1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Jeden list do banku decyduje o setkach tysięcy złotych. TSUE właśnie to potwierdził

Jeden list do banku decyduje o setkach tysięcy złotych. TSUE właśnie to potwierdził

Frankowicz, który wysłał do banku reklamację i podważył umowę, sam uruchomił zegar — i to jego pierwszy list, a nie wyrok sądu ani wpis do rejestru, decyduje dziś o tym, czy bank zdąży odzyskać kapitał. Tak wynika z wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 2 lipca 2026 r. To pozornie techniczne rozstrzygnięcie, ale dla części kredytobiorców różnica sięga kilkuset tysięcy złotych.

Od kiedy liczyć trzy lata? Trybunał odrzucił dwie wygodniejsze dla klientów daty

Sprawa, która trafiła do Luksemburga, dotyczyła prostego z pozoru pytania: kiedy zaczyna biec trzyletni termin przedawnienia roszczenia banku o zwrot wypłaconego kapitału. Sąd Okręgowy w Warszawie, rozpoznający dwa niemal bliźniacze spory, wskazał trzy możliwe momenty — dzień wypłaty kredytu, dzień wpisania podobnej klauzuli do rejestru postanowień niedozwolonych oraz dzień, w którym konsument po raz pierwszy zakwestionował umowę wobec banku.

Trybunał wybrał tę trzecią, najmniej korzystną dla kredytobiorców datę. Zdaniem TSUE dopóki konsument nie powoła się na nieważność umowy, bank w ogóle nie dysponuje roszczeniem o zwrot kapitału — a skoro roszczenia nie ma, to nie może się ono przedawniać. Z tego samego powodu Trybunał odrzucił liczenie terminu od wpisu klauzuli do rejestru, bo sam taki wpis nie unieważnia jeszcze konkretnej umowy.

W praktyce oznacza to, że punktem zerowym jest reklamacja, wezwanie do zapłaty albo inny formalny krok, którym klient podważa umowę. Dopiero od tego dnia bank ma trzy lata na wystąpienie o kapitał. Warto pamiętać, że sam mechanizm, w którym to banki pozywają frankowiczów, pojawił się właśnie po to, by nie dopuścić do przedawnienia ich roszczeń.

Dlaczego banki mówią o „końcu snu o darmowych mieszkaniach”?

Związek Banków Polskich skomentował wyrok wyjątkowo dosadnie — jego zdaniem to "koniec snu o darmowych mieszkaniach”. ZBP chodzi o sytuacje, w których klient najpierw doprowadzał do unieważnienia umowy, a potem bronił się zarzutem, że roszczenie banku o zwrot kapitału już się przedawniło — licząc termin od wypłaty kredytu sprzed kilkunastu lat. Gdyby ten zarzut przeszedł, kredytobiorca zatrzymywałby mieszkanie i nie oddawał pożyczonych pieniędzy. To właśnie ten scenariusz Trybunał ograniczył we wcześniejszym orzecznictwie, o którym pisaliśmy przy okazji darmowych mieszkań a TSUE.

Po czwartkowym wyroku ta droga obrony została mocno zawężona. Prezes ZBP Tadeusz Białek ocenił, że Trybunał kolejny raz potwierdził brak podstaw do tworzenia mechanizmu darmowych mieszkań kosztem banków.

Nie da się jednak ukryć, że stanowisko bankowców jest z natury interesowne i warto zestawić je z innym głosem. Radca prawny Stanisław Rachelski zwracał uwagę już przy kwietniowych wyrokach, że dla większości frankowiczów — tych, którzy chcą po prostu unieważnić umowę i uczciwie rozliczyć się z bankiem — takie orzeczenia nie zmieniają praktycznie nic, bo teorii dwóch kondykcji nikt rozsądny nie podważał.

Nie każdy zarzut przedawnienia upada

Można się domyślać, że część mediów uzna ten wyrok za jednoznaczną klęskę frankowiczów. To uproszczenie. Wyrok nie oddala automatycznie żadnego zarzutu przedawnienia — wskazuje jedynie, od kiedy liczyć termin. Jeśli od pierwszej reklamacji minęły pełne trzy lata, a bank pozwał dopiero później, zarzut nadal może zadziałać. Każdą sprawę i tak ocenia sąd, biorąc pod uwagę konkretne daty.

Wyrok wpisuje się przy tym w linię zapoczątkowaną trzema orzeczeniami TSUE z 16 kwietnia 2026 r., które dopuściły — w wyjątkowych i uzasadnionych okolicznościami przypadkach — uwzględnienie nawet przedawnionego roszczenia banku, jeśli przemawiają za tym względy słuszności. To ten sam kierunek, który opisywaliśmy jako wyrok TSUE korzystny dla i banków. Innymi słowy, sam upływ terminu nie gwarantuje już frankowiczowi wygranej, a jego minięcie nie przekreśla automatycznie szans banku.

Co to oznacza w praktyce dla frankowiczów?

Osoby prowadzące lub planujące spór z bankiem powinny sprawdzić kilka konkretnych rzeczy:

  • Ustalić dokładną datę pierwszego zakwestionowania umowy — reklamacji, wezwania do zapłaty lub pisma podważającego jej ważność. To ona uruchamia trzyletni termin.
  • Sprawdzić, kiedy bank wytoczył powództwo o zwrot kapitału. Jeśli mieści się w trzech latach od reklamacji, zarzut przedawnienia raczej nie zadziała.
  • Nie liczyć terminu od dnia wypłaty kredytu ani od wpisu klauzuli do rejestru UOKiK — TSUE obie te daty odrzucił.
  • Skonsultować chronologię z pełnomocnikiem, bo po tym wyroku strategia procesowa banków i klientów może się zmienić.

Alternatywy dla długiego procesu

Dla części kredytobiorców, którzy nie chcą latami czekać na wyrok, rozwiązaniem bywa sprzedaż kredytu frankowego w drodze cesji wierzytelności. Warto też pamiętać, że nawet przy prawomocnym nakazie zapłaty wstrzymanie egzekucji pozostaje możliwe dzięki skardze nadzwyczajnej Rzecznika Finansowego.

Podstawa prawna i źródła

  • Wyrok TSUE z 2 lipca 2026 r. w połączonych sprawach C-261/25 (Ścierbek) i C-262/25 (Drózdzik) — pytanie prejudycjalne Sądu Okręgowego w Warszawie, wykładnia dyrektywy Rady 93/13/EWG.
  • Wyroki TSUE z 16 kwietnia 2026 r. w sprawach C-752/24 (Jangielak), C-753/24 (Rzepacz), C-901/24 (Falucka).
  • Komunikat i komentarz Związku Banków Polskich (wypowiedzi prezesa ZBP Tadeusza Białka).
  • Depesza PAP; komentarz radcy prawnego Stanisława Rachelskiego (kancelaria Rachelski i Wspólnicy).
Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Najnowsze
Warte Uwagi