody dziecka — formalnie jego, faktycznie niekoniecznie

W polskim systemie prawnym nie istnieje jedna ustawa, która regulowałaby działalność dzieci w mediach społecznościowych. Zamiast tego stosuje się przepisy ogólne, przede wszystkim Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz regulacje dotyczące dóbr osobistych. Wizerunek dziecka w sieci jest jego dobrem osobistym chronionym przez prawo, na takich samych warunkach jak wizerunek osoby dorosłej. Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego i ustawy o prawie autorskim, rozpowszechnianie wizerunku wymaga zgody osoby przedstawionej, a w przypadku małoletnich — jej przedstawiciela ustawowego. Warto zauważyć, że zgoda rodzica musi być wykonywana z poszanowaniem dobra dziecka. Jeżeli publikacja wizerunku może narazić dziecko na ośmieszenie, narusza jego godność lub ujawnia zbyt wiele informacji o jego życiu prywatnym, może zostać uznana za naruszenie dóbr osobistych dziecka, nawet przy wyrażeniu zgody przez rodzica.

W teorii dziecko może posiadać majątek, a dochody uzyskane dzięki jego aktywności należą do niego. W praktyce jednak zarządzają nimi rodzice jako przedstawiciele ustawowi. Mogą je wydawać na potrzeby rodziny i nie mają obowiązku — jak na razie — odkładania ich na przyszłość dziecka. System opiera się więc na założeniu dobrej woli i świadomości rodziców, a nie na realnych zabezpieczeniach.

Czy dziecko-influencer „pracuje"?

Polskie prawo nie odpowiada też na podstawowe pytanie — czy dziecko-influencer pracuje? Formalnie nie jest pracownikiem ani zleceniobiorcą, więc nie stosuje się wobec niego przepisów prawa pracy, limitów czasu czy obowiązku wynagrodzenia. A jednocześnie jego aktywność generuje realne dochody. Powstaje więc paradoks — dziecko wykonuje pracę, której system prawny nie dostrzega.

Co istotne, nie oznacza to całkowitej bezradności prawa. Sąd rodzinny może ingerować, jeśli uzna, że dobro dziecka jest zagrożone — na przykład ograniczyć władzę rodzicielską lub zakazać publikacji. Możliwe jest także pozwanie rodziców przez dzieci a dobra osobiste w trybie roszczeń cywilnych o naruszenie dóbr osobistych. Problem w tym, że są to mechanizmy reaktywne, uruchamiane dopiero wtedy, gdy dojdzie do konfliktu. W praktyce stosuje się je rzadko, a sprawy dotyczące sharentingu dopiero zaczynają pojawiać się w polskim orzecznictwie.

Na razie są to raczej sygnały niż przełomowe wyroki. Sądy zaczynają analizować kwestie związane z publikowaniem wizerunku dzieci i odpowiedzialnością dorosłych, a prawnicy coraz częściej wskazują, że nadmierny sharenting może zostać uznany za naruszenie dobra dziecka. Najważniejszy wniosek jest jednak taki, że fundament prawny pod przyszłe spory już istnieje. Brakuje jedynie jednoznacznych wyroków, a te mogą pojawić się wraz z dorastaniem pierwszego pokolenia „dzieci z internetu".

Jak sharenting jest regulowany w innych państwach

Na tle Polski Niemcy prezentują podejście bardziej ostrożne i uporządkowane. Choć również nie mają jednej kompleksowej regulacji, to ich system tworzy gęstą sieć ograniczeń pośrednich. Prawo pracy ogranicza możliwość podejmowania działalności zarobkowej przez dzieci, ochrona dóbr osobistych jest silnie zakorzeniona, a rodzice zarządzający majątkiem dziecka podlegają większej kontroli prawnej. Najdalej w regulacjach sharentingu poszła Francja i niektóre stany USA, gdzie sharenting przestał być regulowany mało konkretnymi przepisami. Wprowadzono obowiązek odkładania części dochodów dziecka, mechanizmy kontroli oraz możliwość dochodzenia roszczeń w przyszłości. Francja, idąc w ślady amerykańskiego stanu Illinois (który wprowadził obowiązek przeznaczania procentu zysków na konto dziecka), dąży do zabezpieczenia finansowego dzieci, których wizerunek jest monetyzowany przez rodziców.

Kto tak naprawdę kontroluje pieniądze dziecka

Różnica między tymi systemami w zasadzie sprowadza się do jednego zagadnienia dotyczącego kontroli pieniędzy zdobytych przez rodziców wykorzystujących wizerunek dziecka w reklamie. W Polsce to rodzic kontroluje zarobione środki. W Niemczech również rodzic, ale pod rosnącym nadzorem prawa. W innych państwach Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych coraz częściej robi to państwo, które ogranicza swobodę dorosłych w imię ochrony dziecka.

Zmiana ta nie wynika wyłącznie z troski o prawa najmłodszych — jest rezultatem rosnącej skali tego zjawiska. Rynek treści rodzinnych urósł do poziomu, który wymusza regulacje. Marki płacą za autentyczność, a nic nie sprzedaje się lepiej niż „prawdziwe życie". Problem w tym, że to życie coraz częściej jest podporządkowane logice monetyzacji. Dziecko staje się częścią modelu biznesowego rodziców, ale bez realnego wpływu na decyzje.

Pokolenie, które zada najtrudniejsze pytania

Największa zmiana dopiero nadchodzi i będzie miała charakter pokoleniowy. Dzieci, które dziś są bohaterami internetowych kanałów, dorosną. Zyskają świadomość i narzędzia prawne. Wtedy pytanie nie będzie już dotyczyło tego, czy publikowanie było dopuszczalne.

Będzie znacznie prostsze i jednocześnie bardziej niewygodne, bo będzie dotyczyło tego, kto zarobił na moim dzieciństwie — i czy miał do tego prawo.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi