1. Bezprawnik -
  2. Technologie -
  3. Komputery, internet, smartfony, AI. Stawiam, że następna technologia posprząta nam kuchnię

Komputery, internet, smartfony, AI. Stawiam, że następna technologia posprząta nam kuchnię

Na łamach Bezprawnika jeszcze za bardzo nie wchodziłem w rolę futurologa, ale kiedyś trzeba. Minęły prawie cztery lata od uruchomienia publicznej wersji ChatGPT, a branża AI ani myśli zwalniać. Człowiek jednak szybko się nudzi, zwłaszcza gdy dostaje kolejne modele, których nie ma kiedy sprawdzić. Technologia powszednieje. Co jeszcze może zmienić nasz sposób korzystania z komputerów? Być może coś, co już wymyślono, tylko nadal czeka na swój moment.

Postęp, którego ludzkość wcześniej nie widziała

Historia technologii ostatnich lat jest fascynująca przede wszystkim ze względu na czas, który upłynął między kolejnymi wynalazkami. To jest skok, którego nigdy wcześniej nie uświadczyliśmy. Wynalezienie druku, maszyna parowa, wynalezienie samochodu – te wydarzenia dzielą setki lat.

Komputery, internet, smartfony, a teraz generatywna AI zmieniły codzienność w ciągu zaledwie półwiecza. Oczywiście żadna z tych rzeczy nie pojawiła się nagle, tylko była efektem wielu lat badań i doskonalenia poprzedników, więc w pewnym sensie mamy szczęście (lub nie, zależy, co kto lubi) być świadkami tego postępu.

Komputery ważące kilka ton były normą

Nawet historia komputerów nie zaczęła się od powstałego w 1945 roku ENIAC-a – pomimo że to właśnie ten moment jest najczęściej pokazywany jako początek tego wszystkiego, co widzimy obecnie. Ta maszyna ważyła około 30 ton i wykorzystywała mniej więcej 18 tysięcy lamp elektronowych.

Trudno byłoby postawić ją na biurku, nawet gdyby ktoś bardzo chciał. To były wielkie szafy, a nie to, co dziś rozumiemy przez komputer. Przez lata komputer oznaczał urządzenie dla wojska, uniwersytetu albo ewentualnie wielkiej firmy.

Z komputerów miała korzystać garstka

Do dziś krąży słynna wypowiedź przypisywana Thomasowi Watsonowi, szefowi IBM, który miał przewidywać światowy rynek na zaledwie pięć komputerów. Świetna anegdota o tym, jak nawet największe autorytety potrafią nie dostrzec nadchodzącej rewolucji.

Tyle że nie ma wiarygodnego dowodu, że Watson rzeczywiście to powiedział. Udokumentowana wypowiedź jego syna, również kierującego IBM, dotyczyła czegoś znacznie bardziej przyziemnego: w 1953 roku spodziewano się zamówień na pięć maszyn IBM 701, a zdobyto ich osiemnaście. Popyt już wtedy zaskakiwał producenta.

Apple i IBM dały ludziom powód do zakupu

W latach 70. mikroprocesory pozwoliły budować znacznie mniejsze i tańsze komputery. Apple I z 1976 roku był jeszcze propozycją przede wszystkim dla hobbystów. Apple II, zaprezentowany rok później, stanowił już gotowy produkt z klawiaturą i obudową. W 1981 roku do gry wszedł IBM PC, a kompatybilne komputery innych producentów pomogły upowszechnić tę platformę.

Sam sprzęt nie wystarczał. Dopiero oprogramowanie, np. arkusze kalkulacyjne, edytory tekstu albo nawet gry, odpowiedziało na pytanie „po co mi to?”. Aż wreszcie pecet przestał być zabawką dla pasjonata z Doliny Krzemowej, a stał się niezbędnym wyposażeniem każdego, kto prowadził firmę, pisał, uczył się czy prowadził badania.

Internet nie powstał razem ze stronami internetowymi

Z internetem było podobnie. Jednym z jego najważniejszych poprzedników był uruchomiony w 1969 roku ARPANET, finansowany przez amerykańską agencję badawczą związaną z obronnością. Łączył ośrodki naukowe, umożliwiając współdzielenie zasobów komputerowych. Tak – internet nie był zatem projektem jakiejś prywatnej firmy, a przede wszystkim projektem państwowym.

Ważnym krokiem było przejście w 1983 roku na protokół TCP/IP, czyli wspólne zasady przesyłania danych pozwalające łączyć różne sieci. Internet nie jest jednak tym samym co WWW, dzięki któremu również dziś możemy przeglądać rozmaite strony internetowe.

WWW zostało udostępnione publicznie w 1993 roku – od tamtego czasu wszystko stało się naprawdę prostsze. Przeglądarka, klikamy, przełączamy strony i korzystamy – po prostu.

Do Polski najpierw dotarło łącze, później codzienność

Za symboliczną datę narodzin polskiego internetu przyjmuje się 17 sierpnia 1991 roku. Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego połączył się wtedy z Kopenhagą przez łącze o przepustowości 9600 bitów na sekundę.

Pierwszy polski serwer WWW uruchomiono na tym wydziale w 1993 roku. Powszechność przyszła później, przez modemy, drogie połączenia telefoniczne, a następnie stały dostęp i sieci komórkowe.

Kto pamięta blokowanie telefonu podczas przeglądania stron, ten wie, że samo „mamy internet” niewiele mówiło o wygodzie korzystania.

iPhone nie był pierwszy. Za to dobrze wybrał moment

Podobny błąd popełniamy przy smartfonach. IBM Simon, sprzedawany od 1994 roku i często uznawany za pierwszy smartfon, łączył telefon z funkcjami elektronicznego organizera. Miał nawet ekran dotykowy. Przed iPhone'em były również urządzenia Nokii i BlackBerry.

Kiedy Apple zaprezentowało swój telefon w 2007 roku, Steve Ballmer, ówczesny szef Microsoftu, wyśmiewał jego cenę i brak fizycznej klawiatury. Apple postawiło na obsługę palcem i wygodne korzystanie z internetu.

Później sklepy z aplikacjami, rozwój Androida, tańsze urządzenia i mobilna transmisja danych zrobiły resztę. Dziś ogromna część z nas nosi komputer w kieszeni. Telefonowanie jest zaledwie jedną z jego funkcji, czasami nawet niezbyt często wykorzystywaną.

Sztuczna inteligencja jest starsza niż nasi rodzice

AI również nie narodziła się w okienku ChatGPT. Już w 1950 roku Alan Turing rozważał pytanie, czy maszyny mogą myśleć, proponując badanie ich zdolności do prowadzenia rozmowy. Spotkanie badaczy w Dartmouth w 1956 roku uznaje się za symboliczny początek AI jako dziedziny.

Jeszcze wcześniej, w 1943 roku, Warren McCulloch i Walter Pitts opisali matematyczny model neuronu. Dzisiejsza sztuczna sieć neuronowa to układ wielu prostych elementów obliczeniowych.

Podczas uczenia zmienia siłę połączeń między nimi, żeby coraz lepiej wykonywać zadanie, np. rozpoznawać obiekty na zdjęciach. Inspiracja mózgiem jest rzeczywista, ale oczywiście nie oznacza, że zbudowaliśmy jego cyfrową kopię.

Pomysły były. Sprzęt i wyniki nie nadążały

Historia AI obejmuje również „zimy”, czyli okresy rozczarowania, ograniczania finansowania i wygasania wcześniejszego entuzjazmu. Szczególnie kojarzą się z nimi lata 70. oraz przełom lat 80. i 90.

Obietnice wyprzedzały możliwości, a systemy radziły sobie dobrze głównie w wąskich zastosowaniach. Brakowało mocy obliczeniowej, danych, ale również odpowiednich metod. Nie wystarczyło poczekać na szybszy procesor.

Dobrym przykładem późniejszego przełomu był AlexNet z 2012 roku, sieć rozpoznająca obrazy, której uczenie przyspieszono dzięki kartom graficznym. GPU, kojarzone z grami, świetnie nadawały się do wykonywania wielu podobnych obliczeń równocześnie. Pomysł, dane i sprzęt wreszcie zaczęły do siebie pasować.

Chatboty istnieją dzięki... europejskiej firmie

Fundament tego postępu jest całkiem materialny. Lampy elektronowe ustępowały tranzystorom, a później układom scalonym skupiającym coraz więcej elementów na niewielkiej powierzchni. Tranzystor działa w komputerze jak miniaturowy przełącznik. Dzisiejsze zaawansowane chipy mają ich miliardy.

Powstają na waflach krzemowych, czyli cienkich płytkach, na których tworzy się struktury wielu układów. Tajwański TSMC produkuje chipy (w tym także te, na których trenuje się dzisiejsze modele AI) według projektów swoich klientów, a holenderski ASML dostarcza maszyny litograficzne potrzebne do nanoszenia niezwykle drobnych wzorów – w olbrzymim uproszczeniu tak to obecnie wygląda.

Google dał światu Transformer

Nie wszystko jednak sprowadza się do sprzętu. W 2017 roku badacze związani przede wszystkim z Google'em przedstawili architekturę Transformer. Jej mechanizm uwagi pozwala uwzględniać związki między elementami tekstu: znaczenie słowa zależy przecież od otoczenia. Ułatwiła też równoległe wykonywanie obliczeń podczas uczenia – zatem więcej obliczeń w tym samym czasie.

OpenAI, założone w 2015 roku, zaprezentowało pierwsze GPT w 2018 roku. Modele językowe uczyły się przewidywać kolejne fragmenty tekstu na podstawie ogromnych zbiorów przykładów, rozwijając przy tym zdolności przydatne w wielu zadaniach.

Dalsze dostrajanie pomagało im odpowiadać zgodnie z poleceniami. ChatGPT, udostępniony 30 listopada 2022 roku, dał temu prostą formę rozmowy. Nie musieliśmy nic programować. Wystarczy, że napiszemy, czego potrzebujemy. Dostęp do technologii nigdy nie był tak prosty – dziś można mieć nawet własne AI na domowym komputerze.

Wspólny mianownik – prąd

Boom przyniósł narzędzia do programowania, tworzenia treści i analizowania dokumentów, ale także fałszywe materiały oraz wyścig o infrastrukturę. Odczuwają go nawet zwykli użytkownicy – wszystko wskazuje na to, że taniego RAM-u nie będzie. Według scenariusza bazowego IEA z raportu z 2025 roku zużycie prądu przez centra danych może wzrosnąć z około 415 TWh w 2024 roku do 945 TWh w 2030. To prognoza dotycząca wszystkich centrów danych, z AI jako najważniejszym motorem wzrostu.

Kolejnym krokiem, już po klasycznych modelach językowych, jest agentic AI, czyli agenci AI, z których korzystamy już dziś. To już nie jest zwykły mechanizm pytanie–odpowiedź, a autonomiczny system, który wyznacza cel, dobiera narzędzia i wykonuje kolejne czynności samodzielnie.

Komputer kwantowy nie będzie po prostu szybszym pecetem

To jest ciekawe zagadnienie, bo słowo „kwantowy” działa na wyobraźnię. Tak naprawdę jednak mało kto wie, o co chodzi. To nie jest komputer, na którym odpalimy np. grę w niewyobrażalnej wcześniej jakości czy wyrenderujemy wideo w jakości 8K w 5 sekund.

Zwykły komputer zapisuje informacje za pomocą bitów – zer i jedynek. Komputer kwantowy korzysta z kubitów, które pozwalają przetwarzać informacje w inny sposób. Co nam to właściwie daje? Przy odpowiednio dobranych zadaniach możliwość znacznego skrócenia obliczeń, które dla zwykłego komputera byłyby niezwykle czasochłonne.

Przez to dzisiejsze szyfrowanie ma termin przydatności

Jest jednak druga strona medalu. Odpowiednio potężny komputer kwantowy mógłby złamać część zabezpieczeń, na których opierają się połączenia internetowe i podpisy cyfrowe, m.in. RSA. Nie oznacza to jednak, że dzisiejsze maszyny już potrafią włamać się na nasze konto bankowe. Czy mogłoby jednak dojść do jakiejś kwantowej apokalipsy w przyszłości? Nie lubię mówić, że się nie da, bo to byłoby po prostu lekceważenie technologii.

Niewątpliwie jednak zagrożeniem jest również to, że dziś przechwytywane zaszyfrowane dane mogą zostać w przyszłości odczytane – a wtedy okaże się, że dzisiejsze zabezpieczenia to czasowe złudzenie. To jest zwykłe gdybanie, ale nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość.

Na uspokojenie: istnieją już metody kryptograficzne projektowane z myślą o odporności na takie ataki kwantowe. Mamy więc narzędzia do obrony, ale samo opracowanie nie wystarczy – trzeba je jeszcze wdrożyć.

AI potrafi napisać instrukcję. Teraz niech wykona pracę

Gdybym miał wskazać technologię, która może rzeczywiście zmienić codzienność, postawiłbym na połączenie AI z robotyką. Dzisiejszy chatbot może wytłumaczyć, jak posprzątać kuchnię. Przydatne, ale przyznam, że wolałbym, żeby ją posprzątał.

Roboty istnieją od dziesięcioleci, a robotyzacja fabryk nikogo już nie dziwi. Problem w tym, że znacznie łatwiej zaprogramować maszynę do powtarzania jednej czynności w fabryce niż do działania w mieszkaniu, w którym ktoś przestawił krzesło, pies przebiegł pod nogami, a szklanka stoi na stole.

Robot sprzątający zdefiniowany na nowo

Tutaj trzeba sprawnie się poruszać, rozpoznawać otoczenie, rozumieć polecenia i nie zgłupieć jako maszyna – a to nie jest takie proste, biorąc pod uwagę, ile czynników wpływa na zachowanie takiego robota.

Oczywiście nie stanie się tak, że np. za rok czy dwa będziemy mieli swoich humanoidalnych pomocników, ale niewątpliwie jest to jeden z tych kierunków, które bym naprawdę rozważał. Pierwsza duża zmiana może nastąpić w magazynach, zakładach produkcyjnych albo przy sprzątaniu. Robot nie musi wyglądać jak człowiek, żeby wykonywać pracę, za którą ktoś zechce zapłacić.

A zanim trafi do mieszkania, musi jeszcze udowodnić, że nie rozbije połowy wyposażenia. Demonstracja na filmie to jednak nie to samo co niezawodna praca u klienta.

Komputer sterowany myślą? Już się zaczęło

Tak, istnieje coś takiego jak interfejs mózg–komputer. Jego zadaniem jest odczytywanie określonych sygnałów aktywności mózgu i zamienianie ich na polecenia dla urządzenia. W 2025 roku badacze pokazali system, który u osoby z paraliżem przekształcał sygnały związane z próbą mówienia w słyszalną mowę. To rzeczywiste osiągnięcie, choć nadal badawcze i dotyczące konkretnego zastosowania.

Obstawiam mniej obsługi, więcej działania

To wszystko pozostaje jednak gdybaniem. Nie wiemy, jak długo utrzyma się dobra koniunktura i jak długo inwestorzy będą finansować kolejne centra danych oraz badania nad AI. Może przyjdzie następna zima sztucznej inteligencji, gdy okaże się, że obietnice znowu wyprzedziły rzeczywiste możliwości albo zyski – a zapowiedzi rychłej superinteligencji trzeba będzie odłożyć na półkę.

Kierunek obrany przy autonomicznych agentach wydaje mi się jednak sensowny. Człowiek określa, co chce osiągnąć, a komputer zajmuje się wykonaniem. Tylko czasami mam wrażenie, że w tej wizji wszyscy mają produkować coraz więcej, a znacznie mniej mówi się o tym, kto będzie to wszystko kupował. Łatwiejsze tworzenie produktów nie sprawi przecież, że automatycznie pojawi się na nie popyt.

A może największy przełom nastąpi gdzieś, gdzie dziś nawet nie patrzymy? Być może z pomocą AI dokonamy odkrycia, które otworzy zupełnie nowy kierunek rozwoju technologii. W końcu ludziom patrzącym na komputer zajmujący całe pomieszczenie też nie było łatwo wyobrazić sobie, że jego znacznie potężniejszego następcę będziemy kiedyś nosić w kieszeni.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover