1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Jeden przepis Konstytucji przekreśla ulgi podatkowe tysiącom par

Jeden przepis Konstytucji przekreśla ulgi podatkowe tysiącom par

Dopuszczenie do transkrypcji małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą wydaje się maksimum tego, co dzisiejsza scena polityczno-urzędnicza jest w Polsce w stanie dopuścić. Nawet taki drobny ukłon prowadzi do sporu o to, czy takim parom przysługują małżeńskie uprawnienia podatkowe.

Konsekwencje podatkowe małżeństwa są stawką w sporze o transkrypcję aktów ślubu par jednopłciowych

Transkrypcja małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą w polskich aktach stanu cywilnego wydawać by się mogła czymś mało godnym uwagi. Ot, w grę wchodzi czynność o charakterze czysto technicznym. Potwierdza ona, że małżeństwo homoseksualne zawarte za granicą rzeczywiście istnieje. Problem w tym, że transkrypcja prowadzi automatycznie do pytań o to, jak duże powinna mieć przełożenie na polski stan prawny.

Tak się składa, że w Polsce małżeństwo wiąże się z jednym konkretnym przywilejem podatkowym i kilkoma uprawnieniami. Małżonkowie mogą wspólnie rozliczać swój dochód, choć wspólne rozliczenie z małżonkiem przedsiębiorcy odpada, jeśli ten wybrał niewłaściwą formę opodatkowania. Przysługuje im także zaszeregowanie do pierwszej grupy podatkowej i tzw. grupy zerowej w podatku od spadków i darowizn.

Rozgraniczam jedno od drugiego z prostej przyczyny. Wspólne rozliczanie podatku stanowi ewidentną korzyść. Nieopodatkowanie darowizn oraz spadków pozwala zaś na normalne funkcjonowanie bez obaw o to, że nasze chciwe państwo zacznie wyciągać ręce po pieniądze partnerów przy każdej okazji.

Czy uprawnienia te rozciągają się także na zagraniczne małżeństwa jednopłciowe? Dotychczas wydane interpretacje podatkowe — jak na przykład ta o sygnaturze 0114-KDIP3-2.4011.440.2026.3.AC — wyraźnie odpowiadają, że nie. Wyciągnąć z nich możemy dwa istotne wnioski.

Nowe wzory aktów małżeństwa pozwalają uwzględnić konfiguracje dopuszczane poza granicami Polski

Pierwszy z nich jest taki, że brak transkrypcji zagranicznego aktu ślubu całkowicie przekreśla choćby cień szansy na pozytywne rozstrzygnięcie. Nie ma wówczas podstawy, by uznać daną parę za małżonków w rozumieniu polskiego prawa. Teoretycznie transkrypcja ujawnia jedynie, że rzeczywiście doszło do zawarcia małżeństwa, ale musimy to przecież zrobić, by móc wyciągać z tego faktu jakiekolwiek konsekwencje prawne.

Już na tym etapie różne organy naszego państwa nie chcą zbytnio pomagać zainteresowanym osobom. Trzeba przyznać, że pod koniec sierpnia wejdzie w życie rozporządzenie Ministra Cyfryzacji, które wprowadzi nowe wzory aktów małżeństwa.

Rozwiązanie problemu jest genialne w swojej prostocie: urzędnicy będą mogli wybrać płeć obojga małżonków we wszystkich trzech możliwych konfiguracjach. Wszystkie urzędy stanu cywilnego powinny stosować się do nowych przepisów, które umożliwiają każdej parze jednopłciowej dokonanie transkrypcji małżeństwa zawartego za granicą.

Obstrukcja ze strony urzędników to tylko jedna z przeszkód

Treść nowych przepisów nie daje oczywiście gwarancji, że urzędnicy nie będą stosować różnych metod obstrukcji. „Gazeta Wyborcza" opisywała niedawno przypadek z Lublina. Dwie panie uzyskały transkrypcję ślubu zawartego na portugalskiej Maderze, ale urzędnicy nie zmienili danych w systemie PESEL. Pikanterii sprawie dodaje pewne lubelskie czasopismo, które miało szkolić samorządowców, jak skutecznie odmawiać parom jednopłciowym transkrypcji.

Z kronikarskiego obowiązku należałoby w tym momencie wspomnieć o wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 28 lipca, który uznał rozporządzenie w sprawie nowych wzorów za niezgodne z ustawą zasadniczą. W normalnej sytuacji taki wyrok właściwie zakończyłby sprawę, do czego jeszcze wrócimy. Trzeba jednak pamiętać, że jeden z najważniejszych organów władzy sądowniczej w państwie stracił dzięki politykom resztki swojego autorytetu i jego wyrokami mało kto się obecnie przejmuje.

Załóżmy jednak, że akurat nasza hipotetyczna para nie ma żadnych problemów z transkrypcją. Co dalej? Odpowiedź nie napawa optymizmem: niewiele. Nawet bez wyroku Trybunału Konstytucyjnego mamy w końcu do czynienia ze sprzecznością pomiędzy polską definicją małżeństwa a interesującym nas stanem faktycznym.

Możemy stworzyć równorzędną instytucję małżeństwa jednopłciowego, nie łamiąc art. 18 Konstytucji RP

Art. 18 Konstytucji RP określa małżeństwo jako „związek kobiety i mężczyzny". Małżeństwo jednopłciowe siłą rzeczy nie spełnia tego kryterium. Wielokrotnie stawiałem na łamach Bezprawnika tezę, że treść przywołanego przed chwilą przepisu nie stoi na przeszkodzie, by wprowadzić w Polsce osobną instytucję „małżeństwa jednopłciowego" z identycznymi uprawnieniami oraz obowiązkami. Nie umniejszałaby ona w końcu w żaden sposób konstytucyjnej ochrony tradycyjnego małżeństwa. Problem w tym, że takiej instytucji w Polsce nie mamy i mieć długo nie będziemy.

W tym momencie warto przypomnieć weto do ustawy o statusie osoby najbliższej, które złożył prezydent Karol Nawrocki. Zgodnie z moimi wcześniejszymi przewidywaniami, jednym z powodów wskazanych przez głowę państwa było właśnie nadanie protezie małżeństw jednopłciowych uprawnień podatkowych małżeństwa. Nie mamy też w Polsce żadnej formy prawnej rejestracji konkubinatów, a konkubinat w świetle prawa pozostaje instytucją nieuregulowaną.

Nie możemy wciągnąć do definicji małżeństwa innych konfiguracji

Mamy tylko dwa stany: wolny oraz małżeński i nic pomiędzy. Tym samym wszystko, co nie wypełnia konstytucyjnej definicji małżeństwa, nie jest w świetle prawa małżeństwem. Prowadzi to do osobliwej sytuacji, gdy urzędnicy zdecydują się na transkrypcję małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Od strony prawnej wygląda to tak, jakby nasze państwo stwierdzało: „Przyjmujemy do wiadomości wasze zagraniczne małżeństwo, ale nie nadajemy mu statusu polskiego małżeństwa". Wszelkie skojarzenia z pamiętną sceną z trzeciej części „Gwiezdnych Wojen" są jak najbardziej słuszne.

Wyciąganie daleko idących konsekwencji z transkrypcji oznaczałoby de facto legalizację małżeństw jednopłciowych

Niestety nie może być inaczej, ponieważ alternatywne interpretacje prowadzą do absurdu. Jeżeli uznawalibyśmy, że sama transkrypcja zagranicznego małżeństwa jednopłciowego jednak sprawia, iż przeistacza się ono w małżeństwo w rozumieniu polskiego prawa, to tym samym nie tylko zalegalizowalibyśmy małżeństwa jednopłciowe w Polsce. Przyznalibyśmy również, że jest ono pełnoprawnym polskim małżeństwem, a nie osobną instytucją.

Jedynym wymaganiem, jakie musieliby spełnić partnerzy, byłby wyjazd za granicę i wzięcie ślubu w państwie, które dopuszcza małżeństwa jednopłciowe. Tak się składa, że w grę wchodzi większość państw Unii Europejskiej.

Nie byłby to scenariusz niepożądany — śmiem twierdzić, że wręcz przeciwnie. Wciąż jednak pozostaje problem art. 18 Konstytucji RP, który za polskie małżeństwo uznaje związek kobiety i mężczyzny. Tym razem może nam przyjść do głowy „Paragraf 44".

Zmiany dla par jednopłciowych nie przyniosą ani Sejm, ani prezydent, ani Trybunał Konstytucyjny

Dylematu tego nie rozwiąże Sejm, bo nie chce tego zrobić. Większość w nim mają konserwatyści jawni i skryci. Na przeszkodzie stoi także prezydent, który zalicza się do pierwszej kategorii. Trybunał Konstytucyjny pozostaje dysfunkcyjną parodią samego siebie.

Co zostaje parom jednopłciowym? Być może orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego przyniosłoby jakąś ulgę, o ile szłoby jednoznacznie w poprzek interpretacjom wydawanym przez organy podatkowe. Szanse nie wydają się jednak duże. Powodem jest — jakże by inaczej — art. 18 Konstytucji RP.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover