Koniec „made in China”? Chińskie fabryki same stały się ofiarą cudu gospodarczego

Biznes Zagranica dołącz do dyskusji (58) 19.06.2019
Koniec „made in China”? Chińskie fabryki same stały się ofiarą cudu gospodarczego

Udostępnij

Jerzy Wilczek

Jeszcze kilka lat temu większość artykułów, po które sięgaliśmy na co dzień pochodziła z Chin. Jednak ostatnio międzynarodowe firmy coraz częściej wycofują się z Państwa Środka. Kto jest temu winny? Trump, bogacący się Chińczycy, a może… globalne ocieplenie? I czy to naprawdę koniec „made in China”?

Jeszcze jakieś kilkanaście lat temu określenie „chińszczyzna” bynajmniej komplementem nie było. Przedmioty wyprodukowane w Chinach były uznawane za tanie towary kiepskiej jakości.

Ale z roku na rok jakość artykułów „made in China” się poprawiała. W Państwie Środka zaczęły inwestować międzynarodowe koncerny, a i chińskie firmy awansowały do światowej pierwszej ligi – czego symbolem stał się gigantyczny sukces Huawei.

Chiny stały się prawdziwą fabryką świata. Ale od kilku lat coś się wyraźnie zmienia.

Koniec „made in China”? Najpierw Huawei, teraz Giant

Gdy Donald Trump zostawał prezydentem USA, nie ukrywał specjalnie, że chce wytoczyć Chinom wojnę handlową. Jak powiedział, tak zrobił.

Ofiarą polityki stała się przede wszystkim firma Huawei – technologiczny gigant, który zaczął przeganiać koncerny japońskie, koreańskie, czy – przede wszystkim – amerykańskie. Huawei walczy, ale zdaniem wielu – jest na straconej pozycji.

Ale teraz coraz więcej międzynarodowych koncernów wbija szpilę w Państwo Środka. Na przykład wielka firma z USA produkująca rowery przenosi ich produkcję z Chin do Tajwanu.

– Zauważyłem w zeszłym roku, że era „made in China”  skończyła się – mówiła niedawno wprost Bonnie Tu z Gianta. Podobne decyzje podejmuje coraz więcej firm. Ogranicza tam produkcję Intel. Również mniej znany szerokiej publice koncern Li & Fung Ltd., największy producent produktów konsumpcyjnych na świecie, zamierza wynieść się z Chin.

Koniec „made in China”. Nie tylko Trump

Można oczywiście uznać, że zbliżający się koniec „made in China” to triumf Trumpa. Ale nie do końca tak jest. Co prawda amerykańskie taryfy mają olbrzymi wpływ na ceny towarów, ale są i inne czynniki.

Jeszcze kilkanaście lat temu Chiny były po prostu biednym krajem, w którym ludzie godzili się pracować w fabrykach za grosze. No ale jak to mówią podstawowe prawa ekonomii, jak rośnie gospodarka, to i rosną płace. Gigantyczny sukces gospodarczy Chin sprawił więc, że ludzie już tak nie garną się do pracy w fabrykach za małe stawki. A zatem produkcja jest tam coraz mniej opłacalna.

Obserwujemy więc w Chinach dokładnie to samo, co się stało niegdyś w USA i Europie Zachodniej. Po prostu chińskie zakłady stały się ofiarami chińskiego cudu gospodarczego.

Okazuje się jednak, że swoje dodaje… globalne ocieplenie. Bo Chińczycy coraz bardziej na poważnie biorą ochronę środowiska. Tak poważnie, że nawet zamykają niezwykle zyskowne fabryki, czego następstwem mogą być drogie leki.

Era masowej chińskiej produkcji pewnie się więc powoli kończy. Nie znaczy to rzecz jasna, że chińskie produkty znikną w ogóle z półek. Ale można chyba spokojnie stwierdzić, że w najbliższych latach napis „made in China” będziemy widzieć na używanych przez raz produktach coraz rzadziej.