1. Bezprawnik -
  2. Firma -
  3. Komornik zapukał do mojej firmy, choć niczego nikomu nie jestem winny. To nie pomyłka, tylko metoda

Komornik zapukał do mojej firmy, choć niczego nikomu nie jestem winny. To nie pomyłka, tylko metoda

Coraz więcej polskich firm znajduje w skrzynkach pisma od komorników zatytułowane „zajęcie wierzytelności". Problem w tym, że adresaci często nigdy nie mieli żadnych relacji z dłużnikiem, którego dotyczy egzekucja: niczego od niego nie kupowali, niczego mu nie sprzedawali, nie podpisywali z nim żadnej umowy. Mimo to prawo nakłada na nich obowiązek odpowiedzi w ciągu tygodnia, a za milczenie grozi grzywna do 5 tys. zł. Co zaskakujące, cały ten mechanizm jest w pełni legalny.

Jerzy Wilczek15.07.2026 17:36
Firma

Zajęcie wierzytelności trafia do firmy, która dłużnika nie zna

Schemat wygląda zwykle podobnie. Przedsiębiorca otrzymuje od kancelarii komorniczej pismo, z którego wynika, że wobec jakiejś spółki toczy się postępowanie egzekucyjne na podstawie nakazu zapłaty wydanego przez sąd. W jednym z takich zawiadomień, które trafiło do redakcji, chodziło o dług przekraczający łącznie 29,6 tys. zł: niespełna 14,8 tys. zł należności głównej, ponad 8,6 tys. zł odsetek (rosnących dalej o 4,85 zł dziennie, czyli około 145 zł miesięcznie) oraz kilka tysięcy złotych kosztów procesu, klauzuli, zastępstwa i opłaty egzekucyjnej.

Komornik informuje w takim piśmie, że zajmuje wierzytelności przysługujące dłużnikowi od adresata. Zakres zajęcia bywa przy tym sformułowany maksymalnie szeroko. W cytowanym dokumencie obejmował on „wszelkich wierzytelności, w tym: umów cywilnoprawnych (m.in. umów zlecenia, agencyjnych, o dzieło), niezapłaconych faktur, kaucji, transakcji płatniczych, innych świadczonych usług". Innymi słowy: wszystkiego, co adresat mógłby teoretycznie być winien dłużnikowi, łącznie z wypłatami przyszłymi.

I tu pojawia się zdziwienie odbiorcy. Skoro żadna współpraca nigdy nie miała miejsca, to skąd komornik wziął akurat tę firmę? Czy takie pisma są rozsyłane na oślep po całej Polsce?

Skąd komornik wie, do kogo wysłać pismo? Często wcale nie wie

Kluczem do zrozumienia tej praktyki jest to, że komornik działa na wniosek wierzyciela i w granicach tego wniosku. To wierzyciel (albo reprezentująca go kancelaria) wskazuje we wniosku egzekucyjnym podmioty, u których dłużnik może mieć pieniądze do odebrania. Część takich wskazań opiera się na twardych danych, na przykład informacjach z ZUS, urzędu skarbowego czy wykazu majątku złożonego przez samego dłużnika. O tym, kim jest komornik sądowy i skąd czerpie wiedzę o majątku dłużników, pisaliśmy już zresztą szerzej.

Coraz częściej jednak wierzyciele typują potencjalnych kontrahentów dłużnika po prostu na podstawie ogólnodostępnych rejestrów i domysłów: tej samej branży, wspólnych powiązań widocznych w KRS, historii publicznych przetargów czy zwykłego podobieństwa profilu działalności. Komornik nie ma ani obowiązku, ani realnej możliwości weryfikowania, czy między dłużnikiem a wskazanym podmiotem faktycznie istnieje jakakolwiek relacja gospodarcza. Wysyła więc zawiadomienie i czeka na oświadczenie adresata. Jeśli trafi kulą w płot, zajęcie jest po prostu bezskuteczne, bo nie da się zająć wierzytelności, która nie istnieje. Dla wierzyciela to jednak tania metoda „skanowania" rynku w poszukiwaniu pieniędzy dłużnika, a dla komornika rutynowa czynność, za którą nie grożą mu żadne negatywne konsekwencje.

Czy masowe zajęcia wierzytelności są legalne? Tak, choć system bywa tu bezrefleksyjny

Podstawą takich pism są art. 895 i 896 kodeksu postępowania cywilnego. Zgodnie z art. 896 § 2 kpc komornik wzywa tzw. trzeciodłużnika (czyli podmiot, który rzekomo jest coś winien dłużnikowi), aby w ciągu tygodnia oświadczył między innymi, czy dłużnikowi przysługuje od niego zajęta wierzytelność i w jakiej wysokości, czy zamierza ją uiścić, a jeśli odmawia, to z jakiej przyczyny.

Przepisy nie uzależniają tego obowiązku od tego, czy jakakolwiek wierzytelność faktycznie istnieje. Odpowiedzieć trzeba zawsze, nawet jeśli odpowiedź sprowadza się do jednego zdania: dłużnikowi nie przysługuje od nas żadna wierzytelność, ponieważ nigdy nie łączyły nas żadne relacje handlowe. To zresztą szerszy katalog: warto wiedzieć, jak w praktyce wygląda pismo od komornika, co zrobić po jego odebraniu i jakich terminów pilnować, bo obowiązek reakcji dotyczy każdego adresata korespondencji komorniczej, nie tylko pracodawców dłużników.

Ignorowanie pisma może kosztować do 5 tys. zł grzywny

Konsekwencje milczenia są realne. Na mocy art. 902 kpc do skutków niezastosowania się do wezwań komornika przy zajęciu wierzytelności stosuje się odpowiednio art. 886 kpc. Ten zaś przewiduje grzywnę do 5 tys. zł, która może zostać powtórzona, jeśli adresat nadal uchyla się od złożenia oświadczenia. Do tego dochodzi potencjalna odpowiedzialność odszkodowawcza wobec wierzyciela, gdyby przez zaniechanie adresata wierzyciel poniósł szkodę. Paradoks polega więc na tym, że firma, która z długiem nie ma nic wspólnego, musi poświęcić czas i pieniądze na formalną odpowiedź, bo inaczej sama naraża się na sankcje.

Odpowiedź powinna być pisemna (albo złożona ustnie do protokołu), zawierać sygnaturę sprawy i jednoznaczne oświadczenie co do punktów wskazanych w wezwaniu. Jeżeli natomiast okaże się, że dłużnikowi jednak coś się od adresata należy, na przykład z niezapłaconej faktury, pieniędzy nie wolno już przekazać dłużnikowi. Trafić muszą na rachunek komornika, a naruszenie tego zakazu może skończyć się koniecznością zapłaty tej samej kwoty po raz drugi.

Dłużnik bywa równie zaskoczony jak adresat pisma

Warto na koniec zauważyć, że sam mechanizm powstawania takich długów też potrafi budzić kontrowersje. Tytułem wykonawczym w opisywanej sprawie był nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, a więc orzeczenie wydawane bez rozprawy i bez udziału pozwanego, które uprawomocnia się, jeśli dłużnik nie wniesie sprzeciwu w terminie. W praktyce wiele zależy od tego, czy korespondencja w ogóle dotarła do adresata, a doręczenie nakazu zapłaty rządzi się w polskim prawie dość specyficznymi regułami, z fikcją doręczenia włącznie.

Z perspektywy wierzyciela masowe zajęcia wierzytelności to natomiast po prostu jedno z narzędzi w arsenale egzekucji, obok szerokiego katalogu tego, co może zająć komornik: rachunków bankowych, wynagrodzeń, ruchomości czy nieruchomości. Trudno się dziwić, że wierzyciele z niego korzystają, skoro koszt „strzału" jest znikomy, a potencjalna wygrana to odzyskanie realnych pieniędzy. Zresztą komornik w biznesie bywa dla przedsiębiorcy sprzymierzeńcem, a nie wrogiem, o czym łatwo zapomnieć do momentu, gdy to nam ktoś nie zapłaci.

Nie zmienia to faktu, że rachunek za tę wygodę wystawiany jest częściowo podmiotom zupełnie postronnym. Firma, która dostaje zajęcie wierzytelności dotyczące obcego długu, musi je przeczytać, zarchiwizować i odpisać w ciągu tygodnia, pod rygorem grzywny. Ustawodawca uznał najwyraźniej, że to akceptowalna cena sprawnej egzekucji. Adresatom takich pism pozostaje jedno: nie wyrzucać ich do kosza, tylko odpowiedzieć, choćby jednym zdaniem.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover